Reklama

Reklama

​Żużel. PGE Ekstraliga. Silniki Graversena to za mało. Pawlicki nakłada na siebie zbyt dużą presję?

Piotr Pawlicki w domowym meczu z ZOOleszcz DPV Logistic GKM-em uzbierał tylko 7 punktów. Patrząc na siłę przeciwnika, to rewelacji nie było. Kapitan Fogo Unii na własnym torze notorycznie zawodzi. Co jest tego powodem? Być może to, że nakłada na siebie zbyt dużą presję.

Fogo Unia pierwszy raz od 2016 roku może znaleźć się poza fazą play-off. A nawet jeśli zakończy rundę zasadniczą w czwórce, to z poszukującym formy Piotrem Pawlickim o medal będzie ciężko. - To bardzo ambitny zawodnik. Przede wszystkim nie spełnia swoich oczekiwań. Cały czas pamiętam sezon, kiedy Unia zdobyła pierwszy tytuł z tych ostatnich czterech. Zajęła wtedy czwarte miejsce w serii zasadniczej. To pokazuje, że wszystko jest możliwe - komentuje Wojciech Dankiewicz.

On może jeszcze odpalić!

Ekspert nSport+ przy okazji zaznacza, że zawodnika pokroju kapitana Fogo Unii nigdy nie można skreślać. - W tym 2017 roku Pawlicki akurat był królem, motorem napędowym wszystkich zwycięstw i tego złotego medalu - przypomina. - Kto wie, czy historia się nie powtórzy. Sport jest nieprzewidywalny i przewrotny. Najlepszy przykład to Jarosław Hampel, który w niedzielę w Toruniu pojechał słabo, a w poniedziałek u siebie był doskonały - dodaje.

Reklama

Na uwagę zasługuje fakt, że Pawlicki niespodziewanie nie radzi sobie na swoim domowym owalu (średnia biegowa 1,333). Wyjazdy są już o niebo lepsze (średnia biegowa 1,900). - Cały czas widzimy, że pracuje nad sprzętem, idzie mozolnie, ale może odpalić w najważniejszym momencie sezonu. Słabsza para młodzieżowa sprawia, że cała piątka seniorów musi jechać na 100 procent. W play-offach już nie będzie zmiłuj, każdy punkt może decydować o być albo nie być w wielkim finale - zaznacza Dankiewicz. 

Co jest powodem słabszej jazdy?

- Ja myślę, że zbyt dużą presję nakłada na siebie sam Piotr. Widzimy te taśmy. Zachowania na samym starcie pokazują, że jest duże ciśnienie. Kto wie, czy nie warto byłoby się troszeczkę uspokoić, ostudzić głowę i znaleźć przyczynę. Absolutnie nie krytykuję zawodnika, bo jak nie idzie, wtedy staramy się robić wszystko jak najlepiej, ale wychodzi całkowicie inaczej. Potrzebuje kilku dobrych wyścigów, by znów poczuć jak się wygrywa. Zawodnika poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna - twierdzi nasz rozmówca. 

W Toruniu wydawało się, że młodszy z braci wrócił na właściwe tory. A mianowicie zdobył 13 punktów i poprowadził mistrzów Polski do wygranej 49:41. Korzystał z silników Flemminga Graversena. Nie przeszkodził mu nawet kibic, z którym żużlowiec w trakcie meczu starł się słownie. - Żużel obecnie ma mały margines błędu, jeśli chodzi o ustawienia sprzętowe. Dochodzi do tego presja nakładana przez samych zawodników. Piotr ma taki charakter, że bardzo chce. Robi wszystko, żeby ten wynik był, a idzie to w drugą stronę - podsumowuje Dankiewicz.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama