Reklama

Reklama

​Żużel. Polecieli do Argentyny, żeby ścigać się na piachu. Zarobili grosze, stracili motocykle

Kilka tygodni temu media obiegła informacja o zaproszeniu Moje Bermudy Stali przez Argentyńczyków. W 1998 roku był Piotr Paluch, trener młodzieży w Stali. Razem z Tomaszem Bajerskim. Ich wyprawa na drugą półkulę nie należała jednak do udanych. Organizatorzy mieli ambitne plany i zaprosili wiele gwiazd czarnego sportu. Ostatecznie skończyło się na jeździe po piachu z pobliskiej plaży oraz nikłym zainteresowaniu ze strony miejscowych, nie mówiąc już o kolosalnych stratach finansowych. Zawodnicy zarobili grosze i jeszcze musieli zostawić w Argentynie swoje motocykle, bo nie mieli kasy, żeby je zabrać z powrotem do Polski.

Propozycję złożył im angielski żużlowiec Marvyn Cox. Chciał, żeby w turnieju pojechał ktoś z dobrych Polaków. Padło na Piotra Palucha i Tomasza Bajerskiego. Mieli jechać w cyklu turniejów. W dwa miesiące miało się odbyć około dwudziestu imprez. Motocykle poleciały wcześniej cargo. Gdy nasi zawodnicy dotarli do Buenos Aires,musieli je złożyć, żeby móc się ścigać. Prócz naszych w Argentynie pojawili się wtedy także Anglicy Glenn Cunningham i Lee Richardson. Byli jeszcze Duńczycy i oczywiście miejscowi zawodnicy.

Reklama

Ostatecznie pobyt, który miał trwać dwa miesiące, skrócił się do miesiąca. Organizatorzy mieli problemy, musieli odwołać praktycznie wszystkie z zaplanowanych turniejów. Były kłopoty z torami. Jednego z nich nie dało się przygotować, więc dosypano piasku z plaży. Na piasku najlepszy okazał się Bajerski.

Tamta żużlowa wycieczka Polaków do Argentyny okazała się klapą. Nie było w ogóle zapotrzebowania, nikt nie chciał tego oglądać. Jednego dnia zawodnicy chodzili po miejscowości, w której mieli startować i rozdali ponad dwa tysiące darmowych wejściówek. Na stadion przyszło 20, może 30 osób. I to działo się niedaleko Bahia Bianca, gdzie jest już typowo żużlowy obiekt.

Nasi mieszkali wtedy w Argentynie w domku przy oceanie. Nie mieli luksusów, a piasek na plaży był tak gorący, że aż parzył ich w stopy. Skoro nie jeździli, to praktycznie się nudzili. Zabijali czas, ćwicząc na własną rękę i grając w tenisa. Po przebukowaniu biletów wrócili do kraju, skracając pobyt o miesiąc.

Zawodnicy wrócili, ale w Argentynie zostały ich motocykle. Paluch zabrał jedynie silnik, jako bagaż podręczny. Cały motocykl i podwozie zostało na miejscu. Poszło na stracenie. Zabrakło funduszy, żeby to przetransportować. Polacy nic nie zarobili, więc musieli oszczędzać. Motory zostawili w garażu jakiegoś człowieka.

W sumie do wyjazdu dołożyli. Po powrocie mogli powiedzieć, że byli na wakacjach i poznali inny kontynent, ale nic więcej. Paluch będąc w Argentynie, przeżył tragedię. Gdy tam był, to zmarł jego ojciec. Pożegnał się z nim przed wyjazdem, a gdy wrócił, to już go nie było. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama