Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Ziółkowski tłumaczy decyzję z 14. biegu meczu z Falubazem

Motor Lublin wygrał piątkowe spotkanie przeciwko Falubazowi Zielona Góra 46:44. Było to trzecie zwycięstwo lublinian z rzędu. Choć wynik na to nie wskazuje, Motor dużo lepiej prezentował się na torze i na tym etapie sezonu wygląda na jednego z faworytów do awansu do fazy play-off. O dyspozycji lublinian w piątkowym spotkaniu, formie Krzysztofa Buczkowskiego oraz dobrych wynikach młodzieżowców, porozmawialiśmy z menadżerem drużyny, Jackiem Ziółkowskim.

Piotr Kaczorek, Interia: W piątkowym meczu od szóstego biegu Motor prowadził, ale niespodziewanie, Falubaz pod koniec meczu zaczął odrabiać straty. Zwątpił pan w zwycięstwo swojej drużyny? Przez kilka chwil wydawało się, że padnie remis.

Jacek Ziółkowski, menadżer Motoru Lublin: Tak to wyglądało, ale nie wątpiłem dlatego, że jako cała drużyna, byliśmy tego dnia szybsi, natomiast parę punktów pouciekało na wskutek defektów. Są różne defekty, ale te następowały na punktowanych pozycjach i nie mogliśmy zbudować przewagi nad Falubazem. Myślę, że gdyby wszystko przebiegało normalnie, to ta przewaga byłaby na tyle duża, że końcówka byłaby spokojniejsza. W dwunastym wyścigu bardzo dobrze pojechali juniorzy, wygrali 5:1 i zrobiło się 10 punktów przewagi. Patrząc na dyspozycję zawodników wiedziałem, że nie powinno być źle, chociaż oczywiście po przegranym 13. i 14. biegu, gdy były tylko cztery punkty przewagi, to wiadomo, że się bałem, bo mógł się znowu trafić jakiś defekt i cały wysiłek mógł pójść na marne. Na szczęście po pięknym wyścigu "Grisza" obronił te dwa punkty. Zagar nawet w pewnym momencie minął go, ale Grisza odzyskał pozycję.

Reklama

Wspomniał pan, że dwóch juniorów wygrało bieg dwunasty i ta sama dwójka pojechała w biegu czternastym. Z perspektywy czasu wydaje się, że był to dość ryzykowny ruch, bo obaj chłopacy wjechali w taśmę. Skąd taka decyzja? Rozważał pan wystawienie w tym biegu Mikkela Michelsena?

Rozważałem, ale są sprawy, które zostają w drużynie.

Czyli Mikkel nie miał ochoty na jazdę po trzech defektach? Bo było widać, że był bardzo sfrustrowany, szczególnie po tym ostatnim.

Był, bo zanotował trzy defekty, w tym dwa na prowadzeniu. To może podciąć skrzydła. Postawiliśmy na dwóch juniorów, którzy doskonale spisali się w biegu dwunastym. W czternastym nie wyszło, czasami tak bywa.

A propos juniorów. W tym momencie Wiktor Lampart jest najlepszym juniorem PGE Ekstraligi, a Mateusz Cierniak zajmuje drugie miejsce w tej klasyfikacji. Jest pan zaskoczony? Poprzedni sezon Wiktora nie należał do najbardziej udanych, a Mateusz Cierniak opuścił Tarnów i można było się zastanawiać, czy sobie w PGE Ekstralidze, poza macierzystym klubem, poradzi.

Nie. Ja akurat Mateusza Cierniaka obserwowałem wcześniej i widziałem, że to jest naprawdę bardzo uzdolniony chłopak i myślę, że przejście do Lublina pozwoli mu bardziej rozwinąć skrzydła. Wczoraj zdobył Brązowy Kask i chociaż miał problem, bo w jednym biegu się przewrócił, to i tak wygrał zawody.

To są zawodnicy, którzy powinni w tym roku być najlepsi w Ekstralidze. Chciałbym zaznaczyć, że oni zdobyli 16 punktów - to bardzo dużo w meczu ekstraligowym. Poza pokonywaniem juniorów, mieli też na rozkładzie chyba dwa razy Fricke'a, pokonali też Dudka, pokonali Protasiewicza, czyli wygrywali z seniorami i to są podwójnie ważne punkty. Cieszy mnie ich dyspozycja i całej drużyny, bo w piątek naprawdę wszyscy dobrze jechali. Już na próbie toru, patrząc na czasy, wiedzieliśmy, że nie powinno być źle i to się sprawdziło w trakcie zawodów.

Krzysztof Buczkowski zdobył w piątek trzy punkty. Porównując skład Motoru z tego i z poprzedniego sezonu, można zauważyć, że zastąpił on Pawła Miesiąca i Jakuba Jamroga. Jak na razie jego średnia jest niższa od średnich obu tych zawodników. Czy Krzysztof Buczkowski spełnia oczekiwania zarządu klubu i sztabu szkoleniowego, czy jednak liczyliście, że będzie się troszkę lepiej prezentował?

Na pewno i my, i sam Krzysiek liczył, że będzie zdobywał więcej punktów. Zresztą pierwszy mecz nie wskazywał na słabszą dyspozycję, bo 5+2 w Gorzowie to nie jest zły występ przeciwko bardzo trudnemu rywalowi,  bo Stal Gorzów jest, jak na razie, niepokonaną drużyną, jest liderem PGE Ekstraligi. Kolejne mecze były różne. Był słaby występ przeciwko Włókniarzowi, zdecydowanie lepszy przeciwko Sparcie, chociaż w punktach może tego nie było widać, ale w jeździe była bardzo duża różnica. Wczoraj zdobył trzy punkty. Wie pan, przy tak wyrównanym meczu w sensie punktowym, bo wygraliśmy tylko dwoma, można powiedzieć, że może to właśnie te trzy punkty zdecydowały o zwycięstwie, bo gdyby ich nie było, to byśmy nie wygrali tego meczu. Tak że każde punkty są ważne, ale wierzymy w to, że Krzysiek powoli dojdzie do dobrej dyspozycji. Są przed nami mecze z Toruniem, za dwa tygodnie w Grudziądzu i chciałbym, żeby w tych spotkaniach jego punkty przyczyniły się do dwóch zwycięstw.

A po tych pierwszych czterech meczach, jaką ocenę w skali szkolnej wystawiłby pan Motorowi?

No, ja już nauczycielem nie jestem chyba ze trzydzieści lat! (śmiech)

Ale skalę ocen pewnie pan dalej zna (śmiech)

Myślę, że cała drużyna jedzie w tej chwili na 4+.

Czyli są jeszcze rezerwy.

Są! Tak, naprawdę uważam, że z tej drużyny można wyciągnąć jeszcze więcej, chociaż naprawdę nie jest źle i jesteśmy zadowoleni. Te trzy zwycięstwa, poza tym, że podreperowały nas punktowo, to wlały w nasze serca pewną dozę optymizmu i myślę, że będziemy się starali tę passę jak najdłużej przedłużyć, chociaż nie lekceważymy absolutnie żadnego rywala. Zawsze najważniejszy jest najbliższy mecz, a więc obecnie mecz z Apatorem. Zdajemy sobie sprawę, że wcale nie będzie on łatwy, bo bracia Holderowie są w dobrej dyspozycji, Robert Lambert zna lubelski tor doskonale i też jeździ świetnie, a więc to też nie będzie łatwy pojedynek. Zrobimy jednak wszystko, żeby rozstrzygnąć go na naszą korzyść.

Rozmawiał Piotr Kaczorek

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje