Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Karczmarz jak Brzęczek. Krytyka z każdej strony, a on znów pokazał, że potrafi

Jerzy Brzęczek był krytykowany zanim jeszcze objął polską kadrę. Podobnie było z Rafałem Karczmarzem, który nie zdążył w tym roku wyjechać na tor, a już wytykano mu słabości. Owszem, generalnie 22-letni żużlowiec zaliczył kiepski sezon, ale w niektórych meczach udowodnił, że umie jeździć, przewyższając o głowę choćby Marcusa Birkemose, rzekomo niesamowicie utalentowanego.

Karczmarz był bohaterem Stali Gorzów w wygranym meczu w Lesznie, pierwszym decydującym o brązowym medalu. Miał taką prędkość, że nie wierzyli w to komentatorzy, a nawet jego klubowi koledzy. Wszyscy przecierali oczy ze zdumienia gdy z pary Vaculik-Karczmarz to ten drugi pojechał do przodu, bo był szybszy od kolegi (w przeszłości zwycięzcy turniejów Grand Prix). Karczmarz wyprzedzał na trasie Piotra Pawlickiego, mocno męczył Janusza Kołodzieja i finalnie zdobył dziewięć punktów. Przyćmił miejscowe gwiazdy, czyli Emila Sajfutdinowa czy wspomnianego Pawlickiego. Był lepszy również od Szymona Woźniaka.

Reklama

To dopiero pierwszy tak dobry występ Karczmarza w tym sezonie w rozgrywkach PGE Ekstraligi (jeździ także w barwach PSŻ-u Poznań). Zawodnik jest w bardzo newralgicznym momencie, dopiero skończył wiek młodzieżowca. Ma swoje problemy, ale nawet Bartosz Zmarzlik w wieku 22 lat zmagał się z pewnymi kłopotami. Karczmarz nie dostarcza Stali zbyt wielu punktów, niemniej jeśli przyjrzymy się kilku innym żużlowcom z pozycji U-24, to są tacy, którzy ani razu nie pojechali tak, jak on w Lesznie. Pod uwagę nie ma sensu nawet brać Marcusa Birkemose, który miał Karczmarza wygryźć ze składu. Póki co, chłopak kompletnie niepoważnie podchodzi do swojej kariery.

Wszyscy się na niego uwzięli?

Rafał Karczmarz jest obiektem bardzo częstej krytyki ze strony gorzowskiego środowiska, bo od jakiegoś czasu nie rozwija się tak, jak się tego spodziewano. Po kilku upadkach miał blokadę w głowie, o czym sam głośno mówił. Powiedział nawet, że nie jest idiotą i doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich problemów. Chciał zakończyć karierę, ale w klubie odwiedziono go od tej myśli. Miał zostać obdarzony większym zaufaniem i spokojem. Fakty są jednak takie, że nadal jest najbardziej krytykowanym żużlowcem Stali. Nawet teraz, po meczu sezonu, nie ma nad nim jakichś specjalnych zachwytów. Jeśli w rewanżu mu nie pójdzie, wszyscy zapomną, że to on wygrał drużynie mecz w Lesznie.

Oczywiście, że od Karczmarza oczekiwano więcej. Ale jeszcze więcej w Częstochowie spodziewali się po Jonasie Jeppesenie, w Grudziądzu po Romanie Lachbaumie czy nawet w Lesznie po Jaimonie Lidseyu, mistrzu świata juniorów. Oni jednak nie są poddawani nieustannej krytyce, która regularnie spada na Karczmarza. Spadała zresztą już przed sezonem, bo każdy pamiętał żużlowca jako juniora. Nietrudno sobie wyobrazić, jak podcina to skrzydła, gdy z góry wiesz, że kibice twojego zespołu w ciebie nie wierzą. 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje