Reklama

Reklama

Żużel. Prezes Stali Gorzów wyrzucił radę nadzorczą. Zadawali mu trudne pytania o Teneryfę, budżet i zeszyt dyrektora

W poniedziałek prezes Moje Bermudy Stali Gorzów Marek Grzyb odwołał czterech z pięciu członków rady nadzorczej. W ostatnim czasie relacje między radą i prezesem były napięte. Rada domagała się, chociażby wyjaśnień w kwestii wyjazdu na Teneryfę, budżetu, czy rozliczenia umowy z Cash Brokerem. W odpowiedzi jeden z członków rady dostał pismo, że odbędzie się walne zgromadzenie, na którym rada zostanie odwołana.

To się musiało tak skończyć. Rada nadzorcza spółki Stal Gorzów od kilku tygodni zadawała prezesowi Markowi Grzybowi trudne pytania. Pierwszym było pytanie o bilans za 2020 roku, drugim kwestia budżetu na sezon 2021, trzecim prośba o przedstawienie umów reklamowych z członkami zarządu, czwartym ustosunkowanie się do informacji medialnych dotyczących wyjazdu na zgrupowanie na Teneryfie. Ale po kolei.

Zacznijmy od bilansu za 2020 roku, który miał dać radzie odpowiedź m.in. na pytanie, czy należąca do prezesa Grzyba firma Cash Broker zapłaciła za reklamę. Przypomnijmy, że z naszych ustaleń wynika, iż do października 2020 roku nie było takiego rozliczenia. Wartość reklamy jest szacowana na blisko 800 tysięcy złotych jeśli weźmiemy pod uwagę wcześniejsze raporty o wycenie wartości medialno-marketingowej Stali.

Reklama

Rada wyliczyła, że w budżecie brakuje 2 milionów

Jeśli chodzi o budżet na 2021 roku, to z wyliczeń przewodniczącego rady wyszło, iż Stali brakuje 2 milionów złotych, by zamknąć sezon. Zakładając, że w tym roku średnia widownia wyniesie 25 procent. Jeśli tego nie będzie, a pandemia niesie za sobą takie zagrożenie, to w budżecie może brakować nawet 3 milionów. Rada zaplanowała prowizoryczny budżet na podstawie materiałów źródłowych, czyli kontraktów z zawodnikami i wszystkimi innymi umowami, do których miała dostęp. Chciano skonfrontować te wyliczenia z budżetem, który miał przedstawić zarząd. Do tej konfrontacji już jednak nie doszło. Tak na marginesie, to rada wyliczyła budżet, bo dotąd nie zrobił tego nikt z zarządu. Przewodniczący rady chciał pomóc, widząc, że powołany do tego zarząd się tym nie zajmuje.

Kolejną sporną sprawą były umowy reklamowe zawarte z członkami zarządu. Takie umowy może i powinna zatwierdzić rada, a tymczasem żaden z jej członków niczego takiego nie podpisał. Chodzi o umowę barterową z należącą do Sławomira Matuszaka firmą Isuzu oraz umowę z Argosem, firmą należącą do Daniela Miłostana (obaj są w zarządzie). Rada nadzorcza chciała się z tymi kontraktami zapoznać, bo nie mogła brać na siebie odpowiedzialność za coś, o czym nie miała zielonego pojęcia. Poza wszystkim to tak działa, że zarząd nie może takich umów zawierać bez podpisu rady.

Kto, za co płacił na Teneryfie?

Na końcu listy podstawowej pytań był wyjazd na Teneryfę. Rada chciała wiedzieć, kto był, kto, za co płacił i co tak naprawdę się tam wydarzyło.

Od jednego z byłych już członków rady słyszymy, że trudne pytania spotkały się z nerwowymi reakcjami pana prezesa. Zwłaszcza że poza listą podstawową padały też pytania o inne sprawy. A choćby o nagranie z udziałem dyrektora Tomasza Michalskiego, z którego może wynikać, że chciał on wyłudzić nienależną prowizję od jednego ze sponsorów. Innym pytaniem było to o "zeszyt" dyrektora, w którym miał on zapisywać wydatki (pożyczki) z kieszeni prezesa Grzyba na klub. Wiemy, że w sierpniu 2020 prezes zażądał na zebraniu zarządu zwrotu tego co wcześniej miał wyłożyć.

Ostatecznie prezes Grzyb nie tylko nie odpowiedział na pytania, ale i odwołał czterech z pięciu członków rady. Chodzi o przewodniczącego Grzegorza Lewandowskiego oraz panów Grzegorza Grodzickiego, Marka Koseckiego i Eugeniusza Pławskiego.

Rada pytała, bo to jej obowiązek

Oczywiście pan Grzyb mógł odwołać radę, bo jest nie tylko prezesem spółki, ale i prezesem stowarzyszenia, które ma większościowy udział w klubie. W podobnej rzeczywistości poruszał się poprzedni prezes Ireneusz Zmora. On jednak nigdy nie zdecydował się na coś takiego, jak odwołanie rady. Ta prowadziła z nim często trudne rozmowy, ale zawsze dostawała odpowiedzi na pytania.

Dlaczego teraz rada zaczęła pytać? Ano, dlatego że gdyby stało się coś złego, to jej członkowie ponieśliby za to odpowiedzialność. Choćby za te umowy reklamowe z członkami zarządu. Dziś panowie z rady żartują, że gdyby nie pytali, to dalej byliby w radzie. Z drugiej strony mówią, że nie mogli dalej przechodzić obok tego obojętnie. Wielu z nich miało w pamięci, to co działo się 7 lat temu. Wówczas były straty, ujemne kapitały, źle to wyglądało. Na koniec 2019 roku wszystkie sprawy zostały wyprostowane. Teraz zobaczyli, że w budżecie jest dziura.

Poza wszystkim zadawanie pytań to obowiązek rady. Do jej kompetencji należy kontrolowanie pracy zarządu. Można domniemywać, że rada została odwołana za próbę wykonywania swoich obowiązków.

Prezesa Grzyba zapytaliśmy SMS-em i mailem o powód zwolnienia rady, ale dotąd nie odpowiedział na żadne z naszych pytań. Jeśli tylko, to zrobi, zamieścimy jego stanowisko.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje