Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Bohater z cienia. Przemiana Buczkowskiego da Motorowi złoto?

Krzysztof Buczkowski przez większą część sezonu zawodził. Żużlowiec pozbierał się jednak w odpowiednim momencie i jest ważnym ogniwem walczącego o złoto Motoru. Czy postawa wychowanka GKM-u Grudziądz może dać lubelskiemu zespołowi złoty medal? - Zawsze był dobrym zawodnikiem. Szacun i czapki z głów za te ostatnie występy - mówi nam Piotr Markuszewski, były żużlowiec grudziądzkiego klubu.

Krzysztof Buczkowski przed sezonem 2021 zmienił klub, by się odbudować. Choć jego średnia biegowa nie powala na kolana (1,344), to w kilku ostatnich meczach spisał się naprawdę dobrze. - Zawsze był dobrym zawodnikiem. Wcześniej być może pogubił się w pewnych rzeczach, czy to w sprzęcie czy w życiu. W żużlu bywa różnie. Nie chcę jednak w to ingerować. Zawsze starał się jeździć jak najlepiej. Szacun i czapki z głów przed Krzyśkiem za te ostatnie występy. Jechał fantastycznie - komentuje Piotr Markuszewski.

- Wiele czynników składa się na jazdę. Czasami może coś być nie tak w domu, ze sponsorami, albo z jeszcze czymś innym. Wtedy nie układa się również w sporcie. Jeżeli zawodnik ma spokojną głowę, łatwiej przychodzi myślenie odnośnie sprzętu i przygotowania się do zawodów. Nie wiem, czy jego słabsza jazda była spowodowana sprzętem. Dobrze, że teraz się układa i dobrze jedzie. To najważniejsze. Wszyscy nie mogą być najlepsi, bo najlepszy jest tylko mistrz świata Bartek Zmarzlik - dodaje. 

Reklama

Na przemianę nigdy nie jest za późno

Pojawiają się doniesienia, że Motor Lublin po zakończeniu sezonu wymieni Buczkowskiego na powracającego z zawieszenia Maksyma Drabika. Czy w przypadku takiej przemiany 35-latek może jeszcze zostać w PGE Ekstralidze? - Na to nigdy nie jest za późno. Nie ma zawodników, którzy nie chcą punktować. Im więcej zdobywa się punktów, tym więcej pieniążków się zarabia i można inwestować w jeszcze lepszy sprzęt. Teraz trafił - zaznacza nasz ekspert. 

Na rynku transferowym coraz więcej wiemy. Osobę Buczkowskiego przede wszystkim łączy się z Abramczyk Polonią Bydgoszcz, która chce budować skład z myślą awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Może to być jednak trudne, skoro do Grudziądza odchodzi Wadim Tarasienko, a David Bellego może przenieść się do Leszna. - Ja zawsze widziałbym Krzyśka w Grudziądzu. Byłby w domu, przygotowywałby się na miejscu. Co wybierze, będzie jego decyzją. Zobaczymy, co przyniesie następny sezon - kontynuuje Markuszewski. 

Cel jest jeden - złoto!

Motor Lublin zmierzy się w finale PGE Ekstraligi z Betard Spartą Wrocław. O ile ekipę z Dolnego Śląska wymieniano w gronie faworytów do złota, to lublinianie sprawili małą niespodziankę. - Nie myślałem, że dojdą aż tak daleko. Od początku sezonu było jednak widać, jak jeżdżą. W meczach u siebie wygrywali bardzo wysoko, zawodnicy byli przygotowani. Wiele daje im startujący z rezerwy Dominik Kubera. Chłopak jest przygotowany mentalnie i sprzętowo. Szacunek, bo jest młody, ale już bardzo dobry - przyznaje nasz rozmówca. 

Zimą zastanawiano się, czy Buczkowski zrobił dobrze wybierając Motor, skoro w składzie na rezerwie jest mocny Kubera, a na dodatek są jeszcze silni młodzieżowcy. Obawiano się, że po dwóch czy trzech biegach mecz będzie się dla niego kończył. - Początek taki był. Później jednak mecze zupełnie inaczej się dla niego układały, wyjeżdżał w pięciu wyścigach. Coś się zmieniło, na tym sprzęcie czuje się lepiej. Jak jest wynik, jest też atmosfera. Każdy podchodzi i rozmawia. W przypadku braku wyniku, jest zdecydowanie inaczej - podsumowuje Markuszewski.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje