Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Martin Vaculik w Stali Gorzów. Mówiono o skandalu, a prawda była inna

Martin Vaculik po raz drugi trafił do Stali Gorzów. Ostatni transfer nie wzbudził jednak tak wielkich emocji, jak ten z 2016 roku. Wtedy spekulowano, że Stal dogadała się z Vaculikiem przed finałem PGE Ekstraligi. Jak pamiętamy, w drugim meczu finałowym Vaculik zawalił jeden ważny bieg,  co zrodziło wiele spekulacji. Jaka była prawda?

Kiedy w listopadzie 2016 roku Stal ogłosiła podpisanie kontraktu z Martinem Vaculikiem, nie brak było głosów: to teraz już wiadomo, dlaczego w finałowym meczu z gorzowianami wypadł tak słabo. W domyśle: odpuścił spotkanie, bo wiedział, że zamieni Get Well Toruń na Stal Gorzów. Działacze związani wówczas z gorzowskim klubem tłumaczą nam jednak, że prawda była inna.

W 2016 roku pierwszy kontakt Stali z Vaculikiem miał miejsce przed play-off, na początku sierpnia. Słowak miał wtedy trudną sytuację w Toruniu, właściciel klubu Przemysław Termiński nie szczędził mu słów krytyki w mediach, więc Przemysław Buszkiewicz, ówczesny wiceprezes Stali, podszedł do niego po meczu Stali w Toruniu i spytał: czy będzie chciał rozmawiać o kontrakcie na 2017, bo oferta sprzed roku jest wciąż aktualna.

Reklama

Vaculik nie chciał konfliktu interesów

Vaculik miał wtedy odpowiedzieć, że będzie zainteresowany zmianą barw (narzekał na brak komfortu pracy w Get Well), ale nie chciał rozmawiać przed końcem ligi, żeby nie było żadnych niejasności. Słowak wprost miał się wyrazić: nie chcę konfliktu interesów. Buszkiewicz przytaknął, bo też wiele wskazywało na to, że drużyny mogą się spotkać w play-off.

Kilka dni po finale, który Vaculikowi nie wyszedł, wrócono do rozmów. Wtedy Stal pokazała już zawodnikowi konkretną ofertę. Gdy ją zobaczył, stwierdził, że jest do przyjęcia i odesłał wiceprezesa do swojej menedżerki Kingi Hepel, by z nią ustalić szczegóły. Buszkiewicz spotkał się z Hepel w Katowicach i tam powstała umowa, którą potem ze strony Stali sfinalizował prezes Ireneusz Maciej Zmora.

Byli działacze Stali wyjaśniają, że nigdy nie prowadzili rozmów z zawodnikami, w sytuacji, gdyby to mogło zrodzić jakiekolwiek podejrzenia. Podobnie, jak inne kluby, składali w lecie zapytania: czy chcesz u nas jeździć, ale finalizacja miała miejsce już po sezonie. Tak samo miało być z Szymonem Woźniakiem, gdy ten w 2017 zamienił Spartę na Stal. Przed półfinałem tych drużyn Woźniak wiedział podobno tylko tyle, że Stal jest nim zainteresowana. Szczegóły dograno już po meczu półfinałowym Stali ze Spartą, w których Woźniak przyczynił się do wyeliminowania gorzowian z walki o złoto. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama