Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Charytatywne kalendarze Stali Gorzów. Idea szczytna, ale co tam robi prezes?

Włodarze Moje Bermudy Stali Gorzów zdecydowali się na stworzenie "Kalendarza Gentlemanów", by wspomóc lokalną społeczność (cały dochód z jego sprzedaży zostanie przeznaczony na rzecz gorzowskiego hospicjum) oraz z oczywistych względów wizerunkowych i marketingowych. Każda działalność charytatywna, szczególnie w okresie przedświątecznym zasługuje rzecz jasna na gorącą pochwałę i gorzowianom należy jej udzielić. Inna sprawa, że jedna z kartek kalendarza budzi mieszane uczucia.

Sam pomysł wydawał się naprawdę ciekawy. Fotografie z kalendarza miały ukazywać żużlowców z rzadko pokazywanej strony, jako elegancko ubranych, młodych i przystojnych gentlemanów, a nie cuchnących potem, smarem i kurzem chłopaków o twarzach - jak pisał trener Marek Cieślak.

Zdjęcia na rozkładówkę kalendarza wykonane zostały w miejscach związanych z województwem lubuskim, jak choćby pałac w Mierzęcinie czy Filharmonia Gorzowska. Specjalnie na sesję przyjechali do Polski: Anders Thomsen, Martin Vaculik czy Markus Birkemose. Na planie zdjęciowym znalazła się niemal cała drużyna - zabrakło jedynie Mateusza Bartkowiaka, który wciąż próbuje wywalczyć zgodę na wypożyczenie do innej drużyny.

Reklama

Niestety, na etapie realizacji cudownego pomysłu wyszło kilka niedoróbek. Nie trzeba być geniuszem fotografii, by domyślać się, że jeśli staramy się ukazać kogoś jako dystyngowanego gentlemana, to nie można pozwolić na to, by do sieci trafiało zdjęcie Andersa Thomsena ze zwisającą z eleganckiego płaszcza metką. - Jacy tam gentlemani? - mogą zapytać fani. - To wciąż ci sami umorusani chłopcy, tylko ktoś ich ładnie uczesał i założył kupione w internecie ciuchy, zabraniając przy tym oderwania metek, bo zaraz wszystko wróci na swoje miejsce. Ubrania do sklepów, a zawodnicy do codziennej prostoty - tak można dedukować, a przecież nie taki był zamiar organizatorów akcji.

Więcej aktualności sportowych znajdziesz na sport.interia.pl! Kliknij!

Najwięcej kontrowersji budzi jednak zdjęcie ozdabiające wrześniową kartkę, które przedstawia prezesa Moje Bermudy Stali opartego o samochód Aston Martin. Nie chodzi bynajmniej o to, że kibice boją się nieporozumień przy oświadczaniu, że mają Marka Grzyba na ścianie. Zastanówmy się jednak nad tym, ile razy widzieliśmy w dziecięcych pokojach ściany pokryte plakatami od sufitu aż po podłogę. Kogo przedstawiały? W ostatnich czasach: Roberta Lewandowskiego, Cristiano Ronaldo, może nawet Kamila Stocha. Dlaczego nie Florentino Pereza czy Apoloniusza Tajnera? Odpowiedź wydaje się oczywista - świat marketingu sportowego dzieli się na osoby "sprzedające" i "sprzedawane". Marek Grzyb zapomniał chyba, do której z tych grup należy, będąc prezesem klubu.

------------------------------------------------

Samochód 20-lecia na 20-lecie Interii!

ZAGŁOSUJ i wygraj 20 000 złotych - kliknij.

Zapraszamy do udziału w 5. edycji plebiscytu MotoAs. Wyjątkowej, bo związanej z 20-leciem Interii. Z tej okazji przedstawiamy 20 modeli samochodów, które budzą emocje, zachwycają swoim wyglądem oraz osiągami. Imponujący rozwój technologii nierzadko wprawia w zdumienie, a legendarne modele wzbudzają sentyment. Bądź z nami! Oddaj głos i zdecyduj, który model jest prawdziwym MotoAsem!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje