Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Stal ma problem. Woźniak po powrocie może być cieniem samego siebie

Moje Bermudy Stal w niedzielę poległa na własnym torze z Betard Spartą. Taki wynik nie powinien zaskakiwać, bowiem gospodarze przystąpili do rywalizacji bez jednego z podstawowych zawodników – Szymona Woźniaka. Nic dziwnego, że kibice odliczają dni do jego powrotu, ale nawet ten może nie wybawić gorzowian z kłopotów, ponieważ Polak jest specyficznym żużlowcem, rozkręcającym się z meczu na mecz, a czasu już brak.

Szymon Woźniak w naszym kraju może być śmiało porównywany między innymi do Janusza Kołodzieja. Dla wielu kibiców to żużlowiec idealny, który szanuje kości rywali i nie podejmuje ogromnego ryzyka kosztem potencjalnego urazu. Nic więc dziwnego, że w ostatnich latach dość skutecznie omijały go kontuzje. Niestety limit pecha zakończył się w ubiegły czwartek, kiedy to Polak dość poważnie zapoznał się z torem podczas meczu ligi szwedzkiej. Niestety badania w szpitalu wykazały złamanie ręki. Co gorsza, nieznana jest data jego powrotu na motocykl.

Oczywiście są to fatalne wieści dla Moje Bermudy Stali. Gorzowianie mają już za sobą jedno spotkanie bez jednego ze swoich liderów. Podopieczni Stanisława Chomskiego nie dali rady Betard Sparcie i nie pomogły im nawet własne ściany. Do nawiązania walki ze świetnie dysponowanym przeciwnikiem zabrakło jeszcze jednego solidnego seniora, a takim niewątpliwie jest indywidualny mistrz Polski z 2017 roku.

Reklama

Nawet powrót nie rozwiąże problemu?

Co niektórzy fani liczą na powrót 28-latka pod koniec sierpnia. Wówczas Moje Bermudy Stal wybierze się do Torunia na ostatnie spotkanie rundy zasadniczej PGE Ekstraligi. Nawet z Szymonem Woźniakiem w składzie aktualnym drużynowym wicemistrzom Polski może być ciężko o końcowy sukces. Nie da się ukryć faktu, że wychowanek Polonii Bydgoszcz to zawodnik, który potrzebuje jazdy. W przeciwnym wypadku będzie odstawać od rywali. Doskonale widzieliśmy to chociażby rok temu, kiedy rozkręcał się z meczu na mecz i dopiero pod koniec sezonu osiągnął szczyt formy.

Kolejną złą informacją dla kibiców i sztabu szkoleniowego gorzowskiego zespołu jest po prostu brak czasu. Za miesiąc rozpocznie się faza play-off, a w niej nie ma już miejsca na błędy. Każdy z żużlowców jedzie ponadto na maksimum swoich możliwości. Nawet krótka przerwa w startach może więc sprawić, iż zawodnik zwyczajnie nie podoła trudom danego meczu. Kibice z całą pewnością liczą na to, że Woźniak zada kłam statystykom i wspomoże kolegów w walce o medale, jeżdżąc na takim poziomie, jak przed feralną kontuzją.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje