Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Michelsen odkupił swoje grzechy. Sam Lambert to nie wszystko

W piątkowy wieczór Motor Lublin pokonując eWinner Apatora ponownie wrócił na zwycięską ścieżkę, zostając przy okazji nowym liderem ligi. Siłą gospodarzy byli przede wszystkim liderzy. Tych zabrakło w ekipie prowadzonej przez Tomasza Bajerskiego. Samym Robertem Lambertem nie wygra się żadnego meczu.

Noty dla zawodników Motoru Lublin:

Grigorij Łaguta 5-. Rozpoczął spotkanie w najlepszy z możliwych sposobów, bo od trzech zwycięstw z rzędu. W ostatnich dwóch wyścigach nieco spuścił z tonu i dał się pokonać Adrianowi Miedzińskiemu oraz Jackowi Holderowi. Doskonale wywiązał się z roli lidera. Nikt nie może mieć do niego pretensji.

Krzysztof Buczkowski 2+. Początkowo wydawało się, że wraca do formy sprzed kilku lat, ponieważ rozpoczął mecz od trójki, ale im dalej w las, tym było coraz gorzej. 35-latek pozostałe wyścigi kończył oglądając plecy wszystkich swoich rywali, czym niewątpliwie zawiódł nawet największych optymistów.

Reklama

Jarosław Hampel 3. W obecnie trwającym sezonie przyzwyczaił nas do dużo lepszych występów. Tymczasem w piątek jeden z najlepszych polskich żużlowców pierwsze zwycięstwo odniósł dopiero w przedostatnim starcie. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zimny prysznic jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodził. Jesteśmy przekonani, że wyciągnie wnioski i w kolejnym meczu będzie już dużo lepiej.

Mikkel Michelsen 5+. Duńczyk odkupił swoje grzechy z Zielonej Góry, kiedy to odmówił startu w wyścigu nominowanym. O krok od kompletu, szybki i piekielnie skuteczny. Takiego Michelsena potrzebuje Motor. Z reprezentantem kraju Hamleta w życiowej formie stać tę drużynę na realną walkę o medale.

Wiktor Lampart 4-. Definitywnie najlepszy młodzieżowiec w całym spotkaniu. Najpierw w biegu juniorskim wraz z Mateuszem Cierniakiem nie dał szans rówieśnikom z Torunia, a następnie przywiózł ważne podwójne zwycięstwo z Krzysztofem Buczkowskim. Końcówka nie była piorunująca, ale przypomnijmy, że to zawodnik do lat 21, a nie lider zespołu.

Mateusz Cierniak 3+. Podobnie jak w przypadku Wiktora Lamparta, nie możemy oczekiwać po nim cudów, szczególnie że to debiutant w PGE Ekstralidze. 5 punktów przy nazwisku tarnowianina jest więc przyzwoitym rezultatem. Co najważniejsze, ten chłopak wciąż ma rezerwy i niewątpliwie jeszcze nie raz pokaże na co go stać.

Dominik Kubera 2. Kolejny gorszy występ wychowanka Unii Leszno, z którym chyba zaczyna dziać się coś złego. W domowym spotkaniu przeciwko słabszemu na papierze eWinner Apatorowi jego zdobycz nie była aż tak ważna, ale z bardziej klasowym rywalem musi punktować na dużo wyższym poziomie.

Noty dla zawodników eWinner Apatora Toruń:

Adrian Miedziński 3. Najlepszy wyjazd w tym roku. Co najważniejsze - bez upadku, a na rozkładzie wielu świetnych żużlowców takich jak Grigorij Łaguta, czy Dominik Kubera. Wychowanek Apatora udowodnił, że ewidentnie leży mu tor w Lublinie. Oby tak dalej!

Paweł Przedpełski 3. Punktowo nie najgorzej, aczkolwiek jeśli spojrzymy na nazwiska, które pokonywał można dojść do wniosku, iż stać go było na dużo lepszy wynik. Od krajowego lidera zespołu wymaga się ciut więcej, szczególnie, że początek tego roku ma naprawdę dobry.

Chris Holder 1. Nie wychodziło mu kompletnie nic. Więcej punktów zdobyli nawet obaj młodzieżowcy. Australijczyk jedyne "oczko" zdobył na dużo młodszym koledze z drużyny - Krzysztofie Lewandowskim. W Toruniu muszą bić na alarm.

Jack Holder 3+. Bracia Holderowie ewidentnie mieli problem z dopasowaniem się do lubelskiej nawierzchni. Młodszy z nich co prawda nie pojechał tak tragicznie jak starszy, ale 8 punktów przy jego nazwisku wygląda po prostu marnie. Nie do takich występów 25-latek przyzwyczaił kibiców eWinner Apatora.

Krzysztof Lewandowski 1+. Plus za zwycięstwo nad faworyzowanym i przede wszystkim bardziej doświadczonym Dominikiem Kuberą. Młodzieżowca nie usprawiedliwia nawet fakt, iż był to jeden z pierwszych jego występów w Lublinie.

Kamil Marciniec 1. Jak szybko znalazł się w składzie, tak szybko z niego wypadnie. Zaprzepaścił wielką szansę, dlatego nie zdziwi nas jeśli kolejne mecze będzie oglądał jedynie z perspektywy trybun lub parku maszyn.

Robert Lambert 5. Prawdziwy lider z krwi i kości. Brytyjczyk nie zapomniał jak się jeździ w Lublinie i podobnie jak przed rokiem wiódł prym w swoim zespole. Szkoda, że goście nie mają maszyny do klonowania, bowiem z dwoma Lambertami mogliby nawet powalczyć o zwycięstwo. Takimi spotkaniami w najlepszy możliwy sposób odpłaca się za grubą kasę wyłożoną na niego w listopadowym oknie transferowym. Brawo, brawo i jeszcze raz brawo!

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje