Reklama

Reklama

Żużel. Oto srebrna drużyna PGE Ekstraligi. Motor Lublin, czyli bogacze ze ściany wschodniej

Motor Lublin zdobył srebrny medal w PGE Ekstralidze. To jeden z największych sukcesów klubu w jego historii. Jeszcze cztery lata temu startowali w 2. Lidze Żużlowej, a dziś są jednym z najbardziej rozpoznawalnych drużyn na żużlowej mapie Polski. W Lublinie nikt nie kręci nosem na srebro, ale za rok spróbują po raz kolejny wygrać ligę i zostać Drużynowym Mistrzem Polski.

Sylwetki srebrnej drużyny Motoru Lublin:

Grigorij Łaguta. Ulubieniec prezesa Jakuba Kępy, z którym łączy go nie tylko 1,5 milionowy kontrakt, ale także przyjacielskie stosunki. Rosjanin w przeciągu całego sezonu generalnie swoją robotę zrobił, ale nie ustrzegł się też drobnych wpadek. Nie miały one wpływu na pozycję zespołu, który zajechał przecież do wielkiego finału. W nim wystąpić jednak nie mógł, bo w rewanżowym meczu półfinałowym z Moje Bermudy Stalą Gorzów brał udział w potężnym karambolu. Wyglądało to strasznie. Z pełnym impetem uderzył głową o tor i stracił przytomność. Stadion w Lublinie zamarł, ale Łaguta na szczęście wyszedł z tego bez większych obrażeń. Próbował wrócić na finały, ale finalnie nie dostał zgody lekarza.

Reklama

Mikkel Michelsen. Urósł i to bardzo w Lublinie zdolny Duńczyk. Gdy przychodził do tego klubu w 2019 roku, wydawało się, że to tylko opcja tymczasowa, bo na rynku nie było dostępnych innych ciekawych zawodników. Ale Michelsen zrobił niesłychany postęp. Zapracował na bardzo solidną markę i na nowy kontrakt w Motorze Lublin. Inna sprawa, że gdyby zdecydował się na odejście, nie miałby żadnego problemu ze znalezieniem nowego pracodawcy. W tym roku wielokrotnie był liderem swojego zespołu, dlatego działacze ostatecznie odeszli od pomysłu ściągnięcia w jego miejsce jakiejś innej gwiazdy.

Dominik Kubera. Mniej więcej rok temu zaryzykował, kiedy zdecydował się odejść z Fogo Unii Leszno. Wielu go krytykowało i nie rozumiało tego ruchu. Ale Kubera sezonem 2021 się obronił. Odciął pępowinę, zaliczył progres wyników i zwyczajnie stał się lepszym zawodnikiem. Zadebiutował w Grand Prix jadąc z dziką kartą i od razu zameldował się na podium. W play-offach jest jednym z liderów Motoru Lublin. Chyba najlepszy zawodnik do lat 24 w całej PGE Ekstralidze. Mówiąc krótko - bardzo udany rok dla Dominika, a może być jeszcze lepiej, bo niewykluczone, że do spółki z Bartoszem Zmarzlikiem powalczy w Manchesterze o zwycięstwo w finałach Speedway of Nations.

Jarosław Hampel. To na pewno nie jest ten zawodnik, który jeszcze kilka lat temu walczył o medale w Grand Prix, ale Hampel nadal gwarantuje pewną solidność. Jednak nie zawsze, bo finały PGE Ekstraligi na pewno nie są dla niego dobrą wizytówką. W Lublinie początkowo zastanawiali się, czy nie wymienić byłego wicemistrza świata na kogoś mocniejszego. Po głowie prezesowi Kępie chodził przede wszystkim Patryk Dudek. Ostatecznie Hampel sprytnie rozegrał całą sprawę. Zażądał szybkiej finalizacji nowego kontraktu, bo inaczej skorzysta z innych ofert. Umowa została więc przyklepana, żużlowiec zostaje w Lublinie na kolejny sezon, ale na pewno musi popracować nad skutecznością, bo jednak zbyt często zdarzają mu się wpadki.

Krzysztof Buczkowski. Oj ciężkie miał wejście do nowej drużyny. W Motorze miał się odbudować, a tymczasem od samego początku szło mu jak po grudzie. Menedżer Jacek Ziółkowski konsekwentnie stawiał na niego i dawał szansę. To zaprocentowało. W play-offach Buczkowski naprawdę pokazał się z dobrej strony i zrobił swoje. Z taką jazdą spokojnie mógłby zostać na poziomie PGE Ekstraligi, ale nie w Lublinie. Od jakiegoś czasu jest już jasne, że jego miejsce w drużynie zajmie Maksym Drabik. Krzysztof natomiast ma obrać kierunek zielonogórski, gdzie będzie pomagał Falubazowi w szybkim powrocie do elity.

Wiktor Lampart. Zaliczył progres względem zeszłego sezonu, który był dla niego nieudany. Postęp widać gołym okiem, ale Lampartowi wciąż zdarzają się słabsze mecze, więc ciągle jest nad czym pracować. Niemniej należy do ścisłej czołówki polskich juniorów, a wspólnie z Mateuszem Cierniakiem stanowili najlepszy duet młodzieżowców w całej PGE Ekstralidze. Młodzież - to zdecydowanie była największa siła Motoru w mijającym już sezonie.

Mateusz Cierniak. Rok temu chciało pół PGE Ekstraligi, kiedy stało się jasne, że odejdzie z rodzinnego Tarnowa. Wybrał Lublin i to był dla niego dobry ruch. Swoje szanse dostał, swoje punkty przywiózł, a co najważniejsze bardzo się rozwinął. Cierniak to nie jest najtańszy junior w lidze, ale ta inwestycja Motorowi spłaca się z nawiązką. Zresztą nie ma się co dziwić, że strony szybko dogadały się co do przedłużenia umowy. Za rok para Cierniak - Lampart może być jeszcze mocniejsza.

Mark Karion. Człowiek plastron. Trochę to brutalne określenie, ale taka też miała być rola młodego Rosjanina w zespole lubelskim. Od początku wiedział na co się pisze. Dostawał tak zwane "postojowe", ale za rok będzie musiał rozglądać się za nowym klubem, jeśli chce się rozwijać. W tym wieku trzeba przede wszystkim jeździć, a nie oglądać zmagania kolegów z perspektywy parku maszyn.

Jacek Ziółkowski i Maciej Kuciapa. Duet, który stworzył sztab szkoleniowy lubelskiej drużyny. Pierwszy pracujący w Motorze z doskoku, bo na codzień pracuje jako spedytor. W tej parze odpowiadał za taktykę i był tą najważniejszą głową w parku maszyn. Kuciapa z kolei wykonywał pracę nieco mniej widoczną. Częściej przebywał z zawodnikami, troszczył się o tor i był łącznikiem z zawodnikami. Co by nie mówić, obaj świetnie się uzupełniali i udanie prowadzili Motor po srebrny medal. Ciekawe, czy za rok drużynę poprowadzą w tej samej konfiguracji.

Prezes Jakub Kępa. Twórca sukcesów Motoru Lublin. To on wprowadził klub z najniższej klasy rozgrywkowej aż do PGE Ekstraligi. Dzisiaj może mieć wielką satysfakcję ze srebra, choć w Lublinie aspiracje są jeszcze wyższe i za rok drużyna z pewnością powalczy o złoto. Trudno, aby było inaczej, skoro za klubem stoi potężne zaplecze sponsorskie. Mówi się, że Motor to ulubieniec spółek skarbu państwa. Inna sprawa, że ktoś musiał namówić te firmy do współpracy i mieć kontakty. To zasługa Kępy, który modelowo prowadzi klub. Czasami brakuje mu skuteczności na transferowej giełdzie, ale takiego operatywnego prezesa chciałoby mieć u siebie większość klubów w Polsce.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje