Reklama

Reklama

​Żużel. PGE Ekstraliga. Liderzy Sparty zgodzili się na transfer Łaguty

Po 15 latach Betard Sparta Wrocław jest najlepszą drużyną w kraju. Sukces nie byłby możliwy, gdyby nie świetna postawa ściągniętego przed sezonem Artioma Łaguty. Transfer Rosjanina budził wątpliwości, bo wydawało się, że w składzie znalazło się za dużo gwiazd. To jednak liderzy – Maciej Janowski i Tai Woffinden, zgodzili się na 30-latka. - Nie było żadnych obaw, bo wcześniej Łagutę zaakceptował Tai i Maciej – powiedział Andrzej Rusko.

Niedziela była wielkim dniem dla Betard Sparty Wrocław. Zespół z Dolnego Śląska ponownie sięgnął po upragnione złoto, piąte w historii klubu. Już po 13. biegu na stadionie zaczęła się feta, trwająca także po zakończeniu spotkania.

Podczas Magazynu PGE Ekstraligi w studiu znalazł się Andrzej Rusko. Prezes klubu nie ukrywał swojej radości. Jednocześnie przyznał on, że podczas rewanżu nie brakowało emocji. - Ważne w spotkaniu były poszczególne akcenty. Motor szybko wrzucił wszystko na szalę, więc wiedziałem, że w końcówce im zabraknie - stwierdził Rusko. Prezes nie zdradził jednak, co stało się po 10. biegu, kiedy to pojawił się w parku maszyn. Potem jego zawodnicy "odpalili".

Reklama

Łagutę wybrali liderzy

Niewątpliwie jednym z najważniejszych zawodników zespołu stał się Artiom Łaguta. Niektórzy wieścili, że kolejna gwiazda w składzie rozsadzi szatnię od środka. Rosjanin świetnie jednak wkomponował się do zespołu, prezentując wysoką formę. Potwierdza to trzecie miejsce na liście najskuteczniejszych zawodników PGE Ekstraligi (średnia ok. 2,35 punktu na bieg). 

Obawy okazały się zatem nieuzasadnione. Wybór Łaguty do składu został bowiem skonsultowany z Maciejem Janowskim i Taiem Woffindenem. To oni zdecydowali o dołączeniu kolejnego lidera. - Czekaliśmy na Artioma dwa lata. Nie było żadnych obaw co do transferu, bo wcześniej Łagutę zaakceptował Tai i Maciej. Otrzymali oni dwa nazwiska. Tego drugiego nie zdradzę - stwierdził Rusko. 

Zadecydowało kilka czynników

Prezes Sparty wspomniał także o dużej pracy wykonanej przez Grega Hancocka, który znalazł się w sztabie szkoleniowym. - Hancock przyspieszył rozwój młodych zawodników o kilka lat. Występy Dana czy Gleba to efekt działań Grega. Po to znalazł się wśród nas, by pomóc młodszym i być autorytetem dla liderów - stwierdził Rusko. 

Prezes chwalił też drużynę za stworzenie świetnej atmosfery, przydatnej do odniesienia sukcesu. - Ta drużyna była bardzo równa. Przede wszystkim to jednak też grupa przyjaciół. Oni ze sobą rozmawiają, wymieniają się uwagami, zdradzają sekrety - dodał Rusko.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL