Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Przemysław Pawlicki: Każdy z nas starał się na 110 procent

- Sytuacja, jaką mieliśmy od początku sezonu nie była najłatwiejsza. Po ostatnim meczu jednak widać, że wygląda to całkiem, całkiem. Będziemy robić wszystko, żeby wygrać jak najwięcej spotkań - mówi w wywiadzie z Interią Przemysław Pawlicki, zawodnik ZOOLeszcz DPV Logistic GKM-u.

Sebastian Zwiewka, Interia: Pięć rozegranych spotkań, a na koncie grudziądzkiej drużyny w tabeli PGE Ekstraligi są trzy punkty. To dużo czy mało?

Przemysław Pawlicki, żużlowiec ZOOleszcz DPV Logistic GKM-u Grudziądz: Nie będę mówił, że to jest dużo punktów. Sytuacja, jaką mieliśmy od początku sezonu nie była najłatwiejsza. Po ostatnim meczu jednak widać, że wygląda to całkiem, całkiem. Będziemy robić wszystko, żeby wygrać jak najwięcej spotkań.

Co myślał pan zimą, kiedy skazywano was na pewny spadek? Do zapewnienia GKM-owi utrzymania daleka droga, ale teraz choćby Falubaz jest stawiany w gorszej sytuacji.

Reklama

Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jesteśmy drużyną, która jest tak odbierana. My robimy wszystko, żeby do takiej sytuacji w tym sezonie nie doszło. Przez cały czas pracujemy i dążymy do wygrywania wyścigów i meczów.

Patrząc na przebieg sobotniego meczu z Motorem, to remis jest dla was rozczarowujący?

Robiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Nie będę ukrywał, że po spotkaniach - które ostatnio mieliśmy - nie było to łatwe. Każdy z nas starał się na 110 procent. Bardzo chcieliśmy wygrać ten mecz, było bardzo blisko, ale pokazaliśmy dobry żużel na Hallera 4. Mam nadzieję, że będziemy jeździć na takim poziomie w dalszej części sezonu, co będzie skutkowało zwycięstwami. To też bardzo ważne dla nas.

W kilku wyścigach szukał pan prędkości szerzej, prawie jak w sezonie 2019. Nie było się o co zaczepić? Nawiązuję do pana jazdy sprzed dwóch lat, bo wtedy wyprzedzał pan rywali niczym Tomasz Gollob.

Tor z 2019 roku tak szybko nie wróci. Już w ostatnim meczu było widać, że można powalczyć. Pojawiło się więcej ścieżek do wykonywania ataków nawet po przegranym starcie. Będziemy robili wszystko, żeby te mecze na grudziądzkim owalu były fajne do oglądania dla kibiców. A przede wszystkim jazda na domowym torze ma cieszyć nas.

Próby napędzenia po "dużej" są dowodem, że odzyskał pan spokój i pewność siebie?

Ciężko powiedzieć, jakie próby. Po prostu tor był tak przygotowany, że mogliśmy jeździć zarówno krawężnikiem, jak i trochę szerzej. Jednakże nie była to jazda z 2019 roku, kiedy dotykało się tylnym kołem bandy. Pomału została uruchomiona zewnętrzna, dzięki czemu można się czegoś chwycić i rozpędzać motocykl.

Gdy przedłużał pan kontrakt w Grudziądzu, mówił pan wtedy, że chce się pan odpłacić działaczom. Po pierwszych meczach może pan pewnym głosem powiedzieć, że już się pan odbudował po tym poprzednim słabym sezonie?

Nie będę ukrywał, że po poprzednim roku, wejście w ten nie było najłatwiejsze. Siedziała we mnie niepewność oraz stres. Zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy, żeby dobrze się przygotować, z moim teamem włącznie. Jak to w żużlu bywa - raz jest lepiej, raz gorzej. Czasami na wiele rzeczy nie ma się do końca wpływu, więc na razie nie chcę się na ten temat wypowiadać. Daję z siebie wszystko, forma ma się poprawiać na tyle, by grudziądzcy działacze byli zadowoleni z mojej postawy na torze. Przede wszystkim chciałbym sam być zadowolony po tym sezonie.

Był to pana najgorszy sezon w karierze? Tak sugeruje średnia biegopunktowa 1,024.

Tak jak pan to podkreślił - był to najgorszy sezon w mojej karierze. Nie było łatwo, mieliśmy bardzo mało możliwości do jazdy. Przepisy też mocno nas ograniczały i nie mogliśmy sprawdzać sprzętu. Nie dawały praktycznie nam szans, żeby gdziekolwiek przygotować się do zawodów. Nie byliśmy pewni tego, co mamy w ramach. Cieszmy się z tego, co jest teraz i pracujmy dalej. Niech ta forma idzie ku dobremu.

Zapewne wyciągnął pan wnioski. Co wpłynęło na tak słabą postawę?

Tak jak wspomniałem wcześniej. Mieliśmy ograniczone starty, mogliśmy trenować tylko na domowym torze. Najlepszym sprawdzianem samego siebie, jak i sprzętu są zawody. A tych zawodów w zeszłym roku mieliśmy naprawdę bardzo mało. Jak nie rozpoczęło się sezonu najlepiej, to później bardzo ciężko było odnaleźć coś, co skutkowało na mój wynik. Zdawałem sobie sprawę z tego, że klub będzie wykorzystywał każdą sytuację, żeby ratować swoją sytuację odbierając mi starty. Mocno wpływ miała jazda, a dokładnie że nie mogłem jeździć tyle, ile bym chciał. Potrzebuję okazji do odnajdywania prędkości oraz porównywania się na tle innych zawodników jeżdżąc spod taśmy.

Przed rozpoczęciem tego sezonu obdarzono pana zaufaniem. Mam na myśli pana nową rolę - kapitana drużyny.

Tak, już kilka razy byłem kapitanem drużyny. Pełniłem tę funkcję w Lesznie i Gorzowie, teraz jestem kapitanem w Grudziądzu. Może ten obowiązek bycia kapitanem budzi we mnie większą motywację? Ta rola przede wszystkim polega na rozmowach z kolegami oraz na pomaganiu, kiedy tylko się może. Niestety nie zawsze też można pomóc. Ważne jest budowanie atmosfery, a także wspieranie młodzieży, która jest nam bardzo potrzebna.

Nie mogę nie zapytać o relacje z Nickim Pedersenem. Przed sezonem Duńczyk mówił, że chce się zaopiekować panem, a także Krzysztofem Kasprzakiem. W meczu z Betard Spartą doszło jednak do małego spięcia.

Nie chcę już wracać do tej sytuacji. Było, minęło. To prawda, doszło do lekkiego spięcia między nami. Najważniejsze, że zostało wszystko wyjaśnione i w tej chwili jest dobrze. Nie ma co wracać do tego, co było źle.

Tylko w 25 procentach, ale wrócili kibice. W sobotę byli waszym dziewiątym zawodnikiem?

Oczywiście, że tak. Całkiem inaczej jedzie się w obecności publiczności, która w końcu wróciła na stadiony. Wracamy do żużla z kibicami. Nie ukrywam, że jazda przy naszych fanach mocno nas podbudowuje oraz podnosi adrenalinę. Podsumowując - bardzo się cieszę, że kibice wrócili na stadion i mogą oglądać nas na żywo. Dają nam wsparcie, którego w trakcie zawodów potrzebujemy.

Remisem z Motorem zaskoczyliście Artioma Łagutę. Brakuje wam Rosjanina? 

Artiom spędził w Grudziądzu kilka dobrych lat, był najszybszym zawodnikiem w naszej drużynie. Bardzo dużo mogliśmy od niego czerpać. Musimy jednak już radzić sobie bez niego, ale mamy Nickiego Pedersena, Kennetha Bjerre, jestem ja oraz jeszcze inni zawodnicy. Na wszystkich jest skupiana uwaga. Chcemy skupić się na drużynie, którą w tym roku mamy. Robimy wszystko, żeby dysponować jak najlepszą formą i zapewniłć zadowalający wynik sportowy.

Uwierzyliście, że jesteście w stanie pokonać Fogo Unię Leszno? Prezes Marcin Murawski mówił, że każdy zdobyty punkt będzie na wagę złota.

Do każdego meczu staramy się przygotowywać tak samo. W ostatnich latach żużel pokazuje, że każdy mecz jest na wagę złota. Trzeba być przygotowanym na 100 procent do wszystkich spotkań. Tak staramy się do tego podchodzić, nie patrzymy kto przyjeżdża.

Brat Piotr pytał, na jakich przełożeniach teraz najlepiej jeździ się w Grudziądzu?

Tak szczerze, to bardzo mało rozmawiamy na temat żużla. Raczej nie rozmawiamy o przełożeniach czy ustawieniach. Piotrek akurat w ostatnich latach w Grudziądzu dysponował bardzo dobrą formą, więc nawet nie miałby potrzeby, żeby się o to pytać. Każdy zawodnik - ścigający się zawodowo - indywidualnie ustawia motocykle pod siebie i wie, czego potrzebuje od sprzętu.

Dla pana mecz z Fogo Unią jest najważniejszym w sezonie? Czy po tylu latach poza macierzystym klubem, jest to normalny pojedynek? 

To moje rodzinne miasto. Na pewno spotkanie z Unią Leszno jest dla mnie innym meczem niż z pozostałymi zespołami. Staram się jednak podchodzić do wszystkich spotkań tak samo. Nie myślę za dużo z kim się ścigam, tylko daję z siebie maksa.

Przed startem sezonu przechodził pan zakażenie koronawirusem. Poszedł pan na test, bo pojawiły się objawy?

Akurat poczułem się źle. Wstępnie w ogóle nie spodziewałem się, że to będzie koronawirus, ale dla pewności poszedłem na test. Wynik był pozytywny, dlatego spędziłem dziesięć dni na domowej izolacji. Najważniejsze, że jestem już zdrowy.

Łagodnie przeszedł pan zakażenie?

Powiem tak - na samym początku nie było aż tak łagodnie. Pierwsze 3-4 dni były dla mnie dość męczące, brakowało mi sił. Po tym czasie wszystko zaczęło wracać do normy, wznowiłem swoje treningi, aż z dnia na dzień czułem się coraz lepiej.

Czyli jak Artiom Łaguta. Rosjanin przyznał, że w piątym dniu swobodnie trenował w domu.

W sumie to już w czwartym dniu wznowiłem swoje treningi. Od tego dnia były moją codziennością.

Na koniec zapytam, jak mogło dojść do zarażenia. 

Nie mam pojęcia. Ciężko byłoby to określić, bo koronawirusem można zarazić się wszędzie. Nawet nad tym nie myślałem. Musiałem skupić się na izolacji domowej, przetrwać ten czas, a następnie dojść do siebie. Chciałem tylko jak najszybciej się zregenerować i wrócić na tor w pełni sił.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy