Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Fabian Ragus - nie ma presji, więc jest wynik

Tegoroczna PGE Ekstraliga pokazuje, że zwłaszcza w przypadku juniorów niezwykle istotną rzeczą jest zaufanie i spokojne poczekanie na dobre wyniki, zamiast nerwowego odliczania i odstawiania od składu. Co więcej, młodym zawodnikom dobrze jeździ się, kiedy nikt od nich niczego nie oczekuje. Bardzo pozytywnie zaskakuje Fabian Ragus, a na przeciwnym biegunie jest uznany już w kraju Wiktor Lampart.

Kiedy rok temu wiek juniora kończyło trzech zielonogórskich juniorów z rocznika 1999 - Mateusz Tonder, Damian Pawliczak i Norbert Krakowiak, mówiono że sezon 2021 pod względem formacji młodzieżowej będzie dla Falubazu katastrofą. Liderem tej grupy miał być Jakub Osyczka, który co prawda miał przed sobą dopiero debiut w PGE Ekstralidze, ale wobec sporego doświadczenia w niższych ligach i 20 lat na karku, naturalnie wydawał się najmocniejszym ogniwem. O drugie miejsce juniorskie w drużynie mieli walczyć Fabian Ragus, Nile Tufft. Dość szybko rywalizację wygrał pierwszy z nich, ale jako że jest absolutnym debiutantem, nikt niczego od niego nie oczekiwał. I być może to właśnie pomogło mu w osiągnięciu wyników, które każą póki co upatrywać w nim jednego z odkryć sezonu.

Reklama

Ragus w obu dotychczasowych meczach wygrał wyścigi młodzieżowe, a rywali wcale nie miał byle jakich. W Toruniu pokonał okrzykniętego wielkim talentem Krzysztofa Lewandowskiego oraz znanego już i naprawdę mającego papiery na dobrego zawodnika, Karola Żupińskiego. Mimo słabej znajomości toruńskiego toru, 17-latek z Zielonej Góry wygrał start, a na dystansie nie popełniał błędów. Kilka dni później znowu był najlepszy w drugim biegu dnia. Tym razem musiał jednak walczyć o to na dystansie, bo przegrał start z Mateuszem Bartkowiakiem, kolejnym złotym dzieckiem polskiego żużla. Gorzowianin był bardzo zdziwiony, kiedy Ragus z łatwością wyprzedzał go po zewnętrznej.  To pokazuje, że Fabian nie boi się i jeździ bez kompleksów.

Wpływ braku presji w przypadku Ragusa jest jeszcze bardziej widoczny, jeśli zestawimy go z tym, co np. dzieje się z Wiktorem Lampartem. 20-latek z Motoru Lublin już rok temu był uznaną marką i mimo młodego wieku żużlowcem, od którego oczekiwano konkretnych wyników. On jednak zawiódł i tak naprawdę sezon 2020 prawdopodobnie był jego najgorszym w dotychczasowej karierze, biorąc pod uwagę rosnące doświadczenie zawodnika i coraz lepszy status finansowy. Nowy rok miał okazać się zupełnie inny, bo choć Lampart nadal jest pod dużą presją, to jednak podobny sezon przecież nie mógł już się powtórzyć. Pierwszy mecz w Gorzowie w wykonaniu tego chłopaka to jednak katastrofa. Trzy zera i de facto brak kontaktu z rywalami. Być może w odbudowie pomoże mu Mateusz Cierniak, na którym będzie teraz oparta lubelska młodzieżówka, a sam Lampart zyska trochę spokoju.

O tym, jak brak tego spokoju może zrujnować karierę, przekonał się chociażby Marcin Turowski. W 2019 roku nikt w PGE Ekstralidze na niego nie stawiał, bo choć był objeżdżony w niższych klasach, to mało kto wierzył, że zawojuje elitę. Pokazał się jednak z nadspodziewanie dobrej strony i momentalnie wzrosły oczekiwania wobec jego osoby. Kolejny rok był dla niego fatalny i śmiało można powiedzieć, że przygniotła go presja ze strony otoczenia, ale także samego siebie. Koniec końców po bardzo słabym sezonie i zakończeniu wieku juniora, zjechał z żużlowych aren, choć jeszcze kilka miesięcy wcześniej nikt by w to nie uwierzył. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje