Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Tomasz Bajerski: Byłem zaskoczony, że wygraliśmy z Falubazem tak wysoko

eWinner Apator wygrał inaugurację z Marwis.pl Falubazem Zielona Góra (51:39), ale nie brak głosów, że Apator słaby, a Falubaz jeszcze słabszy, że Robert Lambert przepłacony, natomiast Adrian Miedziński znowu się przewraca. – Taka łatka do niego przylgnęła, ale on pojechał dobre zawody. Jeden błąd tego nie zmienia – mówi menedżer Apatora Tomasz Bajerski.

Dariusz Ostafiński, Interia: Jak się wygrywa mecze, nie mając takiej armaty, jak Jason Doyle?

Reklama

Tomasz Bajerski, menadżer eWinner Apatora Toruń: Kiedy wypożyczaliśmy Doyle do Fogo Unii Leszno mówiłem, że siła tkwi w drużynie, a nie w jednym zawodniku. Unia miała Doyle’a i przegrała inaugurację, my wygraliśmy.

Na dokładkę bardzo wysoko.

- Cała drużyna dobrze pojechała i to pomimo tego, że przymrozek w nocy z soboty na niedzielę popsuł mi tor. Nie do końca wyszedł mi on tak, jakbym chciał. Poza tym ten pierwszy mecz był mocno stresujący. Całą zimę wszyscy gadali tylko, co to będzie się działo w spotkaniu Apatora z Falubazem. Na szczęście mamy to za sobą i są dwa duże punkty.

Miał pan rację stawiając na Adriana Miedzińskiego.

- Uważam, że jeden mecz wiosny nie czyni. Niemniej zachowanie Adriana w parkingu, ale i też jego jazda robiły dobre wrażenie.

Oberwało się jednak Miedzińskiemu w telewizji od Jacka Gajewskiego. Mocno go skrytykował po upadku.

- Nie będę tego komentował, bo ja tych słów nie słyszałem. Obejrzałem jednak ten bieg na powtórce i stwierdzam, że tam nie było wielkiego błędu Miedzińskiego. Jadący przed nim Fricke w ostatnim momencie wykantował motocykl. Adrian myślał, że przejedzie, ale przymknął gaz i się stało. Taki sam błąd zrobił Zagar.

Też bym tego upadku Miedzińskiego nie podciągnął po ogólny ton komentarzy, że sezon się zaczął, a Miedziński znowu leży.

- On ma pecha, że to się do niego przykleiło. Taka łatka, którą ciężko zerwać. Ogólnie pojechał dobre zawody. I jeszcze jedno dodam. W tamtej sytuacji zachował się koleżeńsko. Chciał się ustawić w parę, ale jeden głupi błąd to popsuł.

A Robert Lambert przepłacony? Pytam, bo takie opinie krążą.

- Nie można tak pisać. On zaraz będzie jechał. W tym biegu, co został przerwany z powodu upadku Miedzińskiego, on jechał pierwszy. Poczekajmy, będzie lepiej. A w ogóle, to ja jestem zaskoczony, że tak nam poszło. Zdziwiłem się, kiedy na końcu się okazało, że wygraliśmy dwunastoma punktami. W trakcie meczu skupiłem się na zawodnikach, na biegach, trochę się w tej punktacji zagubiłem, a potem patrzę dwanaście do przodu.

Dalej jednak niektórzy mówią, że Apator słaby, a Falubaz jeszcze słabszy.

- Nie interesuje mnie, co mówią i co piszą. Nie czytam, nie słucham, bo co mnie to obchodzi? Co to zmieni, że będę czytał, że jesteśmy ciency. My robimy swoje, a takie odcięcie powoduje większy spokój.

Jak ocenia pan debiut nastolatka Krzysztofa Lewandowskiego?

- Było ok, ale Żupiński też dobrze. Trochę za bardzo chciał i nieco się przez te wielkie ambicje spalił, ale już w trzecim biegu pojechał poprawnie. W sumie to na minus było tylko to, że bieg młodzieżowy zremisowaliśmy. Sądziłem, że wygramy.

A jak bracia Holder po zakażeniu koronawirusem?

- Nic. Oni przechodzili to łagodnie i tak też wrócili do zespołu. Nie odbiło się to na ich dyspozycji w meczu. Za tydzień jedziemy do Wrocławia, gdzie w poprzednim sezonie, w meczu Sparty ze Stalą jeden Holder zdobył 14 punktów, a drugi bodaj 12. Jakby to powtórzyli, to byłoby ciekawie.

Testów na koronawirusa przed najbliższym meczem, w ich przypadku, obawiać się pan nie musi.

- W ich nie. U nas tylko jeden senior został, co nie miał jeszcze koronawirusa. Musi na siebie uważać, nic innego nie wymyślimy.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama