Reklama

Reklama

​Żużel. PGE Ekstraliga. Jakub Miśkowiak dla Interii: Motocykl pędził, czułem się szybki, ale to drużyna wygrała mecz

- Już w biegu młodzieżowym czułem się szybki. Później w czwartym biegu - w którym dojechałem do mety drugi - bardzo dobrze wyszedłem ze startu z Jackiem Holderem. Niewiele zabrakło, żeby założyć rywala. Na dystansie motocykl pędził. Gdybym miał troszeczkę więcej doświadczenia, to mógłbym wygrać również ten wyścig - mówi Jakub Miśkowiak, bohater Eltrox Włókniarza w ostatnim meczu z eWinner Apatorem.

Sebastian Zwiewka, Interia: Jeszcze tydzień temu po porażce na własnym torze pojawiły się głosy, że będziecie walczyć o utrzymanie. Niedzielny mecz w Toruniu musiał jednak poprawić nastroje w częstochowskiej drużynie. W końcu wygraliście.

Jakub Miśkowiak, żużlowiec Eltrox Włókniarza Częstochowa: Dokładnie tak. Mecz z Betard Spartą był ciężki, po prostu nie ułożył się po naszej myśli. Jesteśmy jednak silną drużyną i stać nas naprawdę na wiele. Myślę, że potwierdziliśmy to w Toruniu. Wygrana dała nam "powera", zmotywowała wszystkich do dalszej walki. Jeszcze dużo pokażemy w tym sezonie.

Reklama

Co wpłynęło na taką metamorfozę? Pan akurat w meczu z Betard Spartą pojechał znakomicie, ale reszta punktowała poniżej oczekiwań. W Toruniu jednak tworzyliście monolit. 

Wrocławianie też są bardzo silni, jeżdżą tam mocni zawodnicy. Wtedy pogoda diametralnie się zmieniła. Był to pierwszy dzień z taką wysoką temperaturą, niektórych zawodników z naszej drużyny mogło to trochę zmylić. Ci, którym nie poszło, porobili jakieś korekty w silnikach lub w sprzęcie. Dlatego było dużo lepiej. 

Adam Krużyński, członek rady nadzorczej eWinner Apatora powiedział, że przegrali przez pana. Chodzi o to, że zrobił pan różnicę. Miłe słowa z ust przedstawiciela rywala muszą słodzić? 

Pojechałem fajne zawody, ale wygraliśmy całą drużyną. Każdy dorzucił cenne punkty do tego wyniku. Pokazaliśmy, że jesteśmy mocni. 

Mówi pan, że jesteście mocni. A może w tym meczu to eWinner Apator był słaby?

Myślę, że torunianianie też tworzą dobrą drużynę, jeżdżą tam przecież świetni zawodnicy. W pierwszych meczach sezonu jechali dobrze - u siebie wygrywali, a w Lesznie przegrali po wyrównanym spotkaniu. Nie uważam, że byli tego dnia słabi. My nie byliśmy uznawani za faworyta. Fajnie, że pokazaliśmy na co nas stać. 

Kiedy poczuł pan, że to może być pana dzień? 

Już w biegu młodzieżowym czułem się szybki. Później w czwartym biegu - w którym dojechałem do mety drugi - bardzo dobrze wyszedłem ze startu z Jackiem Holderem. Niewiele zabrakło, żeby założyć rywala. Na dystansie motocykl pędził. Gdybym miał troszeczkę więcej doświadczenia, to mógłbym wygrać również ten wyścig. 

Z kibicami na trybunach jedzie się raźniej? Widziałem, że fani z Częstochowy przyjechali was wspierać na Motoarenie. 

Dokładnie, nasi kibice również byli na stadionie. Powrót kibiców oceniam jak najbardziej na plus. Jest dużo lepsza atmosfera, a widowisko nabiera większych emocji. Chce się po prostu jechać.

A jak się jechało kilka spotkań bez kibiców? 

Dziwne, szczególnie te pierwsze mecze. Później trochę przyzwyczailiśmy się do pustych trybun, ale z nimi na stadionie jest dużo lepiej.

Z kim woli pan startować w parze? Z drugim juniorem czy z liderami?

Tak naprawdę nie ma to znaczenia. Ja osobiście na to nie patrzę. Do każdego biegu podjeżdżam pod taśmę i chcę wygrać. Skupiam się tylko na jeździe, a nie na tym z kim jadę w parze.

Rzadko się zdarza, że to junior punktuje najlepiej w drużynie. Obecnie w PGE Ekstralidze jest pan wyjątkiem. Jaka jest na to recepta? 

Sam nie wiem. Po prostu do każdego meczu bardzo dobrze się przygotowuję. Dużo trenuję i sprawdzam sprzęt. Z wujkiem Robertem rozmawiamy, szukamy oraz analizujemy. Żużel tak się zmienił, że trzeba dużo zmieniać i próbować. Ja staram się tak robić. 

Osoba wujka jest kluczowa? Jeździł na żużlu, osiągał sukcesy. Dużo pan się od niego uczy? 

Na pewno tak. Dzięki wujkowi wygrywam niektóre biegi bo wie jak dopasować motocykl. Nawet jak przyjeżdżam do mety jako pierwszy, to analizujemy, czego brakowało i co możemy poprawić. Nawet po wygranym biegu tak się dzieje, w Toruniu ciągle coś zmienialiśmy. Myślę, że wychodziło to tylko na plus. Jego osoba bardzo dużo pomaga w mojej karierze.

Wujek jest takim pana menedżerem? 

Tak można to nazwać. Wszystko mi "ogarnia", analizujemy dosłownie każdą sprawę.

Ma pan szczęście posiadając taką osobę w rodzinie. Kariery innych młodych zawodników prowadzą obcy ludzie i nie zawsze wychodzi im to na dobre.

Do wujka Roberta mam 100-procentowe zaufanie. Myślę, że jest odpowiednią osobą do współpracy. Dzięki niemu jeżdżę na żużlu, naprawdę bardzo dużo mu zawdzięczam. 

Pod koniec rundy zasadniczej sezonu 2020 do zespołu dołączył trener Piotr Świderski. Jak ocenia pan współpracę z tym szkoleniowcem? 

Z trenerem Piotrem dobrze się rozumiemy. Mam tutaj na myśli nie tylko mnie, ale całą drużynę. Mamy dobry kontakt. Niektóre mecze nie potoczyły się po naszej myśli, lecz nie wpłynęły negatywnie na atmosferę. Nadal jest ona dobra. Po wszystkich meczach - i tych dobrych i złych - rozmawiamy i próbujemy wyciągnąć właściwe wnioski. Mieliśmy spotkanie chociażby po przegranym meczu z Betard Spartą. Rozkładaliśmy mecz na czynniki pierwsze i zastanawialiśmy się, co poszło nie tak. Efekt widzieliśmy w Toruniu. 

Przed meczem w Toruniu prezes zabrał was na spotkanie. 

Wybraliśmy się z prezesem na wspólny obiad. Przydał się taki relaks przed zawodami, całym zespołem spędziliśmy ten dzień. Porozmawialiśmy, pożartowaliśmy. Takie spotkania łączą drużynę.

Można powiedzieć, że wróciliście teraz do walki o fazę play-off? Co zadecyduje o być albo nie być Eltrox Włókniarza w czołowej czwórce po rundzie zasadniczej? 

Na razie trudno powiedzieć, co zadecyduje. Trzeba po prostu jechać równo i wygrywać jak najwięcej spotkań. Nie ma na to innej recepty. Czas pokaże, bo PGE Ekstraliga jest bardzo wyrównana.  

Czytał pan opinie ekspertów lub komentarze kibiców po przegranym meczu z Betard Spartą? Mieliście bić się o utrzymanie. 

Ja ogólnie staram się nie czytać i nie zwracać na takie rzeczy uwagi. Gdzieś obiło mi się to o uszy, ale każdemu może mecz nie wyjść. Taki jest sport, zdarzają się niespodzianki. Trzeba jechać dalej, szczególnie że się pozbieraliśmy. Mam nadzieję, że problemy są już za nami. 

Teraz jedziecie do Gorzowa, później będziecie gościć ZOOleszcz DPV Logistic GKM oraz Motor Lublin. Ile punktów zadowoli pana pod względem indywidualnym i drużynowym? 

Dobrze byłoby wygrać te mecze. Jadąc na zawody nigdy nie stawiam sobie progu punktowego, który mnie zadowoli. Po prostu chcę wygrać i pojechać jak najlepiej. Tak podchodzę do każdych zawodów.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje