Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga chwali się nowościami, choć jest spóźniona o 30 lat

Od tego sezonu w PGE Ekstralidze mamy telemetrię. I choć brzmi to szumnie, system na razie ogranicza się do paru podstawowych danych i nie można mówić tu o jakimś wielkim postępie technologicznym. To bardziej ciekawostka niż realna pomoc dla sztabów szkoleniowych i zawodników.

Reklama

Na razie system jest stosowany tylko na jednym meczu danej kolejki - tym późniejszym, drugiego dnia zmagań, czyli najczęściej w niedzielę wieczorem. Głównym miejscem, gdzie można sprawdzać zbierane dane telemetryczne jest aplikacja PGE Ekstraligi. Są to: czas zawodnika w danym biegu, pokonany przez niego dystans, prędkość maksymalna w biegu i czasy poszczególnych okrążeń. Oprócz tego, na planszach pokazywanych w transmisji telewizyjnej są jeszcze czasy reakcji na starcie.

Reklama

Czy te dane nam coś obrazują? Niewiele, by nie powiedzieć, że nic. Prędkość maksymalna nie daje realnego obrazu postawy zawodnika w biegu. Na każdym torze Formuły 1 znajduje się tzw. "speed trap", czyli punkt pomiaru prędkości, gdzie powinna być ona największa na całym torze. Jednak fakt, że ktoś w danym punkcie miał największą prędkość, nie oznacza, że dany kierowca będzie najszybszy na długości całego okrążenia. Podobnie w żużlu - największa prędkość chwilowa osiągnięta w trakcie biegu nie gwarantuje zwycięstwa w nim.

Co mówi nam dystans pokonany przez zawodnika? Równie mało. Nie ma on większego znaczenia, bo możemy mieć zawodnika, który przejedzie cały wyścig przy krawężniku, a i tak zostanie pokonany przez żużlowca, który cztery kółka pokonał jadąc przy bandzie. Pokazywane w transmisji czasy reakcji też na niewiele się zdadzą, bo są nieprecyzyjne - nie ma na motocyklach umieszczonego czujnika, który porównuje moment puszczenia taśmy w górę i moment puszczenia przez zawodnika sprzęgła. Dane są wyliczane na podstawie pozycji GPS.

Na ten moment, największą pomocą dla parków maszyn są czasy okrążeń. Porównując je z linią jazdy obieraną przez zawodników, można zorientować się, która ścieżka jest w danym momencie najkorzystniejsza. Jednak i te dane nie są przesadnie pomocne, bo w aplikacji, i prawdopodobnie w parkach maszyn, nie ma wizualizacji ścieżki zawodnika na torze. Innymi słowy, jedyną możliwością sprawdzenia i porównania linii jazdy zawodników, jest ich obserwacja, a nie porównanie pomiarów z nadajnika.

Oczywiście bardzo dobrze się stało, że telemetria zawitała do PGE Ekstraligi. Jednak żeby mówić o prawdziwym postępie musi się stać kilka rzeczy. Po pierwsze, system musiałby być na każdym meczu, a nie tylko na jednej czwartej. Po drugie, nie może się on ograniczać tylko do danych z GPS - musiałby on zostać uzupełniony również o czujniki na dźwigni sprzęgła, czy obrotomierz w silniku. Po trzecie, kluby musiałyby zatrudnić specjalistów do analizy tych danych, bo osobom bez doświadczenia, umiejętności, czy predyspozycji do tego typu pracy, będzie ciężko wyciągnąć jakieś przydatne wnioski z liczb.

To tylko podstawy, które doprowadziłyby ten system do momentu, w którym stałby się on realną pomocą dla sztabów szkoleniowych, zawodników i sędziów. I choć należy chwalić żużlowe władze za otwarcie się na technologię, należy pamiętać, że to nie są nowości w świecie sportu. Elektroniczny pomiar czasu istnieje od lat 60., a telemetria od lat 80.

Piotr Kaczorek

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużel | PGE Ekstraliga | telemetria

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje