Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Stal zrobiła zasłonę dymną przed play-off? Legenda nie pozostawia wątpliwości

W niedzielny wieczór osłabiona Moje Bermudy Stal nie dała rady Betard Sparcie. Uwadze obserwatorów nie uszło okazałe zwycięstwo gości, ponieważ mało kto spodziewał się aż tak dużej dominacji. Czy mieliśmy do czynienia z zasłoną dymną przed play-off? - Myślę, że nie było żadnych kombinacji ze strony klubu, bo tematu pilnują komisarze toru – zaprzecza stanowczo Bogusław Nowak.

W ostatnią niedzielę lipca Moje Bermudy Stal spodziewanie poległa na własnym torze z Betard Spartą. Gospodarze nie dość, że przystąpili do meczu bez Szymona Woźniaka, Wiktora Jasińskiego i Kamila Nowackiego, to na dodatek niemal wszyscy zawodnicy przynajmniej na początku nie mogli dopasować się do swojego obiektu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Wrocławianie momentalnie zbudowali solidną przewagę, a następnie utrzymali ją do samego końca.

Nie było zasłony dymnej

Ku zaskoczeniu kibiców zgromadzonych tego dnia na stadionie, ogromne problemy nie ominęły również Bartosza Zmarzlika. Świeżo upieczony triumfator dwóch rund Grand Prix we Wrocławiu najpierw obejrzał plecy Macieja Janowskiego, a następnie Taia Woffindena i Gleba Czugunowa. Co niektórzy fani mogli nabrać podejrzeń, czy na pewno Stanisław Chomski celowo nie przygotował innego tor niż zazwyczaj, po to, aby w fazie play-off zaskoczyć rywala. Obie drużyny teoretycznie mogą spotkać się przecież w wielkim finale PGE Ekstraligi.

Reklama

Zdecydowanie z kontrowersyjną tezą nie zgadza się legenda Stali Gorzów, Bogusław Nowak. - Jest przecież komisarz toru i to na nim spoczywa pewna odpowiedzialność. Sami toromistrze klubowi mają niewiele do gadania, ponieważ odbywa się to wszystko z reguły pod dyktando wspomnianego wcześniej komisarza. Trudno więc mówić o tym, że to Stal przygotowała celowo taki tor. Myślę, że nie było żadnych kombinacji ze strony klubu - powiedział Interii wielokrotny medalista mistrzostw Polski.

Stal może spać spokojnie

Co ciekawe, nie jest to pierwsza tego typu sytuacja w tym sezonie. Świadkami podobnych scen byliśmy już między innymi w Lesznie, kiedy to Betard Sparta na stadionie imienia Alfreda Smoczyka czuła się niczym ryba w wodzie i nie dała szans aktualnym złotym medalistom. Tamtejsza nawierzchnia również nie zachowywała się tak jak zazwyczaj. Nie uszło to uwadze Speedway Ekstraligi, która kilka tygodni później postanowiła ukarać trenera Fogo Unii - Piotra Barona.

W Gorzowie nie mają się jednak czego bać. Po pierwsze - przed meczem przez chwilę popadał deszcz. Po drugie - tor nie sprawiał aż tak wielkiego zagrożenia dla żużlowców. Jedno jest pewne - Stanisław Chomski wie, że na najważniejszą fazę sezonu nie warto przygotowywać nawierzchni w ten sposób, ponieważ problemy z dopasowaniem się mistrza świata mówią same za siebie i nie są dobrym prognostykiem na przyszłość.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje