Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Po sparingach widać, że eWinner Apator będzie miał jeden kłopot

eWinner Apator Toruń rozegrał dwa mecze sparingowe z Abramczyk Polonią. Jeden z nich przegrał (41:49), drugi wygrał (60:30), ale były menedżer Aniołów Jacek Frątczak uważa, że to żaden problem. – Kłopot będzie miał Apator z wyborem polskich seniorów na pierwsze spotkanie z Falubazem – uważa Frątczak.

eWinner Apator ma nadwyżkę polskich seniorów. Jest ich trzech (Paweł Przedpełski, Tobiasz Musielak, Adrian Miedziński), a miejsca w składzie tylko dwa. Już dawno mówiło się, ze to będzie problem, choć w klubie zapewniali, że on sam się rozwiąże po sparingach. Zdaniem Jacka Frątczaka, byłego menedżera toruńskiej drużyny, po dwóch meczach towarzyskich kłopot się nie tylko nie rozwiązał, co wręcz pogłębił.

- Po sparingach z Polonią wiemy, że jadą bracia Holderowie, Lambert i Przedpełski - wylicza Frątczak, dodając, że taką wiedzę mieliśmy w zasadzie już wcześniej. - Z obsadą piątego seniora będzie jednak dylemat. Za nami dwa mecze, które nie dają jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy to powinien być Musielak, czy Miedziński. Chociaż ja dokładnie wiem, kto pojedzie. Podejrzewam, ale jeszcze tego głośno nie powiem.

Reklama

Z tego będą kwasy

Frątczak już dawno przekonywał, że eWinner Apator powinien przerwać temat rywalizacji w składzie. Zresztą początkowo wydawało się, że tak właśnie będzie. Musielak, podpisując kontrakt, zdradził, że ma jeździć, że rywalizacji nie będzie. On sam musiał się pewnie mocno zdziwić, kiedy po chwili podpisano umowę z Miedzińskim i powiedziano, że decyzja o tym, kto pojedzie w lidze zapadnie po sparingach. Dwa pierwsze nie dają jednak żadnemu z rywalizujących panów wyraźnej przewagi.

I jak tak dalej pójdzie, to faktycznie może się zrobić problem. Ktoś będzie przecież niezadowolony i będzie miał argumenty w postaci wyników. Będzie mógł powiedzieć: nie jadę, a przecież nie byłem gorszy. To prosta droga do zepsucia atmosfery w zespole.

- Natomiast żadnych innych wniosków bym ze sparingów nie wyciągał. Zwłaszcza że PGE Ekstraligę i eWinner 1. Ligę dzieli przepaść. Jak byłem w Apatorze, to rozbiliśmy Ostrovię, która potem walczyła o awans. My natomiast spadliśmy z hukiem. Kolejna rzecz, że sparing to testy sprzętu. Kiedyś miałem takie zdarzenie ze Startem Gniezno, że nie chcieli jechać, dopóki nie zagwarantuję im utajnienia wyników. Oni chcieli sprawdzić silniki, a nie chcieli czytać w mediach, że są słabi. Nie wiemy, jakie cele miała Polonia, więc nawet wysoka wygrana Apatora u siebie niczego nie dowodzi - kończy Frątczak.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje