Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Dlaczego trener Betard Sparty śpi spokojnie?

Zeszłotygodniowa wygrana nad Eltrox Włókniarzem Częstochowa dała Betard Sparcie Wrocław więcej spokoju. Mimo tego ostrożność przed następnym pojedynkiem zachowuje Dariusz Śledź. - Po meczu w Częstochowie śpię spokojniej, ale to nie tak, że zapomnieliśmy o dwóch wcześniejszych przegranych. Wiele skomplikowała pechowa kontuzja Woffindena. To jednak nie może być jedyne usprawiedliwienie porażek – stwierdził trener.

Przed sezonem Sparta była jednym z głównych kandydatów do wygrania PGE Ekstraligi. Transfer Łaguty miał dać potrzebny impuls, widoczny w pierwszym meczu, kiedy to gospodarze pewnie wygrali z eWinner Apatorem Toruń. Los ponownie okazał się przewrotny, gdyż kilkanaście dni później kontuzji nabawił się Tai Woffinden, przez co wrocławianie sensacyjnie przegrali w Grudziądzu, a potem nie mieli wiele do powiedzenia w starciu z Motorem Lublin.

Przełamanie dał pojedynek w Częstochowie. Tym razem to Sparta rozdawała karty, a Włókniarz bezradnie patrzył na odjeżdżających rywali. Wygrana pokazała, że nawet bez Woffindena zespół jest bardzo mocny. - W Częstochowie zawodnicy stanęli na wysokości zadania. Również w biegach, gdzie stosowaliśmy zastępstwo zawodnika, uzbieraliśmy sporo punktów. Pod nieobecność Taia każdy musi z siebie dać jeszcze więcej - klubowym dziennikarzom powiedział Dariusz Śledź.

Reklama

Trener zachowuje jednak zimną głowę. - Po meczu w Częstochowie na pewno śpię spokojniej, ale to nie tak, że zapomnieliśmy o dwóch wcześniejszych przegranych. Wiele skomplikowała pechowa kontuzja Taia. To jednak nie może być jedyne usprawiedliwienie tych porażek - stwierdził Śledź. Podejście wydaje się dobre, gdyż w niedzielę Spartę czeka mecz z Moje Bermudy Stalą Gorzów, która na razie jest maszyną nie do zatrzymania.

Świetni liderzy i kibice ważnymi ogniwami

Istotna w niedzielę będzie postawa Macieja Janowskiego i Artioma Łaguty. Na razie obaj zaliczają kapitalny sezon, dwukrotnie osiągając prawie płatny komplet. Jedynie w Lublinie liderów zabrakło, lecz poza tym zawodnicy potwierdzili swoje aspiracje.- Dyspozycja Macieja i Artioma jest bardzo budująca. To pomaga też pozostałym zawodnikom - ocenił Śledź, wskazując także inne atuty swej drużyny. - To jest prawdziwy zespół i z tego cieszę się najbardziej. Zawodnicy dużo ze sobą rozmawiają w parku maszyn, podpowiadają sobie. Omawiamy kolejne biegi, starsi doradzają młodszym - powiedział trener.

Przewagą mogą okazać się kibice, którzy w niedzielę wejdą już na stadion. Choć ich liczba nie będzie oszałamiająca, to jednak gospodarze otrzymają dodatkowe paliwo do jeszcze większego zaangażowania. - Cieszymy się, że na Stadionie Olimpijskim będą kibice i wraca ten niesamowity doping. Zawody bez kibiców są zupełnie inne. Możemy dwoić się i troić na torze, a i tak ich brak jest odczuwalny. Mam nadzieję, że niebawem będziemy mogli na mecze zaprosić jeszcze więcej fanów - stwierdził Śledź.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje