Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Telemetria niby jest, a jakby jej nie było

PGE Ekstraliga od tego sezonu wprowadza telemetrię. Na razie system ma zbierać dane dotyczące czasu zawodników, przejechanego przez nich dystansu, czy mierzyć im prędkość. Problem jednak w tym, że nie jest wykorzystywany we wszystkich spotkaniach.

Początkowy plan był taki, że telemetria będzie wykorzystywana w PGE Ekstralidze we wszystkich meczach tego sezonu. Na przeszkodzie stanęły - a jakże - pieniądze. Prezesi nie zgodzili się na takie rozwiązanie, tłumacząc to brakiem środków, bowiem każdorazowe użycie tego systemu to koszt kilkudziesięciu tysięcy złotych, który jest ponoszony przez gospodarza spotkania.

Z tego też powodu urządzenia pomiarowe są wykorzystywane tylko w jednym, ostatnim spotkaniu kolejki, które zazwyczaj przypada na niedzielny wieczór. W tej rundzie, dane telemetryczne powinniśmy mieć dostępne w trakcie spotkania Motoru Lublin z Betard Spartą Wrocław, bo to właśnie ono będzie ostatnim meczem tej rundy.

Reklama

Niewiele zabrakło do rekordu

Nie musieliśmy jednak zbyt długo czekać, żebyśmy mieli pierwszą kontrowersję związaną z brakiem tego systemu. Mowa tu o sytuacji z meczu ZOOLeszcz DPV Logistic GKM Grudziądz - Betard Sparta Wrocław, który odbył się w piątek w ramach zaległej inauguracyjnej kolejki. W biegu pierwszym tych zawodów, Krzysztof Kasprzak wykręcił znakomity czas 64,89 s, który jest gorszy od rekordu toru Artioma Łaguty o zaledwie trzy setne części sekundy!

Problemem nie jest jednak sam czas Kasprzaka w inauguracyjnej gonitwie zawodów, a fakt, że ten czas jest lepszy od drugiego najlepszego czasu tych zawodów o niemal dwie i pół sekundy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Kasprzak wygrał z rywalami, mając przewagę rzędu całej prostej, jednak tak w tym biegu nie było. Poza tym, jeśli odrzucimy czas z pierwszego biegu i wyliczymy różnicę pomiędzy najlepszym i najgorszym czasem dnia, okaże się, że wynosi ona trochę ponad półtorej sekundy. Te porównania jasno pokazują, że coś tu jest nie tak.

Postanowiliśmy więc sprawdzić, ile tak naprawdę czasu zajęło Kasprzakowi pokonanie czterech okrążeń na torze w Grudziądzu w pierwszym biegu dnia. W popularnym programie do edycji wideo ustawiliśmy początek dla stopera na klatce, w której motocykle zawodników zrywają się ze startu, a koniec w momencie, gdy Kasprzak miał linię mety pod swoim silnikiem. Czas zmierzony przez chronometrażystę to 64,89 s, podczas gdy czas zmierzony w programie wynosi... 68,27 s! To niemal trzy i pół sekundy różnicy!

Problem, który się już zdarzył

Co ciekawe, nie była to pierwsza tego typu sytuacja. Choć różnica pomiędzy "kontrowersyjnym czasem" a innymi pomiarami była wówczas mniejsza, to większym echem odbiła się sytuacja z poprzedniego sezonu. W meczu pomiędzy drużynami z Wrocławia i Grudziądza, a dokładniej mówiąc w biegu trzecim tych zawodów, Artiom Łaguta wykręcił czas 61,52 s. Przynajmniej według chronometrażysty, bo pomiar wykonany taką samą metodą, jak dla biegu Kasprzaka, dał wynik 59,40 s, czyli o ponad dwie sekundy mniej.

Przytoczone przykłady pokazują jasno, że telemetria, która pomoże choćby liczyć czas biegu, jest potrzebna od zaraz. Oczywiście po powszechnym jej wprowadzeniu, trzeba będzie ją rozwijać, ale elektroniczny pomiar czasu to absolutna podstawa. W sytuacji, w której telewizja zapłaci w ramach nowego kontraktu niemal 250 milionów złotych za prawo do pokazywania spotkań, mierzenie czasu za pomocą stopera, szczególnie jeśli mówimy o sporcie motorowym, a takim właśnie jest żużel, będzie wyglądać niepoważnie, by nie powiedzieć że śmiesznie.

Piotr Kaczorek

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje