Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Ligowy weekend należał do juniorów, a tak się o nich baliśmy

Przed sezonem dużo mówiło się o tym, że w obliczu zakończenia okresu juniorskiego przez choćby Dominika Kuberę, Gleba Czugunowa, czy Norberta Krakowiaka, czeka nas bezrybie. Jak pokazały mecze drugiej kolejki PGE Ekstraligi, brak uznanych młodzieżowców w grze, daje pole do popisu tym mniej doświadczonym.

Reklama

Mogliśmy to zaobserwować już w drugim biegu, pierwszego z piątkowych spotkań. Pod taśmą stanęli Fabian Ragus i Jakub Osyczka, reprezentujący zielonogórski Marwis.pl Falubaz oraz Mateusz Bartkowiak i Denis Zieliński, reprezentujący barwy grudziądzkiego GKM-u. Wygrana Mateusza Bartkowiaka wydawała się formalnością, bo spośród tych zawodników, to on jest najbardziej uznanym jeźdźcem. Może o tym świadczyć fakt, że GKM zapłacił za wypożyczenie go ze Stali Gorzów ponad 100 tysięcy złotych.

Reklama

Fabian Ragus zupełnie sobie tym nie zaprzątał głowy i bez jakichkolwiek kompleksów ruszył w pogoń za Bartkowiakiem, który lepiej wyszedł ze startu. Nie bał się odkręcić manetki gazu, pojechać szerzej od swoich rywali. Taka jazda opłaciła się, bo w połowie trzeciego okrążenia po prostu przejechał sobie obok Bartkowiaka, który niewiele mógł z tym fantem zrobić.

Wychowanek zielonogórskiego Falubazu popisał się dobrą jazdą również w swoim ekstraligowym debiucie, który miał miejsce tydzień wcześniej na toruńskiej Motoarenie. Choć tam nie musiał nikogo gonić, bo najlepiej z całej stawki rozegrał start i pierwszy łuk, to jednak potrafił dowieźć zwycięstwo przed bardziej uznanym Karolem Żupińskim, wychowankiem Wybrzeża Gdańsk, a teraz reprezentantem toruńskiego Apatora.

Nie gorzej zaprezentowali się młodzieżowcy Betard Sparty Wrocław. Przede wszystkim wykonali oni plan minimum, czyli pokonali podwójnie swoich odpowiedników z drużyny eWinner Apatora Toruń w biegu młodzieżowym. To jednak nie było tak imponujące, bo - z całym szacunkiem dla Torunian - powiedzieć, że nie byli faworytami tego biegu, to nic nie powiedzieć. Tydzień temu debiutowali oni w PGE Ekstralidze, więc dziwnym byłoby, gdybyśmy oczekiwali od nich pokonania Liszki i Curzytka, którzy debiuty mieli już jakiś czas temu.

Wrocławianie zaimponowali jednak walcząc z seniorami Apatora. Szczególnie można tu wyróżnić Michała Curzytka, który w biegu czwartym przez trzy kółka wiózł z Artiomem Łagutą podwójne prowadzenie. Na końcu trzeciego okrążenia delikatnie pociągnęło go, a ten błąd momentalnie wykorzystał Jack Holder, wjeżdżając zdecydowanym manewrem przed Polaka. Curzytek się jednak nie przestraszył, nie poddał, tylko momentalnie rzucił się w pogoń za bardziej doświadczonym Australijczykiem i niewiele zabrakło, bo około pół długości motocykla, żeby udało mu się rywala wyprzedzić.

Nie można również pominąć postawy Mateusza Cierniaka. Choć tarnowianin to już uznana żużlowa marka, to należy pamiętać, że niedzielny występ był jego debiutem w PGE Ekstralidze. Cierniak bez kompleksów wszedł do najlepszej żużlowej ligi świata i zdobył w premierowym spotkaniu sześć punktów i jeden bonus. Co też warte odnotowania, zaprezentował się dużo lepiej niż jego bardziej doświadczony kolega z pary, Wiktor Lampart.

Przykłady z ligowego weekendu pokazują jasno, że choć przed startem sezonu pojawiały się uzasadnione głosy, że wśród młodzieżowców nie ma wielu wielkich talentów, to paradoksalnie mogą to być korzystne okoliczności do objawienia się nowych.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje