Reklama

Reklama

Żużel. Oskar Polis: Włókniarzowi się nie odmawia. Mogłem walczyć u Najmana, ale MMA to nie moja bajka

Oskar Polis jest liderem faworyta do wygrania 2 LŻ. OK Bedmet Kolejarza Opole. Kilka tygodnik temu zawodnik dostał propozycję walki w formule MMA na gali Marcina Najmana. Odmówił. - Jestem żużlowcem, a nie wojownikiem mieszanych sztuk walki (śmiech). Było luźne rozeznanie ze strony organizatorów, ale ładnie podziękowałem. Żyję speedwayem, jest to moje główne źródło utrzymania, kocham to co aktualnie robię i mam zamiar jeszcze długo cieszyć kibiców swoimi wyczynami na torze. Szkoda czasu na przepychanki - mówi w rozmowie z Interią.


Reklama

Kamil Hynek, Interia: Pozycję w 2. LŻ ugruntowałeś, ale chyba powoli przekonujesz się, że nadchodzi moment na poważniejsze wyzwania?

Oskar Polis, zawodnik OK Bedmet Kolejarza Opole: Można tak powiedzieć, że mój czas na tym szczeblu dobiega końca. Jeszcze nie w sezonie 2021, ale obiecałem sobie, że zbliżające się rozgrywki będą moimi ostatnimi na tym szczeblu. Miałem nadzieję, że awansujemy z Kolejarzem do eWinner 1. Ligi już teraz, ale nasz plan spalił na panewce. Mam nadzieję, że co się odwlecze, to nie uciecze.

Nawet jakbyś chciał odejść trzymał cię kontrakt.

Jestem zawodnikiem spokojnie na eWinner 1. Ligę z ważną umową w 2. LŻ.

Co nie znaczy, że obowiązująca umowa nie wiązała ci rąk. Odbierałeś telefony z zaplecza PGE Ekstraligi, albo rozmawiałeś z działaczami Kolejarza na temat polubownego zakończenia współpracy?

Szanuję swojego pracodawcę i skoro decydowałem się na parafowanie długoterminowego kontraktu, uważam, że jestem zobowiązany go wypełnić. A co do zapytań, do mnie osobiście nikt się nie dobijał. Pocztą pantoflową docierały jednak wiadomości, że ktoś lekkie zainteresowanie moimi usługami wykazuje. Brak konkretów tłumaczę jednak tym, że ważna umowa skutecznie odstraszała przed pójściem krok dalej. Ale mnie to naprawdę nie rusza, grunt to robić swoje, a nagroda za wykonaną robotę prędzej, czy później i tak przyjdzie.

Ale umówmy się, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Będąc przedstawicielem eWinner 1. Ligi, nie mógłbyś wrócić na zasadach gościa do macierzystego Eltrox Włókniarza Częstochowa.

Przepis by na to nie pozwolił. Uprawianie gdybologii nie ma jednak najmniejszego sensu. Koncentruję się na aspekcie sportowym, czyli realizacji celu, którym jest awans.

Zdradź odrobinę kuchni. Jakie są ustalenia, masz realne szanse, aby pojechać w PGE Ekstralidze, czy jesteś żelaznym rezerwowym na wypadek kontuzji zawodnika z podstawowego składu Włókniarza?

Zacznijmy od tego, że Włókniarzowi się nie odmawia. Liczyłem się, że będę kimś w rodzaju zawodnika na czarną godzinę. Dla mnie jednak najistotniejsze jest coś innego. Znów mogę poczuć się częścią społeczności Włókniarza i dotknąć PGE Ekstraligi. Może i na odległość, może i przypomina to lizanie lizaka przez papierek, ale niech to będzie dobry początek. No i przede wszystkim jestem w domu. Ale gdyby coś się stało, czego nikomu nie życzę jestem pod bronią. Każde powołanie do reprezentowania Lwów będzie dla mnie ogromnym zaszczytem. 

Naturalnym krokiem byłby awans z Kolejarzem. Teoretycznie powinno być łatwiej niż w zeszłym sezonie. Nie ma jednej wybijającej się ekipy, jak to było w przypadku mocarnych Wilków Krosno, które pozamiatały ligę.

Przestrzegałbym przed hurraoptymizmem. Jest gdzie zgubić punkty. Spacerków nie przewiduję. Bardzo nieprzewidywalny skład ma Rzeszów. Lokomotiv Dagavpils zmontował niezłą paczkę, jak na warunki drugiego szczebla. Poza tym znów czeka nas kilka wyjazdów za zachodnią granicę.

Wasza drużyna też przeszła gruntowną przebudowę. Ze starej gwardii jesteś tylko ty i Mads Hansen.

Ale nasza siła rażenia jest większa. Patrzysz na nazwiska i od razu pachnie eWinner 1. Ligą (śmiech). Oczywiście to tylko papier, lecz naszym atutem powinna być atmosfera. Mimo, że jest sporo nowych twarzy, wszyscy doskonale się znamy. Z Jacobem Thorssellem np. jeździliśmy razem pięć lat temu wtedy jeszcze w Nice 1. Lidze w barwach jednej ekipy.

Opole to już twój drugi dom. Występujesz w Kolejarzu szmat czasu więc dostrzegasz jego przemianę na przestrzeni ostatnich sezonów.

Trochę już tych ludzi w Opole przeżyłem. Zmieniali się prezesi, mieszało się tam jak w kotle na różnych płaszczyznach, ale najważniejsze, że przeobrażenia są na plus. Klub z roku na rok rośnie w oczach środowiska, kibiców. A dla samych żużlowców Kolejarz jest coraz atrakcyjniejszym kierunkiem.

Tor w Opolu jest krótki i techniczny, czyli jak na polskie realia specyficzny. Częsta jazda na nim wpłynęła na twoje umiejętności, stałeś się lepszym, bardziej uniwersalnym żużlowcem?

Nie chwaląc się w miarę szybko dostosowałem się do reguł na nim panujących. W mojej krótkiej przygodzie z żużlem zdarzały się trudniejsze zagadki do rozwikłania. Generalnie, jeśli chodzi o tory, nie jestem szczególnie wybredny. Nie mam czarnej listy owali, na których widok dostaje gęsiej skórki i nie chce mi się. np. wsiadać do busa.

Tak się składa, że od trzech lat stołek menedżera Kolejarza jest bardzo gorący. Był Piotr Żyto potem Marek Mróz, w którego miejsce przyszedł Piotr Mikołajczak.

Z Piotrem nie miałem okazji współpracować, dopiero teraz nasze drogi się skrzyżowały. Pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Gość jest poukładany i ma głowę na karku. Ale podobne zdanie mam o Marku Mrozie. Do tej pory śmieję się, kiedy przypomnę sobie nasze przedmeczowe dyskusje. Pytałem go: jak tam trenerze, torek gitarka? A on mi na to: tak jest panie kapitanie!

Żałujesz, że nie został?

Nie moją rolą jest ocenianie ruchów działaczy. O te kwestie między proszę pytać Marka i zarząd klubu. Ode mnie złego słowa o nim na pewno nie usłyszysz.

Słyszałem, że po starej, częstochowskiej znajomości Marcin Najman chciał cię zwerbować do klatki. Nie zawalczysz jednak na jego pożegnalnej choć to ty mogłeś być w butach Edwarda Mazura lub Dominika Tymana.

Jestem żużlowcem, a nie wojownikiem MMA (śmiech). Było luźne rozeznanie ze strony organizatorów, ale ładnie podziękowałem. Żyję speedwayem, jest to moje główne źródło utrzymania, kocham to co aktualnie robię i mam zamiar jeszcze długo cieszyć kibiców swoimi wyczynami na torze. Szkoda czasu na przepychanki.

Czyli po zakończeniu kariery też nie ma szans na Oskara Polisa w oktagonie?

Póki zdrowie pozwoli, głowa będzie nadążała i żużel nadal będzie mi sprawiał frajdę na nic innego mnie nie namówisz. Ring to nie moja bajka. Wolę motocross.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje