Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Kluby znów stracą miliony przez brak kibiców. Prezesi mogą szykować się na najgorsze

Koronawirus rok temu dał popalić wszystkim polskim klubom. Ograniczenie widzów na trybunach spowodowało wielomilionowe straty. Oszacowaliśmy, że każdy obecny ekstraligowy ośrodek w 2020 roku stracił minimum 2 miliony złotych w porównaniu z normalnym sezonem, bez jakichkolwiek obostrzeń. Najbardziej ucierpieli w Grudziądzu, Toruniu oraz w Gorzowie. W tym sezonie może być podobnie, bo COVID-19 nie odpuszcza.

Przychód z dnia meczowego to ważny element budżetu każdego profesjonalnego klubu. W normalnym sezonie żużlowym, gdy nie mamy do czynienia z różnego typu ograniczeniami portfel może wzbogacić się nawet aż o 3,4 miliona złotych. Do tego potrzebny jest jednak dobry sezon i awans do fazy play-off, ponieważ to gwarantuje większą liczbę spotkań. 3,5 miliona to wpływy z samych biletów i karnetów. Należy doliczyć jednak jeszcze punkty gastronomiczne (około 240 000 zł) oraz sprzedaż gadżetów (około 17 000 zł). Od sumy należy jeszcze odjąć koszty organizacji potyczki (około 35 000 zł za jeden mecz).

Reklama

W sezonie 2020 sielankę prezesów przerwał koronawirus. Przez ostatnie kilka miesięcy każdy klub stracił ogromne pieniądze. Pierwsza kolejka odbyła się bez udziału kibiców. Na kolejnych pojawiło się niecałe 25% pojemności stadionu. Dopiero od ósmej rundy powiało normalnością i trybuny mogły być zajęte w połowie. Nie uchroniło to jednak włodarzy przed wielomilionowymi stratami finansowymi. Nasze obliczenia wykazały, że dochód meczowy za cały rok dla najlepszych drużyn wyniósł zaledwie 1,2 miliona złotych. W porównaniu z sezonem 2019 to o prawie 2 miliony mniej.

Mało kto zarobił jednak te wspomniane wcześniej 1,2 miliona. Powodem są oczywiście stadiony z małą pojemnością. Takowym dysponują między innymi w Grudziądzu. W Lublinie co prawda również nie mają powodów do zadowolenia, ale tam nie zawiodła przede wszystkim frekwencja. Bilety na mecze Motoru potrafiły rozejść się w dosłownie kilka minut. W dolnych rejonach stadionowego rankingu znalazł się także Stadion Olimpijski we Wrocławiu, ale tam miejscowa Betard Sparta awansowała do fazy play-off, co niewątpliwie uszczęśliwiło działaczy, bo na konto klubu wpadły dodatkowe pieniądze.

Duży obiekt nie gwarantuje ogromnych wpływów. Doskonale przekonali się o tym w Gorzowie i Toruniu. To właśnie na mecze Moje Bermudy Stali mogło zawitać najwięcej kibiców w całej Polsce. Fani "żółto-niebieskich" jednak zawiedli. Przez cały sezon stadion imienia Edwarda Jancarza świecił pustkami. Przyzwoicie było jedynie w fazie play-off, kiedy to podopieczni Stanisława Chomskiego walczyli o medale DMP. Rok 2020 nie okazał się kolorowy dla eWinner Apatora Toruń. Pomimo ich dominacji w eWinner 1. Lidze, spotkania na Motoarenie oglądała garstka osób. Być może sytuacja poprawi się po ich awansie do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Wiele wskazuje na to, że za kilka miesięcy wszyscy będziemy świadkami podobnych obrazków. Pomimo wynalezienia szczepionki musi minąć jeszcze wiele czasu, zanim skorzysta z niej większa część naszego społeczeństwa. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest start ligi z ograniczoną liczbą kibiców na trybunach. Przed klubami kolejne trudne chwile. Budżet wielu z nich będzie zależał więc głównie od sponsorów i niezbędnych dotacji od miasta. Światełkiem w tunelu może być nowa umowa telewizyjna, lecz ona będzie obowiązywać dopiero od sezonu 2022.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama