Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Holderowie zrozumieli, że razem dalej nie ujadą. Rozdzielają się, by ratować karierę Chrisa

Jack Holder już jakiś czas temu ogłosił, że na sezon 2022 zostanie w eWinner Apatorze Toruń. Akurat taka decyzja zawodnika oraz działaczy nikogo nie zdziwiła. Podobnie jak to, że w drużynie nie będzie już miejsca dla starszego z braci, który wyczerpał limit cierpliwości. Obaj panowie zrozumieli już także, że jedyną szansą dla Chrisa jest zmiana klubu, bowiem od dłuższego czasu w Toruniu się już po prostu dusił.

Gdy rok temu Australijczycy jeździli w innych drużynach na zasadzie gościa, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Jack robił furorę w Gorzowie i to w dużej mierze dzięki niemu Stal wywalczyła srebrny medal DMP, choć na początku sezonu absolutnie nic tego nie zapowiadało. Odrodził się jednak także Chris, który pokazał że nadal jest w stanie punktować w PGE Ekstralidze. Reprezentował barwy Betardu Sparty Wrocław i choć oczywiście nie był tam liderem, przywoził w zasadzie co mecz 6-8 punktów. Gdyby w tym roku to samo robił w Toruniu, zapewne zostałby na kolejny sezon. Choć nie jest to poziom, jakiego można oczekiwać od byłego mistrza świata, to jednak ta pewna ilość punktów co mecz jest znacznie lepsza niż wożenie zer i raz na dwa miesiące jakiś dobry występ.

Reklama

Chrisowi w Apatorze "zbierało się" już od dawna. Zapewne w większości klubów już po jednym tak kiepskim sezonie by mu podziękowano, ale w Toruniu ten żużlowiec był traktowany wyjątkowo, bo przez lata startów urósł do miana może nie legendy, ale na pewno jakiegoś symbolu. Z tego względu wiele mu wybaczano. Momentami kibice mieli go już tak dość, że prosili, błagali władze klubu o pozbycie się najlepszego zawodnika świata z 2012 roku. Nie było widać żadnych przesłanek ku temu, by wierzyć w powrót Holdera do formy sprzed lat. Formy, którą stracił również na skutek fatalnego upadku jego przyjaciela, Darcy'ego Warda.

Poszli po rozum do głowy

Mówiło się, że bracia są na siebie skazani i będą razem jeździć niezależnie od wszystkiego. Gdy pod koniec rozgrywek spadła wyraźnie dyspozycja Jacka, pojawiły się pogłoski o sabotażu. Młodszy z Holderów miał rzekomo celowo notować słabsze wyniki, bo nie podobała mu się wizja odejścia z klubu jego brata. Prawdopodobnie tego rodzaju historie można jednak włożyć między bajki. Koniec końców ze średnią 1,943 był drugim najskuteczniejszym żużlowcem Apatora. Nieznacznie lepszy był tylko Robert Lambert. Chris zakończył sezon z gorszym wynikiem - 1,594. W wielu meczach to właśnie jego punktów zabrakło.

Wygląda na to, że panowie zaakceptowali rzeczywistość i nie będą próbowali już nikomu wmówić, że Chris szykuje się do kolejnej odbudowy swojej kariery. Jack zostaje w Toruniu, a jego brat szuka klubu. Na razie mało intensywnie, bo jak pisał ostatnio Przegląd Sportowy, nawet niespecjalnie interesuje się potencjalnymi nowymi pracodawcami. Mówi się o dużym zainteresowaniu tym żużlowcem ze strony Abramczyk Polonii, która desperacko szuka wzmocnień, po tym jak odeszli Tarasienko i Bellego. Temat Holdera jest w Bydgoszczy, ale pytanie czy zawodnik będzie chciał znów jeździć na zapleczu. Może jednak nie mieć wyboru.




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje