Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. GKM - Unia. Zabili ich w końcówce. Druga linia jechała do tyłu

Niespodzianki nie było. Fogo Unia Leszno wyprowadziła w biegach nominowanych dwa nokautujące ciosy i wygrała w Grudziądzu 51:39. Gospodarzom zabrakło czwartego do brydża, a Fogo Unia znów pokazała piekielną moc. DPV Logistic GKM nie poprawił swojej pozycji w walce o ligowy byt, leszczynianie coraz szerzej otwierają bramy play-off.


Prognozy na piątkowy wieczór w Grudziądzu nie były najlepsze. W godzinie rozgrywania meczu przy Hallera miał spaść deszcz. I rzeczywiście, gdy tylko stacja Eleven pokazała obrazki ze stadionu GKM-u, niebo było zasłonięte przez ciężkie, ołowiane chmury, z których w każdej chwili mogło lunąć.

Sędzia chciał bardzo szybko zamknąć sprawę zaliczenia zawodów, dlatego do ósmego biegu ograniczał przerwy do minimum. Dlatego obu drużynom tak bardzo zależało żeby w połowie zawodów wypracować sobie chociaż minimalną przewagę, która mogłaby się okazać na wagę dużych meczowych punktów. Kiedy tablica wyników pokazała 22:26 stało się jasne, że Janusz Ślączka i jego ekipa będą się modlić, aby aura nie rozpłakała się nad losem GKM-u. 

Reklama

Jeśli ktoś spodziewał się, że mistrz Polski rozbije w pył gospodarzy musiał się mocno zawieść. GKM po zakontraktowaniu Pawła Miesiąca i niespodziewanym remisie z Motorem Lublin, w ciągu kilkunastu dni przeszedł niesamowitą przemianę. Zbawienne okazało się też odstawienie Krzysztofa Kasprzaka. Fogo Unia chciała uczcić pamięć Stanisława Przybylskiego i Zdzisława Dobruckiego. Dwie legendy klubu z Leszna odeszły z tego świata w tym tygodniu.

Na sześć pierwszych biegów, pięć to były remisy. Grudziądz miał imponujących szybkością, zwłaszcza w pierwszej połowie spotkania Kennetha Bjerre i Nickiego Pedersena oraz dochodzącego na trzeciego Przemysława Pawlickiego. Ale i on gdzieś pogubił ustawienia w kluczowych momentach. Dwa zera znacząco wpływają na ogólną notę. 

Do tyłu jechała druga linia. Na samych remisach biegowych i wyrwaniu czegoś na juniorach można ewentualnie postraszyć w pojedynczych gonitwach. To i tak cud, że przy tak wyrównanej ekipie z Leszna, gościom nie udało się odskoczyć na przewagę wyższą niż cztery punkty. Języczkiem u wagi było na pewno przebudzenie Piotra Pawlickiego. Kapitan Fogo Unii błyskawicznie się ogarnął po zerze na dzień dobry. 

Otwarte prysznice bardziej przydały się żużlowcom GKM-u. Oni gorzej wychodzili spod taśmy i musieli się ostro napocić żeby wydrzeć coś na trasie. Ofiarą Pedersena i spółki często padał Janusz Kołodziej. Drugi w klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników PGE Ekstraligi wychowanek Unii Tarnów narzekał, że tor w Grudziądzu średnio mu leży. Życzylibyśmy każdemu zawodnikowi, aby owal mu nie pasował, a potem zdobywał 9+3.

Menedżer Ślączka znów zabawił się w żonglera. W parku maszyn zostawił Norberta Krakowiaka, a szansę od początku meczu dostał Roman Lachbaum. Gdy ten wyłożył się na juniorze Krzysztofie Sadurskim, Polak zamienił leżak rozłożony przy telebimie na motocykl. Cudów nie narobił.

GKM nie miał czwartego do brydża i to był główny problem. Można teraz gdybać, czy Ślączka dobrze zrobił nie doprowadzając do rezerwy taktycznej przed wyścigami nominowanymi. Wtedy dwa razy z rzędu mógłby puścić duet swoich asów - Pedersena i Bjerre. Wiadomo, że teraz mądry Polak po szkodzie, ale Fogo Unia takich sytuacji nie zwykła marnować. 

Akurat w piątek zastanawianie się między Miesiącem, Lachbaumem i Krakowiakiem, był jak wybór między dżumą, a cholerą. Padło na tego pierwszego, ale Miesiąc przeżywał niesamowite męczarnie. Sprzęt nie ciągnął do przodu nawet na dystansie, bo do tego, że 36-latek startuje jak szkółkowicz już się przyzwyczailiśmy.

Ciekawych biegów nie brakowało. Wisienką na torcie była znakomita akcja w Jasona Doyle'a na Pedersena. Australijczyk w drugim łuku odsunął sobie od krawężnika Duńczyka, wypychając go pod samą bandę. Pod słynnym dębem parę razy nieźle napędził się również Bjerre. 

Kiedy ktoś popatrzy na suchy wynik będzie miał przekonanie, że leszczynianie kontrowali przebieg spotkania od początku do końca. Rezultat jednak bardzo zaciemnia obraz rywalizacji. Ekipa Piotra Barona zachowała najcięższe działa na finisz, który był piorunujący. Dwa gongi po 5-1 i od razu z plus czterech zrobiło się dwanaście do przodu. Game over.

ZOOLESZCZ DPV GLOGISTIC GKM Grudziądz 39

FOGO UNIA Leszno 51

ZOOLeszcz DPV Logistic GKM Grudziądz: 39
9. Przemysław Pawlicki 7 (2,2,3,0,0)
10. Norbert Krakowiak 1+1 (-,-,0,1*)
11. Paweł Miesiąc 5+1 (1*,0,1,2,1)
12. Kenneth Bjerre 10 (1,3,3,2,1)
13. Nicki Pedersen 10 (3,3,2,2,0)
14. Denis Zieliński 2 (2,0,0)
15. Mateusz Bartkowiak 2+2 (1*,0,1*)
16. Roman Lachbaum 2 (2,0)

Fogo Unia Leszno: 51
1. Emil Sajfutdinow 11 (3,2,2,1,3)
2. Janusz Kołodziej 9+3 (2,1*,1*,3,2*)
3. Jaimon Lidsey 2+1 (0,1*,1,0)
4. Jason Doyle 13+1 (3,2,3,3,2*)
5. Piotr Pawlicki 11 (0,3,2,3,3)
6. Kacper Pludra 4 (3,1,0)
7. Krzysztof Sadurski 1 (0,1,0)
8. Szymon Szlauderbach

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama