Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Kto okaże się królem polowania. Na razie prowadzą dwaj panowie R

Za nami sześć spotkań PGE Ekstraligi. W akcji zobaczyliśmy wszystkie drużyny. Gdybyśmy mieli teraz ocenić, do dały zespołom transferowe zakupy i komu należy się tytuł króla polowania, to na podium wylądowaliby prezesi Fogo Unii Leszno i Betard Sparty Wrocław.

Reklama

Po zamknięciu listopadowego okna transferowego 2020 głosy były różne. Jedni uważali, że najlepsze transfery zrobił prezes Eltrox Włókniarza Częstochowa Michał Świącik, inni chwali prezesa Fogo Unii Leszno za majstersztyk, jakim była wymiana duetu Bartosz Smektała, Dominik Kubera na Jasona Doyle’a. Jeszcze inni zwracali uwagę na świetny ruch Betard Sparty Wrocław z Artiomem Łagutą, czy też na ściągnięcie przez Moje Bermudy Stal Gorzów Martina Vaculika.

Reklama

Pierwsze mecze, choć nie dają pełnego obrazu, nieco zweryfikowały dotychczasowe oceny zakupów. Naszym zdaniem na razie najlepiej bronią się transfery Fogo Unii i Betard Sparty. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jeśli nie zdarzy się nic nieoczekiwanego (kontuzje, problemy sprzętowe), to właśnie te dwie drużyny wylądują w finale PGE Ekstraligi. Dlatego na razie korony królów wkładamy na głowę panów Andrzeja Rusko i Piotra Rusieckiego.

Wygląda to tak, jakby Sparta kupiła finał

Pozyskanie Łaguty przez Spartę podniosło wartość tego zespołu. Jeśli rok temu wrocławianie mogli, ale nie musieli być w finale, to teraz są właściwie nań skazani. Zakup Łaguty, co pokazało spotkanie z eWinner Apatorem, to wartość dodana, to także ruch dający większy spokój dotychczasowym liderom: Taiowi Woffindenowi i Maciejowi Janowskiemu. Ci dwaj już nie muszą jeździć z myślą, że każda ich biegowa wpadka oddala szansę na zwycięstwo. Dzięki Łagucie tak Janowski, jak i Woffinden mogą sobie pozwolić na chwilę słabości.

W przypadku Fogo Unii zasadność wymiany młodych wilczków na Doyle’a potwierdził wygrany wyjazdowy mecz z Włókniarzem. Unia dzięki temu pozostała liczącym się zespołem, choć ma słabszych juniorów niż przed rokiem. Mocna piątka seniorów pokazała w Częstochowie, że jest w stanie wygrywać spotkania i bez tego.

O lidera ze Stali się martwimy

W przypadku każdego zakupu prezes musi sobie odpowiedzieć na dwa pytania. Czy ten transfer podniesie wartość zespołu i czy mnie na niego stać? Marek Grzyb, szef Moje Bermudy Stali, która aktualnie jest liderem tabeli, przed takim dylematem stanął kontraktując Vaculika. O ile odpowiedź: tak na pierwsze z pytań wydaje się oczywista, o tyle drugie: tak jest mocno wątpliwe. Żeby się nie okazało, że długofalowo Stal na Vaculiku straci.

W tym przypadku zagrożeniem jest, że w którymś momencie zabraknie pieniędzy i zakłócona zostanie płynność finansowa w klubie. O ile oczywiście potwierdzą się wyliczenia byłego przewodniczącego rady nadzorczej Grzegorza Lewandowskiego. To on zauważył, że w budżecie na ten rok brakuje Stali 2 milionów złotych. A każdy kolejny mecz bez kibiców tylko powiększa tę dziurę. Na razie prezes Grzyb ma za Vaculika plus i miejsce tuż za dwójką Rusko, Rusiecki (całościowo skład Stali nie daje gwarancji na finał), ale obawy są.

Zakupy ciekawe, ale bez medalowych gwarancji

Inauguracja w Częstochowie potwierdziła, że ciekawe, aczkolwiek niegwarantujące medalu transfery, zrobił Elltrox Włókniarza. Ten klub z nową trójką: Kacper Woryna, Bartosz Smektała, Jonas Jeppesen będzie się liczył w grze o play-off, ale identycznie było przed rokiem. Tu i teraz zakup trzech perspektywicznych zawodników nic nie zmienia. Ta inwestycja może się spłacić dopiero za jakiś czas.

Motor Lublin i prezesa Jakuba Kępę można wrzucić do tej samej szufladki, co Włókniarza. Zrobił on dwa ciekawe ruchy (Dominik Kubera, Mateusz Cierniak), jeden niezrozumiały (Krzysztof Buczkowski), ale wszystko to w sumie nie posuwa spraw Motoru do przodu. Słowem dzięki ostatnim zakupom w Lublinie utrzymali status quo.

W rywalizacji o tytuł króla polowania nie bierzemy, przynajmniej chwilowo pod uwagę klubów z Torunia, Zielonej Góry i Grudziądza. ZOOleszcz DPV Logistic GKM brał, co zostało na rynku. eWinner Apator robił transfery na miarę zasobności swojego portfela. Jeśli utrzyma się dzięki wygraniu rozgrywki o Roberta Lamberta, to będziemy oczywiście bili brawo. Falubaz w transferowym oknie też specjalnie się nie liczył, a zakupy pozwalają zielonogórzanom liczyć co najwyżej na bezpieczne miejsce. Choć, jeśli Max Fricke będzie prezentował się tak dobrze, jak dotąd, to i tu będzie powód do zadowolenia i małe wyróżnienie.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje