Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Sławomir Derdziński: Apator nie powinien puszczać Musielaka. Upadek Miedzińskiego sygnałem ostrzegawczym

Sławomir Derdziński, wychowanek Apatora Toruń wylicza mocne i słabe punkty swojego macierzystego klubu po wygranej inauguracji PGE Ekstraligi z Falubazem Zielona Góra. - Więcej spodziewałem się po braciach Holderach, a Lambert mnie nie zawiódł. Upadek Miedzińskiego pokazał, że Tobiasz Musielak musi zostać - mówi.


Reklama

Kamil Hynek, Interia: Trener eWinner Apatora - Tomasz Bajerski powiedział po meczu z Falubazem, że jest zadowolony z wyniku (51:39). Pan ma podobne odczucia?

Sławomir Derdziński, wychowanek i były zawodnik Apatora Toruń: Myślę, że torunianie pokazali się co najmniej solidnie. Pięćdziesiąt jeden punktów brałbym przed spotkaniem w ciemno. Ale też znowu nie wpadajmy w jakiś szał i hurraoptymizm. Menedżer - Tomek Bajerski, choć rezultat się zgadza, dostał po tych zawodach dużo materiału do pracy oraz analizy.

Czyli panu bliżej do mojej opinii, że wynik był lepszy niż jazda?

Nie powinniśmy chłopakom umniejszać sukcesu, ale Falubaz sam napytał sobie biedy. Trzynasty bieg był przełomowy. Gdyby Matej Zagar nie najechał na koło Maxa Fricke'a, przed wyścigami nominowanymi goście zniwelowaliby przewagę eWinner Apatora do dwóch oczek.

No i zrobiłoby się ciepło. Zielona Góra łapała wiatr w żagle. Naprawdę nie byłbym wtedy taki pewien, czy eWinner Apator dowiózłby zwycięstwo. A tak zostało sześć oczek i ten bufor był.

Ewidentny błąd Mateja, którego wyciągnęło. Podejrzewam, że po upadku Zagara, w wielu toruńskich domach pospadały ogromne głazy z serc. Ale proszę zwrócić uwagę, że nie tylko Słoweniec miał w niedzielę kłopoty. Leżał przecież Adrian Miedziński, parę razy zatańczył Piotrek Protasiewicz.

Do poprawki Robert Lambert. Pierwsze śliwki robaczywki i kwestia czasu, kiedy zacznie punktować na poziomie dwucyfrówek?

Nie zamknąłbym występu Brytyjczyka do szuflady z napisem minusy. Spokojnie jak na wojnie. Lambert się rozkręci. To nie Robert ma być głównym lekarstwem na bolączki eWinner Apatora. Lepszych zdobyczy wypatruję u innych. Zawodnik U24 zrobił z bonusami siedem punktów, czyli, to co do niego w tym momencie należało. Wkrótce będzie tylko lepiej.

Przed inauguracją dało się wyczuć w eWinner Apatorze niepewność i lekkie ciśnienie związane ze startem PGE Ekstraligi. Na dodatek beniaminek dostał na dzień dobry spotkanie z jednym z głównych rywali do utrzymania. Teraz pójdzie już górki?

Trudno się silić na odważne stwierdzenia już po pierwszej kolejce. To byłoby z mojej strony trochę niepoważne. Znaki zapytania od razu nie znikną. Moment, w którym Apator otwierał nowy ekstraligowy rozdział był trudny. Cała otoczka, długi czas wyczekiwania, domowy tor, pandemia, pusty stadion itp. Ale presja z Bajerskiego i ekipy odrobinę teraz zejdzie. Toruń nie był murowanym faworytem starcia z Falubazem, ale dał sobie radę. To najważniejsze. Za parę lat nikt nie będzie kojarzył w jakich bólach rodziła się ta wygrana.

Przed sezonem duże wątpliwości budziła wiara w braci Holderów. Zdania na temat ich zatrzymania przez działaczy były podzielone. Czy po pierwszym meczu rozwiali nieco wątpliwości?

U siebie raczej nie będą kulą u nogi. Ale do starszego mam pewne zastrzeżenia. Będę się upierał, że od Chrisa musimy wymagać więcej. Tutaj szukałbym rezerw, a nie np. u wspomnianego Lamberta. Odpowiem więc nieco dyplomatycznie, że bracia nie zawiedli, ale do ochów i achów daleko.

Nazwisko Lewandowski chyba zobowiązuje. Krzysztof podszedł do meczu z Falubazem bez kompleksów, udowodnił, że ma papiery na jazdę. Zaprezentował się chyba nawet lepiej niż teoretycznie pierwsza strzelba formacji juniorskiej - Karol Żupiński.

Szkoda, że nie gramy w piłkę, bo wtedy o wyniki byłbym jeszcze bardziej spokojny (śmiech). Dużo pracy jeszcze przed Tomkiem Bajerskim i młodzieżowcami. Tak naprawdę, to my w sezonie 2021 wyrwaliśmy się wreszcie z marazmu po kilku latach totalnej mizerii.

Chłopak ma dopiero szesnaście lat, Toruniowi po latach posuchy trafił się diament do oszlifowania?

Widać że w Lewandowskim jest potencjał, pojawiło się światełko w tunelu. Teraz tylko, startować, jeździć, nie schodzić z motocykla i łapać obycie na różnych nawierzchniach. Przecież to co jeszcze niedawno pokazywali juniorzy w Toruniu wołało o pomstę do nieba. Był problem z dowożeniem jednego, regulaminowego punktu za bieg młodzieżowy. Dlatego pieczołowicie pielęgnujmy, to co obecnie mamy.

Adrian Miedziński nie zawiódł. W takim razie pan oddałby już Tobiasza Musielaka na wypożyczenie, czy dalej go trzymał na ławce?

Osobiście nigdzie bym Tobiasza nie puszczał. Przypominam, że Adrian upadł i całe zdarzenie nie wyglądało fajnie. Miedziński przeleciał przez obojczyk na tor, czytaliśmy coś o popękanym kasku, a to nie są optymistyczne informacje. Na razie z klubu nie płyną żadne przekazy, ale jesteśmy dopiero po pierwszym meczu i wiemy tyle co nic. Żeby nie było, że pospieszymy się oddaniem Musielaka, a za moment będziemy szukać zawodnika.

Czyli pana stanowisko jest jasne, Musielak zostaje.

A może ten wypadek Miedzińskiego, to był taki sygnał ostrzegawczy, że ten żużlowiec zapasowy jest w Toruniu potrzebny? Tym bardziej, że rynek jest przebrany i drugiego takiego Tobiasza nie znajdziemy.

Dla Tobiasza to niekomfortowa sytuacja, choć z drugiej strony, wiedział na co się pisze.

Nikt mu nie zazdrości, że jest rezerwowym i czeka. Ale jak to w życiu bywa, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tobiasz chciałby już znać swój los i nie tracić sezonu, ale klub dba o swój interes.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje