Reklama

Reklama

​Żużel. Piotr Świderski otarł się o śmierć. Życie zawdzięcza pielęgniarce

Piotr Świderski musiał nagle zakończyć karierę. Przed sezonem 2017 przeszedł we Włoszech poważną operację, która uratowała mu życie. Obecny trener Eltrox Włókniarza miał wtedy wielkie szczęście, bo otarł się o śmierć.

Nic nie zapowiadało takiego obrotu zdarzeń. Piotr Świderski przed sezonem 2017 pojechał na treningi do włoskiego Lonigo. Miał podpisany kontrakt z Orłem Łódź, ale w barwach tego klubu nigdy nie wystąpił. Źle się poczuł na treningu, podczas tego zgrupowania otarł się o śmierć. - Z perspektywy czasu można tak powiedzieć. Poważny temat pęknięcia aorty - nagła, szybka, skomplikowana operacja. Zaczęło się niewinnie, bo jakimś delikatnym kłuciem w klatce piersiowej podczas treningu. Chyba zmieniałem zapłon na murawie między kolejnymi okrążeniami, poczułem tylko delikatne kłucie i tak naprawdę nic więcej - powiedział w programie "Trzeci wiraż" w nSport+.

Reklama

- Wsiadłem na motocykl, pojechałem dalej. Później był jeszcze jeden wyjazd. Nie czułem się jakoś specjalnie dobrze, więc zakończyłem trening troszkę wcześniej. Postanowiłem odpocząć, ale gdzieś z tyłu głowy chodziło pytanie "co jest". Nie był to taki codzienny ból. Poszedłem do karetki, powierzchownie mnie przebadano - ciśnienie, tętno - ale wszystko było w normie, więc machnąłem ręką i poszedłem się przebierać. Duże słowa uznania dla pielęgniarki, z którą mam kontakt do dzisiaj za to, że nie odpuściła, tylko przyszła do szatni i naciskała, żebyśmy pojechali do szpitala na szczegółowe badania. I całe szczęście, bo w szpitalu w Lonigo dopatrzono się pęknięcia aorty. Chirurgia z prawdziwego zdarzenia, naprawdę ze świetnymi fachowcami. Przewieźli mnie prosto na stół operacyjny - dodał. 

38-latek w rozmowie z prowadzącym program Marcinem Majewskim opowiedział również o pobycie we włoskim szpitalu. - Że to bardzo poważna sytuacja dowiedziałem się trzy dni po operacji, po zachowaniu lekarzy - i ich minach - w momencie, kiedy patrzyli w monitor. To była pani doktor, która robiła prześwietlenie, a później jeszcze zawołała drugiego doktora. Czas był bardzo ważny. Powiedziano mi tylko, że jest problem w środku, że trzeba przeprowadzić operację i zapytano, czy się zgadzam. Byłem w pełni świadomy, ogarniałem co się dzieje, ale nie mówiono mi wszystkiego. Szybki telefon do żony, poinformowałem że nie miałem wypadku, tylko że jest potrzebny szybki zabieg. Ktoś nade mną czuwał. Wymusiło to decyzję o zakończeniu kariery, dostałem jednoznaczną odpowiedź, że dalsze uprawianie sportu jest niemożliwe - opisał Świderski.

Główny bohater programu obecnie prowadzi Eltrox Włókniarz Częstochowa, ale wcześniej był ekspertem telewizyjnym. - To mnie utwierdziło w tym, że to dobry kierunek, że dużo zauważam i potrafię wyłapać szczegóły. Był bardzo dobry odzew społeczeństwa, wiele osób mówiło że powinienem iść na trenera. Tak się stało - przyznał. Czy jedną z takich osób był Piotr Protasiewicz? - Nie pamiętam. Mam z nim bardzo dobry kontakt. Być może docenił to, że dużo widzę. Widział we mnie partnera do rozmowy na temat niuansów nawet w jego przypadku. Cieszę się, że tak doświadczony zawodnik dostrzegł moją osobę - zaznaczył. 

Okazuje się, że Świderski już w trakcie kariery myślał o pracy w roli trenera. - Pierwsze myśli były już dawno, bo w sporcie jestem praktycznie od dzieciństwa. Trenowałem żużel od 10 roku życia, a chodziłem odkąd sięgam pamięcią. Człowiek zadawał sobie pytanie "co dalej", te myśli gdzieś tam krążyły. Później miałem wypadek i problemy zdrowotne. Musiałem zakończyć karierę właśnie z tych powodów. Gładko przeszedłem w kierunku trenerki, jeszcze przez telewizję, dzięki m.in. współpracy z Canal+ - stwierdził były żużlowiec. 

Zastąpienie Marka Cieślaka było trudnym zadaniem. - Wysoko była zawieszona poprzeczka. Wiemy, że Marek jest doświadczonym szkoleniowcem znanym w polskim i światowym żużlu. To wyzwanie, ale przejmowałem drużynę w takim momencie, że nie można było się zastanawiać po kim się ją przejmuje i jak to będzie wyglądało. Mieliśmy bardzo ważną końcówkę sezonu, walczyliśmy jeszcze o play-offy. Tak naprawdę wchodziłem z dnia na dzień, 3-4 dni przed wyjazdowym meczem do Lublina. Szybko spotkałem się z zawodnikami będącymi na miejscu, z pozostałymi miałem kontakt telefoniczny - wyjaśnił Świderski. 

Eltrox Włókniarz Częstochowa na inaugurację PGE Ekstraligi 2021 zmierzy się na wyjeździe z Motorem Lublin.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Dowiedz się więcej na temat: Piotr Świderski | Eltrox Włókniarz Częstochowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama