Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Włókniarz Świącika w walce o złoto. Co rok coś staje na przeszkodzie

Włókniarz Częstochowa od przejęcia klubu przez Michała Świącika niemal każdego roku wymieniany jest w gronie faworytów do zwycięstwa PGE Ekstraligi. Co sezon staje im jednak coś na przeszkodzie. Nawet najwierniejsi kibice powoli tracą cierpliwość, a obecnie trwające rozgrywki mogą przelać czarę goryczy.

2018 - Trafili na kosmiczną Stal

Pierwsze mocarne plany Włókniarza pojawiły się w sezonie 2018. Zespół złożony z takich gwiazd jak Leon Madsen i Fredrik Lindgren wsparty dodatkowo Matejem Zagarem oraz prezentującym względnie przyzwoitą formę Adrianem Miedzińskim okazał się jedną z rewelacji ligi. "Lwy" siały postrach przede wszystkim w rundzie zasadniczej, gdzie na domowym torze nie odniosły ani jednej porażki. Spod Jasnej Góry na tarczy wracała między innymi potężna Fogo Unia Leszno, czy Betard Sparta Wrocław.

Decydująca faza rozgrywek pokazała jednak, iż były to miłe złego początki. Po zespole z Częstochowy w półfinale przejechała się Stal Gorzów na czele z fruwającym Bartoszem Zmarzlikiem i Martitnem Vaculikiem. Porażka ośmioma punktami u siebie podopiecznym Marka Cieślaka przekreśliła jakiekolwiek szanse na awans do wielkiego finału. Ba, tak zrujnowała nastroje w drużynie, że zespół ostatecznie nie wywalczył choćby brązowego medalu, ulegając w dwumeczu Betard Sparcie Wrocław.

Reklama

2020 - Stracili play-offy na własne życzenie

Do PGE Ekstraligi 2020 Włókniarz przystępował w znacznie innych nastrojach niż kilka lat wcześniej. Częstochowianie w 2019 roku zdobyli w końcu upragniony medal. Co prawda koloru brązowego, ale wielu uznawało to jako dobry prognostyk na przyszłość. Domagano się pójścia o krok dalej i sięgnięcia nawet po Drużynowe Mistrzostwo Polski. Były ku temu powody, bowiem pozyskując Jasona Doyle’a w szczytowej formie udało się zmontować całkiem solidną ekipę.

Od początku niektórzy zawodnicy spisywali się w kratkę, lecz co najważniejsze zespół kręcił się wokół najlepszej czwórki, dającej prawo udziału w fazie play-off. Wydawało się, że częstochowianie będą w stanie realnie powalczyć o drugi krążek z rzędu. Nic bardziej mylnego, pod koniec sierpnia wielką szansę sam sobie odebrał... prezes klubu. Michał Świącik postanowił wówczas wziąć sprawy w swoje ręce i zajął się przygotowaniem toru na domowy mecz z Moje Bermudy Stalą. Efekt? Nawierzchnia nienadająca się do jazdy, następnie walkower, a co za tym idzie - strata przynajmniej dwóch arcyważnych punktów w tabeli oraz kara finansowa. Na domiar złego drużynę opuścił jeden z największych fachowców w kraju - Marek Cieślak.

Summa summarum Włókniarz ukończył ten sezon na bardzo kiepskiej piątej pozycji, a do tego by walczyć o podium zabrakło zaledwie jednego "oczka". Kibice byli wściekli, ponieważ każdy z nich policzył sobie, gdzie i kiedy częstochowianie stracili punkt na wagę złota. Wielu oczekiwało nawet dymisji sternika, lecz ten został i zapowiedział odwet w myśl przysłowia "co się odwlecze to nie uciecze".

2021 - Mieli być królami polowania, a bronią się przed spadkiem

W listopadowym oknie transferowym ekipa spod Jasnej Góry rządziła i dzieliła. Kilku ekspertów określiło ją nawet królem polowania. Pozyskanie Bartosza Smektały, Kacpra Woryny i Jonasa Jeppesena (U-24) w połączeniu ze znakomitą parą młodzieżowców i liderami w postaci Leona Madsena oraz Fredrika Lindgrena miało uczynić z Eltrox Włókniarza co najmniej medalistę mistrzostw Polski. Życie jednak po raz kolejny brutalnie zweryfikowało plany Michała Świącika.

Początek sezonu kompletnie nie układa się dla głodnych sukcesów "Lwów". Na cztery spotkania podopieczni Piotra Świderskiego tylko raz cieszyli się z meczowego zwycięstwa i to minimalnego nad broniącym się przed spadkiem Marwis.pl Falubazem. Czarę goryczy przelała kompromitująca porażka u siebie z Betard Spartą Wrocław bez Taia Woffindenda.

Wolni są przede wszystkim liderzy, a nowe nabytki nie spełniają pokładanych w nich nadziei. W ostatnim meczu bezradny był nawet Leon Madsen. Cierpliwość po raz kolejny traci z kolei Michał Świącik, który nie ma litości dla wcześniej wspomnianego Duńczyka i krytykuje go otwarcie w mediach. Wiele wskazuje na to, iż Eltrox Włókniarza czeka powtórka z rozrywki i klub po raz kolejny zakończy sezon bez medalu.

Jeszcze nie wszystko stracone?

Kilka dni temu pisaliśmy o największych szczęśliwcach ostatnich lat. Są nimi Moje Bermudy Stal Gorzów i Motor Lublin. Do tych po przeciwnej stronie barykady należy z całą pewnością zaliczyć zespół z Częstochowy. To już trzeci przypadek w ostatnich kilku latach i póki co zła passa zdaje się nie mieć końca. Szczęściem w nieszczęściu częstochowian jest fakt, iż swoje problemy w tym roku przeżywa również ZOOLeszcz DPV Logistic GKM Grudziądz, więc "Lwy" jeśli nie zdarzy się kataklizm mają przynajmniej zapewniony byt w elicie i w sezonie 2022 tym razem być może skuteczniej powalczą o podium.

Innym pocieszeniem jest przykład Moje Bermudy Stali. Gorzowianie rok temu byli niemal na dnie, zamykając tabelę na półmetku ligi. Podopieczni Stanisława Chomskiego zdołali się jednak podnieść i zakończyli słodko-gorzki rok ze srebrnymi medalami na szyi, ulegając tylko fenomenalnej Fogo Unii Leszno. Co prawda nic dwa razy się nie zdarza, ale powtórzenie tej historii przez Eltrox Włókniarz byłoby nie lada wyczynem.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama