Żużel. PGE Ekstraliga. Buczkowski jak Rzym – nie od razu go zbudowano
Kibice śmiali się z Jacka Ziółkowskiego, gdy ten „budował” Krzysztofa Buczkowskiego. Teraz to lublinianie śmieją się z innych, bo wychowanek GKM-u odpalił w najważniejszej fazie sezonu i prowadzi Motor do finału PGE Ekstraligi. Czy ten wystrzał formy pozwoli mu pozostać w najwyższej klasie rozgrywkowej na kolejny sezon?

Buczkowski trafił do Motoru w miejsce Pawła Miesiąca po nieudanym dla siebie sezonie w Grudziądzu. W listopadzie opuścił macierzysty klub po 6 latach startów w nim. Przenosiny do wschodniej Polski miały pozwolić 35-latkowi odbudować się w nowym środowisku.
Porównywano go do kościoła
Odbudowa formy Buczkowskiego szła jednak bardziej mozolnie niż słynne już budowy stadionów i autostrad przed EURO 2012. Wychowanek GKM-u był na trasie wolny niczym pociąg Regio relacji Lublin-Świdnik. Jego jedynym udanym spotkaniem w pierwszych 13 kolejkach był wyjazd Motoru na macierzysty tor 35-latka w Grudziądzu. Zdobył tam 8 punktów, a jego dorobek byłby zapewne jeszcze wyższy, gdyby nie upadek na zroszoną deszczem nawierzchnię w wyścigach nominowanych. W pozostałych meczach zawodnik nie zbliżał się jednak do dyspozycji z Hallera 4.
Bardzo szybko jasnym stało się, że przygoda Buczkowskiego z Motorem nie potrwa dłużej niż sezon. Prezes Jakub Kępa nie krył się z zainteresowaniem usługami Patryka Dudka i Maksyma Drabika. Mimo to, żużlowiec w każdym spotkaniu dostawał szansę sprawdzenia się w co najmniej 3 wyścigach. Kibice pukali się w czoło widząc, że Jacek Ziółkowski tak rzadko wpuszcza za niego w ramach rezerwy zwykłej Cierniaka czy Lamparta. Co bardziej zaznajomieni z historią architektury szydercy porównywali żużlowca z barcelońską katedrą Sagrada Familia budowaną od blisko 140 lat i wciąż jeszcze nieskończoną.
Jest pewniejszy od Drabika?
- Nie od razu Rzym zbudowano - ciśnie się teraz na usta. Zaufanie Buczkowskiemu zaczęło procentować w kluczowym momencie sezonu. Odkąd żużlowiec przesiadł się na jednostki Ashleya Hollowaya należy on do najlepszych zawodników Motoru. W dwóch ostatnich spotkaniach na bardzo trudnych terenach w Lesznie i Gorzowie spisywał się lepiej niż na dobrze znanym sobie obiekcie w Grudziądzu. To właśnie on był brakującym elementem układanki, która pozwoliła Motorowi zwyciężyć arcyważny wyjazdowy półfinał z Moje Bermudy Stalą.
Czy taki finisz sezonu - w myśl zasady "jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz - pozwoli mu jesienią podpisać kolejny kontrakt w PGE Ekstralidze. Jeszcze niedawno niemal pewny był jego transfer do pierwszoligowej Abramczyk Polonii Bydgoszcz, ale w aktualnej dyspozycji Buczkowski może przykuć uwagę beniaminka lub swego macierzystego klubu wciąż poszukującego przecież piątego seniora. Co bardziej krewcy fani Motoru domagają się już nawet w Internecie pozostania 35-latka na Alejach Zygmuntowskich uważając go za o wiele pewniejszą opcję w porównaniu do kończącego roczne zawieszenie po wpadce dopingowej Maksyma Drabika.









