Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Walka o utrzymanie rozstrzygnie się w Cierpicach pod Toruniem?

Najważniejszą żużlową informacją weekendu nie jest awans Patryka Dudka do tegorocznej edycji cyklu SEC, a zerwanie przez Ryszarda Kowalskiego umowy z ZOOLeszcz DPV Logistic GKM-em. Czy decyzja tunera z podtoruńskich Cierpic rozstrzygnie walkę o utrzymanie w PGE Ekstralidze?

Żużel to bardzo specyficzna gałąź motosportu - chyba jedyna, w której tak często próbuje się deprecjonować znaczenie przygotowania sprzętowego. Sympatycy choćby formuły 1 czy MotoGP całkiem nieźle orientują się w technicznych meandrach swej ukochanej dyscypliny, tymczasem dla żużlowego kibica pojęcia takie jak: "opóźnienie zapłonu", czy "pójście z przełożeniami w dół" są jak anglojęzyczne piosenki w radiu - brzmią fajnie, każdy często ich słucha, ale niewielu wie o co chodzi.

Przełożenia przełożeniami, zębatki zębatkami, a zapłon zapłonem - najważniejszą częścią żużlowego motocykla, a przez to sporym filarem sukcesu każdego zawodnika jest silnik. 99% żużlowców - także tych najlepszych - jeździ dziś na tym samym modelu z włoskiej fabryki GM, a ich jednostki różnią się tylko (albo może aż) tym, co wyczyniają w ich wnętrzach tunerzy.

Szara eminencja czarnego sportu

W ten sposób przechodzimy do największej anomalii, jeśli chodzi o żużlowy sprzęt. Jak to wygląda w normalnych sportach motorowych? Oficjalna klasyfikacja konstruktorów, pasjonujące wyścigi Ferrari z Mercedesem, Hondy z Kawasaki i tak dalej. W żużlu większość zawodników strzeże tajemnicy o tym, co mają zamontowane w ramach bardziej pieczołowicie niż kluczyków do busa. Kiedy niektórzy dziennikarze telewizyjni zaczęli poruszać ten temat na wizji, Ryszard Kowalski dał im srogą reprymendę na internetowym profilu swej firmy.

Reklama

Kowalski to człowiek, który - gdyby takowa istniała - byłby liderem żużlowej klasyfikacji konstruktorów. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Zmarzlik, Janowski, Łaguta, Woffinden, Doyle i wielu innych - lista jego klientów jest porównywalna długością do wykazu wierzycieli Unii Tarnów. Cała jego kariera zaczęła się zaś jeszcze w czasach, gdy z dość mizernym skutkiem sam ścigał się na żużlu. Przed finałem IMP w 1987 roku  przekazał Wojciechowi Żabiałowiczowi przygotowany przez siebie silnik, a jego kolega zdobył na nim czapkę Kadyrowa. Wówczas Kowalski stwierdził, że w warsztacie idzie mu dużo lepiej niż na torze i zdecydował się tam przenieść na stałe. 

Dlaczego więc tak niewiele osób wie, jak wygląda twarz tego byłego zawodnika Apatora? Funkcja szarej eminencji po prostu mu pasuje. Mówi się o nim, gdy Bartosz Zmarzlik broni na jego silniku tytułu mistrza świata, mówi się też, gdy na tym samym silniku goni go do ostatniej rundy Tai Woffinden. Nieco ciszej o nim, gdy Grzegorz Zengota na jednostce napędowej RK Racing przywozi "olimpiadę" w Kryterium Asów. Reklama robi się sama.

Być jak gwiazda rocka

Taki obrót spraw pozwala mu na nieco ekscentryczne zachowania, z których słynie na całe środowisko. Nie Zmarzlik, nie Woffinden, ani nawet nie Jacek Gollob w czasach swej szczytowej sławy - w środowisku żużlowym do rozkapryszonych gwiazd rocka wymagających od organizatorów koncertów wyciągania niebieskich cukierków z paczek M&M’sów najbliżej jest właśnie Kowalskiemu.

O tym dlaczego kończył współpracę z poszczególnymi zawodnikami krążą legendy. Jednemu z żużlowców, który odebrał w jego warsztacie telefon i powiedział: "Nie mogę rozmawiać, oddzwonię" Kowalski zwięźle przekazał, że to nie jest budka telefoniczna i nakazał mu wyjść. Feralny telefonista ma od tego czasu zakaz wstępu do Cierpic. Silniki Maksyma Drabika zgodził się zaś serwisować jedynie pod warunkiem, że po ich odbiór przyjedzie z Częstochowy Andrzej Gołota.

Nie w Zielonej Górze, nie w Grudziądzu, a w Cierpicach?

Teraz bliżej nieokreślone warunki umowy z RK Racing złamał także ZOOLeszcz DPV Logistic GKM Grudziądz. Nie wiadomo co spowodowało cały kłopot, ale z pewnością jest on ogromny. Z usług Kowalskiego korzystała niemal cała grudziądzka drużyna. Wyjątki? Paweł Miesiąc i Krzysztof Kasprzak, który niegdyś został wyrzucony z warsztatu w Cierpicach.

Czy to właśnie tam, w małej wsi pod Toruniem rozstrzygnie się batalia o utrzymanie w PGE Ekstralidze? Niewykluczone, że tak. Zawodnicy eWinner Apatora jeżdżą na silnikach Kowalskiego niemal całą drużyną, a Jack Holder jest nawet jednym z najważniejszych dżokejów w jego stajni. Dostał ostatnio do testów nowy model GM NX. Na problemy sprzętowe nie narzekają też w Zielonej Górze, choć w Falubazie z usług RK Racing korzystają tylko Dudek i Protasiewicz. Jeśli do wszystkich aktualnych problemów Grudziądza dodamy zerwanie współpracy z głównym tunerem, to przy Hallera szybko zrzedną uśmiechy wywołane słabą ostatnio jazdą podopiecznych Piotra Żyty.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje