Reklama

Reklama

​Żużel. Piotr Protasiewicz dla Interii: Nie panikujemy. Cieszymy się, że w ogóle jedziemy

- Wysoka porażka z Włókniarzem Częstochowa trochę nas przytłoczyła. W dalszym ciągu walczymy o pierwsza czwórkę i play-off. Co do warunków finansowych to zaakceptowaliśmy je i tyle - mówi w rozmowie z Interią legenda Falubazu Zielona Góra Piotr Protasiewicz.

Zbigniew Czyż, Interia: Po pewnym zwycięstwie w pierwszym meczu na wyjeździe z beniaminkiem ROW-em Rybnik przyszedł zimny prysznic i wysoka porażka u siebie z Włókniarzem aż 31:59. Takiego obrotu sprawy chyba się nie spodziewaliście.

Reklama

Piotr Protasiewicz, RM Solar Falubaz Zielona Góra: - Nie porównujmy tych dwóch drużyn, ale w poniedziałek rzeczywiście zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Sama porażka to jedno, ale jej rozmiar trochę nas przytłoczył. Mamy swoje problemy, może i dobrze, że przytrafiła się nam na początku sezonu z zespołem o tak dużym potencjale. Ta przegrana odkryła nasze braki, musimy ciężko pracować i przygotowujemy się już do kolejnego meczu. Sezon się dopiero zaczyna, więc nie panikujemy, pracy z pewnością trochę nas jednak czeka.

Gdzie leży główna przyczyna tak wysokiej porażki? Wydawało się, że u progu sezonu, kiedy zespoły trenowały przede wszystkim na własnym torze, gospodarze będą mieć pewną przewagę, wczoraj zupełnie nie było tego widać.

- Włókniarz po prostu jechał lepiej, był lepiej przygotowany. Nie ma się jednak co usprawiedliwiać. Przyjechał dobry zespół, zweryfikował nasze treningi i tyle. Owszem trenowaliśmy, ale jak to się mówi tylko we własnym sosie. Nie mieliśmy odniesienia, niemniej, nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie. Włókniarz wygrał jak najbardziej zasłużenie.

Pan indywidualnie start sezonu może chyba uznać za w miarę udany. W pierwszym meczu w Rybniku 10 punktów plus dwa bonusy, wczoraj 9, chociaż w sześciu startach.

- Niestety po raz kolejny sędzia Krzysztof Meyze zabrał mi trzy punkty, podobnie było w ubiegłym roku. Uważam, że w ósmym biegu zrobił to niesłusznie, kiedy przejeżdżałem obok Fredrika Lindgrena. Trudno, akceptuję to i przyjmuję z pokorą. Sędzia podjął taką, a nie inną decyzję, miał do tego prawo.

Na szczęście nikomu nic się nie stało.

- No właśnie i z tego należy się cieszyć. Ja jestem w miarę zadowolony ze swojej dyspozycji. Tragedii na pewno nie ma. Ważna jest kwestia ustawienia sprzętu, bo jeśli trafimy idealnie w punkt to jest dobrze, ale w meczu na styku nasze niedociągnięcia są od razu weryfikowane i przyjeżdżamy z tyłu stawki. Liga jest niewątpliwie bardzo mocna.

Na ile dobrze czuje się pan przygotowany do tego sezonu w okolicznościach które mamy?

- Wydaje się, że nie jest najgorzej. Ciężko przepracowałem okres zimowy. Sporo zainwestowałem w sprzęt. Na razie jest ciężko, bo są tylko starty ligowe i nigdzie indziej nie można się sprawdzić. Trening nigdy nie będzie meczem ligowym, a sparingów też nie ma.

Może wkrótce się to zmieni?

- Na to liczę i że będę mógł cały sprzęt przetestować w boju. Na razie nie robimy nerwowych ruchów, przygotowujemy się do kolejnego meczu. Chciałbym odjechać równy, dobry sezon. W dalszym ciągu czeka mnie dużo pracy, bo jak pokazał mecz z Włókniarzem, nie jest perfekcyjnie.

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Protasiewicz | RM Solar Falubaz Zielona Góra

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje