Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Jason Doyle tęsknił za domem i nie mógł dogadać się z Polakami

Koronawirus uprzykrzył życie wielu sportowcom. Z pewnością do tego grona należy zaliczyć Jasona Doyle’a. Ostatnie miesiące były dla Australijczyka jednym wielkim koszmarem. Dręczyła go tęsknota za domem oraz w Polsce nie do przeskoczenia była bariera językowa. Na torze również nie układało się najlepiej.

Jason Doyle to obecnie jeden z najlepszych Australijczyków jeżdżących obecnie na żużlu. Żużlowiec zachwycił cały świat w sezonie 2017, kiedy to zdobył tytuł mistrza świata. W PGE Ekstralidze od lat znajduje się w czołówce. W sezonie 2020 35-latek przywdział barwy Eltrox Włókniarza Częstochowa, gdzie jednak nie szło mu najlepiej.

Przejście do zespołu spod Jasnej Góry miało być nowym rozdziałem w karierze doświadczonego jeźdźca. Doyle w jednej ekipie ścigał się przecież z takimi zawodnikami jak Leon Madsen czy Fredrik Lindgren. Niestety życie uprzykrzył im koronawirus. Pandemia sprawiła, że przez jakiś czas obcokrajowcy zostali uwięzieni w naszym kraju. Szczególnie źle ten przykry okres czasu zniósł mistrz świata z 2017 roku.

Reklama

- Brakowało mi przede wszystkim normalnego, angielskiego stylu życia. Przebywanie w Polsce jest w porządku, gdy jesteś tam jeden lub dwa dni i przy okazji cały czas się ścigasz. Życie w tym kraju przez dłuższy okres czasu nie było idealne. W Częstochowie wszyscy byli cudowni. Mieszkanie w tym mieście nie stanowiło dla mnie problemu. Po prostu brakowało mi pewnego rodzaju domowego klimatu. Mieszkałem w kraju, gdzie ludzie niezbyt znają język angielski, którym się posługuję. Komunikacja była więc nieco utrudniona. Fredrik Lindgren był moim sąsiadem. Dla niego też to wszystko było trudne do zniesienia - oznajmił 35-latek na łamach speedwaygp.com.

Doyle należy do grona zawodników, którzy potrzebują jak największej ilości jazdy. Pandemia spowodowała odwołanie rozgrywek w Wielkiej Brytanii. Australijczykowi poza PGE Ekstraligą pozostały więc tylko występy w lidze szwedzkiej. To również dało mu się we znaki. - Jeżeli cały czas jesteś w podróży, przebywasz na lotniskach, to naprawdę nie ma nawet czasu na rozmyślanie o nieudanych zawodach czy szukaniu przyczyn co dokładnie poszło nie tak. W 2020 roku doświadczyłem efektu domina i wszystko wymknęło się spod kontroli. To było jak koszmar. Myślałem, że lepiej sobie z tym wszystkim poradzę. Było jednak bardzo ciężko oraz dodatkowo dręczyła mnie ta tęsknota za domowymi warunkami - zakończył Doyle.

Od nadchodzącego sezonu każda drużyna w meczowym składzie musi wystawić minimum jednego zawodnika poniżej 24 roku życia. Przepis ten sprawił, że dla Australijczyka nie znalazło się miejsce w Eltrox Włókniarzu Częstochowa. Były mistrz świata nie został na lodzie i dołączył do aktualnego drużynowego mistrza Polski, czyli Fogo Unii Leszno. Od wielu lat w środowisku panuje opinia o dobrej atmosferze w tym miejscu. Być może Doyle w Wielkopolsce odnajdzie swój drugi dom i pierwszy raz w karierze wygra PGE Ekstraligę.

------------------------------------------------

Samochód 20-lecia na 20-lecie Interii!

ZAGŁOSUJ i wygraj 20 000 złotych - kliknij.

Zapraszamy do udziału w 5. edycji plebiscytu MotoAs. Wyjątkowej, bo związanej z 20-leciem Interii. Z tej okazji przedstawiamy 20 modeli samochodów, które budzą emocje, zachwycają swoim wyglądem oraz osiągami. Imponujący rozwój technologii nierzadko wprawia w zdumienie, a legendarne modele wzbudzają sentyment. Bądź z nami! Oddaj głos i zdecyduj, który model jest prawdziwym MotoAsem!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje