Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Miś(kowiak) na miarę innych możliwości. Dlaczego nie jeździ w Apatorze?

- Przegraliśmy, bo Jakub Miśkowiak wyskoczył jak diabeł z pudełka. To był taki „miś na miarę innych możliwości”. Byłem przekonany, że Leona Madsena nie złapiemy, ale to Miśkowiak zrobił różnicę, sprawił, że przegraliśmy – mówi członek rady nadzorczej eWinner Apatora Adam Krużyński.

- Po dwóch wygranych mieliśmy za mało pokory, a za dużo wiary w siebie. Tymczasem we Włókniarzu zerwał się Miśkowiak, a u nas było za dużo nerwów, bojaźni i szukania - analizuje Adam Krużyński przyczyny porażki eWinner Apatora z Eltrox Włókniarzem (41:49).

- Oczywiście cała drużyna przegrywa, a Chris Holder nie powinien był dwa razy dać się przywieźć na 5:1, co nie zmienia faktu, że Włókniarz zrobił dobry wynik juniorami. Od lat żaden młodzieżowiec nie pojechał tak dobrze, jak Miśkowiak - zauważa Krużyński.

Apator dawał Miśkowiakowi tyle, co Włókniarz

Po meczu ton wśród kibiców jest jednak taki, że Apator sam sobie winien. Miśkowiak mógł jeździć w Apatorze. Kibice twierdzą, że tak się nie stało, bo klub poskąpił kasy na kontrakt. Mógł też jeździć Bartłomiej Kowalski, który startuje dla Włókniarza. Apator odpuścił też Denisa Zielińskiego, który dziś jest chwalony za postawę w ZOOleszcz DPV Logistic GKM-ie.

Reklama

- To nie jest tak, że Miśkowiak mógł u nas być, gdybyśmy dołożyli trochę kasy - tłumaczy Krużyński. - Zacznę może od tego, że stawianie takich tez nie jest fair. My nie mamy sponsorów pokroju Taurona czy Bogdanki. Mamy jedną spółkę budżetową i wielu sprawdzonych partnerów. Co rok sporo pieniędzy dorzuca też właściciel Przemysław Termiński. Od razu jednak wyjaśnię, że Miśkowiak dostał od nas identyczną ofertę, jak z Włókniarza. Zdecydowały względy logistyczne.

Dla Cierniaka i Kowalskiego Toruń był za daleko

Krużyński tłumaczy, że drużynie z północy ciężko ściągnąć utalentowanych chłopaków z południa Polski. - Dla nich takie przenosiny, to cała wyprawa. To są przecież dzieci, uczniowie, a rodzice dbają w ich przypadku przede wszystkim o to, żeby ich dobrze wychować, wyedukować, a nie zrobić z nich żużlowców. Dlatego w Toruniu nie ma Kowalskiego, ale i też Cierniaka. Dla nich naturalnym kierunkiem była od początku Częstochowa, czy Lublin - komentuje Krużyński.

Z tego schematu tłumaczenia wyłamuje się jedynie Zieliński, wychowanek Apatora, który poszedł do GKM-u. - Ma ambitnych rodziców. Może nawet za ambitnych. Oni myśleli, że inne miejsce będzie dla niego lepsze. GKM nie miał juniorów, więc tam poszli. Uznali, że tam synowi będzie łatwiej przebić się do składu - wyjawia Krużyński.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje