Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Tak kibicują w Lublinie. Na gości Motoru czekają butelki z wodą

Byliśmy na lubelskim stadionie podczas meczu z eWinner Apatorem Toruń, po którym gospodarze zasiedli na fotelu lidera tabeli. Mimo, iż sympatycy Motoru mogli zapełnić zaledwie 25% trybun, to znów przypomnieli za co pokochała ich jakiś czas temu żużlowa Polska.

Gdy klub Jakuba Kępy awansował do PGE Ekstraligi, w Polsce zapanowała prawdziwa Motoromania. Niewykluczone, że po raz pierwszy w historii czarnego sportu sympatia "neutralnych" obserwatorów była skierowana tak wyraźnie w stronę jednej drużyny. Za Motor trzymano kciuki nie tylko dlatego, że przed sezonem z góry skazano ich na szybki spadek, a ludzka empatia każe kibicować najsłabszym. Spory wpływ na takie nastawienie do beniaminka mieli jego kibice, którzy na ekstraligowe stadiony wprowadzili niespotykaną dotąd jakość.

Kulturalny doping, brak wyzwisk, a nawet niewiele gwizdów i oklaskiwanie także zawodników rywali to niestety wciąż rzadkość na żużlowych arenach. Nachwalić się tamtejszych kibiców nie mógł między innymi Michał Świącik, prezes Włókniarza Częstochowa. Stawiał ich za wzór do naśladowania dla innych miast. Ze sporą sympatią do nich podchodzili także fani innych drużyn, na których w lubelskim sektorze gości zawsze czekały butelki zimnej wody. Mały, lecz jakże znaczący gest.

Reklama

Pandemiczna reklama żużla

Podczas pandemii COVID-19 sympatycy czarnego sportu w Lublinie zasłynęli sektorem podniebnym. Zdjęcia dziesiątek podnośników koszowych górujących nad pustymi trybunami na pierwszym łuku obiegły cały świat. Pisano o nich nawet w tych krajach, w których czytelnikom trzeba było tłumaczyć czym tak właściwie jest ten cały speedway.

Postanowiliśmy wybrać się do stolicy województwa lubelskiego na mecz Motoru z eWinner Apatorem Toruń, pierwsze tegoroczne spotkanie "Koziołków", które kibice mogli oglądać z wysokości trybun. Chcieliśmy sprawdzić czy przerwa od kibicowania wpłynęła na postawę tamtejszych miłośników czarnego sportu. Nie zaskoczyliśmy się - atmosfera przy Alejach Zygmuntowskich wciąż godna jest pierwszego miejsca w PGE Ekstralidze, na które zespół Macieja Kuciapy przeniósł się po zwycięstwie z torunianami 51:39.

Owacje już na próbie toru

Jedna czwarta miejsc udostępnionych kibicom w ramach rygorysytycznego reżimu sanitarnego zapełniła się niemal w całości jeszcze przed wyjazdem zawodników na próbę toru. Miejsca na lubelskim stadionie są już teraz numerowane, ale tamtejsi kibice najwidoczniej wciąż nie mogą odzwyczaić się od przychodzenia na mecz kilka godzin przed pierwszym biegiem.

Podczas próby toru zawodników oklaskiwał niemal cały stadion. Co ciekawe, nie mniejszy aplauz od gospodarzy otrzymał reprezentant gości - Robert Lambert, wieloletni zawodnik Motoru, który opuścił lubelski klub po sezonie 2019.

Wiara w odbudowę Buczkowskiego, gwizdy za brak zółwika

Podczas zawodów, lubelski stadion wciąż żył. Kibice nieustannie skandowali nazwę drużyny i nazwiska zawodników. Żywiołowo reagowali na każdą torową akcję. Wydawało się, że najwięcej oklasków zebrał ten, do którego formy najbardziej można było się przyczepić - Krzysztof Buczkowski. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że po tylu słabych spotkaniach na większości polskich stadionów przywitałyby go gwizdy. Tu bardziej niż złość czuć było współczucie i wiarę, że wychowanek GKM-u jeszcze się odbuduje.

Co do gwizdów, pojedyncze pojawiały się co prawda po tym, jak niezbyt darzony w Lublinie sympatią sędzia Krzysztof Meyze wykluczył Dominika Kuberę czy dał ostrzeżenie Jarosławowi Hampelowi. Największe słyszeliśmy zaś wtedy, gdy Jack Holder zignorował Grigorija Łagutę chcącego podziękować mu po biegu za sportową walkę.  

Wykluczył naszego, ale słusznie

Do nierealnej chyba w innych miastach sytuacji doszło jednak po upadku młodego Australiczyka i Buczkowskiego. Jeszcze gdy zawodnicy leżeli na torze, spora część zebranych na stadionie kibiców włączyła w swych telefonach telewizyjne powtórki. Gdy sędzia zapalił niebieskie światło, niewielka część fanów zaczęła buczeć. Szybko zostali jednak uciszeni przez "kolegów po szalu". Nawet prowadzący doping w gnieździe gestykulując przekazywali "Cicho, słusznie go wykluczył!".

Pandemia COVID-19 nie zmieniła niczego w mentalności kibiców z najbardziej wysuniętego na wschód ośrodka w PGE Ekstralidze. Wciąż pokazują, że chociaż Motorowi dotąd nie dane było awansować do fazy play-off, poziom reprezentowany przez nich na trybunach jest wysoki niczym górujące nad stadionem podnośniki.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużel | PGE Ekstraliga | motor lubin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje