Reklama

Reklama

Żużel. Polski tuner o plagiacie Graversena: Teraz będzie musiał płacić więcej za części

Znany polski mechanik i dealer części GM-a - Jacek Filip twierdzi, że konflikt, w który uwikłani są Flemming Graversen i najbardziej znany konstruktor silników żużlowych nie uderzy rykoszetem w niego i kolegów z branży. Bezpiecznie mogą spać też zawodnicy.

Kamil Hynek, Interia: Przygląda się pan z boku przepychance na linii GM-Graversen. Co pan o niej sądzi?

Jacek Filip, mechanik, tuner współpracujący, dealer GM-a: Ciężko mi zabierać głos, ponieważ nie znam szczegółów. Wiem tyle, co przeczytam w prasie. To jest problem, który dotyczy Flemminga oraz GM-a. I tak bym to zostawił.

Ale obraca się pan w tym towarzystwie od wielu lat i pewnie jakieś zdanie wyrobione ma?

Flemming mocno stoi na rynku, ale co on ma tam zrobione, trudno powiedzieć. Zdarzyło mi się wziąć od niego sprężyny, czy zawory, ale to w zasadzie tyle. Silników nie znam, części też nie kupowałem. Jestem natomiast dealerem GM-a od ponad dwudziestu lat więc to oczywiste, iż starałem się pracować z nimi i używać ich oryginalnych podzespołów. Ale to nie jest jakaś tajemnica, proszę sobie wejść na stronę internetową, tam są wymienieni wszyscy przedstawiciele włoskiej fabryki. O ile się nie mylę jeszcze mnie nie skreślono (śmiech).

Reklama

A nie boi się pan, że to nastąpi, jak będzie się zadawał z klientami Graversena?

Nas to nie dotyczy, nie sądzę, żeby nas zablokowano. Nie można zabronić zawodnikom nabyć u oficjalnego przedstawiciela oryginalnych części. Problem polega na tym, że GM jako firma mocno "inwestuje" w zawodników występujących w cyklu Grand Prix. Mają określoną liczbę silników, którą im sprzedają na okazyjnych warunkach, na dużym rabacie. I jeśli Marzotto daje swoje produkty za połowę ceny, a ktoś je bierze i jeszcze przerabia, no to chyba pan też by się zdenerwował.

Jakie komponenty najłatwiej podrobić?

Cały świat stoi już od jakiegoś czasu na bardzo wysokim poziomie technologicznym i jeśli dysponuje się określonymi zasobami finansowymi można przerobić dosłownie wszystko. Mnie jednak od 2001 roku, czyli odkąd jestem dealerem GM-a nie przyszło do głowy, żeby bawić się w plagiaty. Uważam, że w każdym środowisku powinny obowiązywać jakieś zasady.

A jeżeli GM ma patent na swoje części, Graversen może mieć ciepło?

Niby tak, ale teraz patenty można bardzo łatwo obejść. Płaci się za nie ciężką kasę, a wystarczy wprowadzić delikatną modyfikację i jest po patencie.

Czy na zawodnikach może się to odbić?

Nie sądzę. W Polsce dealerów GM-a jest przynajmniej kilku i mają z czego wybierać. Jeśli dostaniemy zamówienie od zawodników z górnej półki, musimy je zrealizować, a co oni z tym dalej zrobią, nas już nie interesuje. My jesteśmy tylko pośrednikami.

No to jest was trochę.

Na początku kręciłem na ten fakt nosem. Nie było mi w smak, że skoro jestem dealerem, to samo proponuje się innym. Nie mówiłem o tym głośno, ponieważ nie jestem perfidny. Machnąłem ręką, stwierdziłem, że skoro GM obrał taką strategię muszę się do niej dostosować.

Dystrybucja części będzie się odbywać na tym samym poziomie?

Jedynie Flemming będzie miał ograniczony dostęp do podzespołów i będzie je zmuszony zakupić na rynku wtórnym. I jako człowiek z zewnątrz zapłaci więcej. Tak ja to rozumiem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje