Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Włókniarz ma jeszcze szansę, ale Świderski nie wierzy. Czy trener powinien mówić takie rzeczy?

- Wiemy, że są matematyczne szanse, ale tak naprawdę jesteśmy pogodzeni z tym, że w tym sezonie zabraknie nas w play-offach - stwierdził Piotr Świderski w magazynie PGE Ekstraligi zapytany o dalsze plany na bieżące rozgrywki. Owszem, sytuacja jego zespołu jest arcytrudna i to nie ulega wątpliwości. Z drugiej jednak strony - kto ma wierzyć, jak nie on?

Na chwilę obecną wygląda to tak, że do czwartej Fogo Unii Leszno, Eltrox Włókniarz Częstochowa traci trzy punkty. Tylko i aż trzy punkty. Częstochowianie jadą u siebie z eWinner Apatorem Toruń oraz na wyjeździe w Grudziądzu. W obu tych meczach będą zdecydowanym faworytem do zdobycia kompletu punktów. Ich rywale z Leszna zaś mają teraz bardzo trudne starcie z marwis.pl Falubazem na wyjeździe. Do tego spotkania podejdą bez kontuzjowanego Jaimona Lidseya. Następnie pojadą u siebie z Motorem Lublin. To mało realne, ale czy niemożliwe, aby ekipa Piotra Barona przegrała oba te spotkania? Sport nie takie rzeczy już widział.

Reklama

Zdaje się jednak, że w podobny obrót spraw - nawet jeśli wierzą zawodnicy Włókniarza - nie wierzy ich trener, Piotr Świderski. Były żużlowiec dał temu wyraz podczas niedawnego magazynu PGE Ekstraligi. Zwrócił też uwagę na to, że w jego drużynie zawodzą ciągle te same nazwiska. Nietrudno się domyślić o kogo chodzi. Słabo jedzie Fredrik Lindgren, zawodzi Bartosz Smektała, mecze dobre z fatalnymi przeplata Jonas Jeppesen, a kiepski początek sezonu miał Kacper Woryna. Dopóki jednak są nie tylko matematyczne szanse, szkoleniowiec powinien był darować sobie takie teorie, bo może tym jeszcze podciąć skrzydła drużynie, już i tak będącej w dużym kryzysie.

Skoro on nie wierzy, to dlaczego ja mam wierzyć?

Pozostaje pytanie, jak do słów szkoleniowca podejdą żużlowcy Włókniarza, tak często w tym roku krytykowani. Mogą oni czuć się zdezorientowani. Kibice czasem zarzucają swoim zawodnikom brak ambicji, walki do końca czy nieustępliwości. W Częstochowie żaden z żużlowców broni nie złożył, choć sytuacja jest bardzo trudna. Widząc jednak brak wiary u szkoleniowca, można poczuć brak sensu walki o odwrócenie ról w tabeli. Dotyczy to zwłaszcza juniorów, dla których trener - czyli przeważnie osoba bardzo doświadczona - jest swego rodzaju mentorem i guru. Młody człowiek zastanawia się, dlaczego ma wierzyć w sukces, skoro szkoleniowiec już go skreślił.

Słowa Świderskiego są o tyle dziwne, że w obecnym sporcie bardzo dużą wagę przywiązuje się do tego, co się mówi i w jaki sposób dana osoba, klub czy organizacja prezentuje się w mediach. Bez względu na wszystko, promowane jest podejście wiecznej wiary w powodzenie, choćby się waliło i paliło. Zdarza się nawet, że reprezentacja Andory jadąca na mecz wyjazdowy np. do Anglii mówi, że jedzie po zwycięstwo. Oczywiście, że w to zwycięstwo nie wierzy, ale mówi co innego. Po to, żeby to dobrze brzmiało. Niestety, wypowiedź trenera Świderskiego dobrze nie brzmiała. Być może co innego miał na myśli, ale wyszło, jak wyszło.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje