Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Dudek wygłodniały po izolacji. Falubaz ma problem z juniorami

Wynikiem 44:46 zakończyło się spotkanie towarzyskie pomiędzy Falubazem Zielona Góra i Fogo Unią Leszno. Kolejny raz zawiedli zielonogórscy młodzieżowcy. Ze świetnej strony zaprezentował się za to wracający z izolacji po wykryciu COVID-19 Patryk Dudek.

Wtorkowy sparing był niejako rewanżem za towarzyskie spotkanie, które odbyło się w poniedziałek w Lesznie i również padło łupem Fogo Unii, jednak w dużo większym rozmiarze - 59:31. Podczas potyczki na "Smoczyku" Falubaz stracił swojego podstawowego zawodnika U24 - Mateusza Tondera. Wychowanek klubu z Wrocławskiej upadł na tor na tyle niefortunnie, że musiał opuścić stadion w ambulansie. Szpitalne badania wykazały złamanie kości przedramienia, 22-latka czeka więc dłuższa przerwa w startach.

We wtorek kolejny już raz nie popisali się młodzieżowcy zespołu Piotra Żyty. Na swoim torze - podobnie jak podczas spotkania na wyjeździe - udawało im się wygrywać tylko z niespełna osiemnastoletnim Krzysztofem Sadurskim. Dwukrotnie ta sztuka udała się Jakubowi Osyczce, a raz Fabianowi Ragusowi. Młodszy od większości zielonogórzan (i niewiele bardziej doświadczony w PGE Ekstralidze) Kacper Pludra pozostawał dla nich nieuchwytny.

Reklama

Co prawda w młodzieżowej gonitwie w powietrzu wisiał nawet remis, jednak Nile Tufft po dobrym starcie został szybko wyprzedzony przez leszczynian, a jego próbę pogoni za rywalami przerwał kolega z pary - Jakub Osyczka, który ostrym i rzecz jasna niezamierzonym atakiem wywiózł go na zewnętrzną.

Jeśli zielonogórzanie mają szukać w tej porażce na własnym torze jakichś pozytywów, to powinni zacząć od dyspozycji Patryka Dudka. Wicemistrz świata z 2017 roku bardzo szybko udowodnił sceptykom, że zakażenie koronawirusem i wiążąca się z nim izolacja nie zaburzyły jego formy. Wręcz przeciwnie, ambicja żużlowca wydawała się podrażniona i wprost bił od niego głód ścigania. Kiedy w pierwszej serii startów przyszło mu ścigać się z Jasonem Doylem, wychowanek Falubazu wyglądał jak pies zerwany z łańcucha. Z dziką zawziętością "gryząc" tor na całej jego szerokości w cudowny sposób pokonał Australijczyka. Gdyby na trybunach stadionu przy Wrocławskiej zasiadali kibice, to z pewnością nagrodziliby wówczas swojego ulubieńca owacją na stojąco. Wysoki poziom jazdy 29-latek utrzymał przez całe zawody, tylko raz musiał uznać wyższość rywala. Kibicom klubu spod znaku Myszki Miki pozostaje trzymać kciuki za to, by wigor Polaka udzielił się także pozostałym zawodnikom jego drużyny

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL