Reklama

Reklama

​Żużel. Orzeł Łódź znów zagra ekspertom na nosie? Adam Skórnicki dla Interii: Nie mam z tego satysfakcji

Orzeł Łódź po wygranej w Gdańsku znajduje się w czołówce tabeli eWinner 1. Ligi. Czy drużyna prowadzona przez Adama Skórnickiego znów zagra ekspertom na nosie? - Może nie za wysoko mierzę, ale nie mam satysfakcji z tego, żeby komuś coś udowadnić, bo coś sobie wymyślił. Bardziej koncentruję się na sporcie, na rzeczach możliwych do zrobienia - mówi nam szkoleniowiec Orła.

Sebastian Zwiewka, Interia: Przed sezonem mówiło się, że Orzeł Łódź będzie walczył o utrzymanie, a po tych kilku kolejkach widać, że jest pan na dobrej drodze, żeby pana zespół drugi rok z rzędu został uznany za rewelację rozgrywek. 

Adam Skórnicki, trener Orła Łódź: Nie mam wpływu na to co mówią i piszą inni ludzie. 

Jak pan to robi, że drużyna jedzie tak dobrze? Dotychczasowa ocena musi być wysoka. 

W szkole oceny są na koniec semestru lub całego roku. Teraz jest jednak zdalne nauczanie. Z oceną zespołu musimy się wstrzymać do końca sezonu. 

Reklama

Najpewniej taka przedsezonowa opinia wzięła się z tego, że inne drużyny zakontraktowały nowych zawodników - w tym z PGE Ekstraligi, a Orzeł w większości utrzymał tylko skład z 2020 roku. W większości, bo pożegnaliście się z liderem Rohanem Tungate'em. 

My też mieliśmy oferty od zawodników, którzy podpisali kontrakty w tych klubach. Niemniej nie sztuka jest z wszystkimi podpisać, tylko sztuką jest tym ośmiu ze składu zapłacić. 

Ma pan satysfakcję, że po raz kolejny udaje się zagrać ekspertom na nosie? 

Może nie za wysoko mierzę, ale nie mam satysfakcji z tego, żeby komuś coś udowadnić, bo coś sobie wymyślił. Bardziej koncentruję się na sporcie, na rzeczach możliwych do zrobienia - zarówno w krótkim okresie, jak i tym dłuższym. Te rzeczy najbardziej mnie interesują. Satysfakcję mam, kiedy moi zawodnicy wygrywają mecze lub wyścigi. 

Wygrana w Gdańsku musiała zamknąć usta nawet największym sceptykom. Wychodziło wam dosłownie wszystko. Momentalnie dopasowaliście się to toru. 

Wydaje mi się, że lepiej poszło to nam na początku meczu niż gospodarzom. Tak się często dzieje, najważniejsze że dowieźliśmy zwycięstwo do końca. W ostatnich wyścigach trzech zawodników gości pokazało, że jednak potrafią odczytać swój tor. Ich dobra postawa przyczyniła się do tego, że teraz patrzymy i obraz tego meczu jest bardzo ciekawy, pomimo że odbył się kilka dni temu. 

Witold Skrzydlewski zwrócił uwagę, że niektórym zawodnikom brakuje regularności. Podał przykład Norberta Kościucha. Według głównego sponsora klubu ten zawodnik nie jest w optymalnej formie. A jak pan uważa? 

Jeżeli jego występ w Gdańsku nie był okraszony fajerwerkami, to jestem chętny, żeby ten swój dobry poziom podtrzymał. Norbert od kilku spotkań ma swoje problemy, aczkolwiek zdaje sobie sprawę, że w niektórych meczach drużyna bardziej go potrzebuje. Myślę, że wybrał właściwy mecz. 

Robi pan kawał zawodnika z Luke'a Beckera. To chyba jak na razie jedno z największych pozytywnych zaskoczeń w całej eWinner 1. Lidze. 

Przed nim jeszcze dużo dobrych występów, ale też dużo słabszych. To normalne. Najczęściej uczymy się na błędach. Myślę, że w jego przypadku błędy są nieuniknione. Miejmy nadzieję, że ten zawodnik w tym roku oswoi się na dobre z Europą i nasza liga będzie miała z niego w przyszłości pociechę, a największą oczywiście Orzeł Łódź. 

A co powie pan o dyspozycji pozostałych zawodników? Mam na myśli Łoktajewa, Kurtza i Nowaka. 

Łoktajew i Kurtz - jak na liderów - spisali się bardzo dobrze. Wygrywali indywidualnie swoje wyścigi. Do tego koledzy dorzucali drobne punkty i dawało nam to przewagę. Ta trójka - Kościuch, Łoktajew, Kurtz pojechali bardzo dobre zawody, ale trzeba wspomnieć o poprawnej, dobrej dyspozycji Beckera czy ważnych punktach Marcina Nowaka, który potrafił powstrzymać pozycję U24 z drugiej strony. Drużyna z Gdańska tę pozycję ma bardzo mocno obsadzoną. Często pozwalają sobie na rotację między tymi zawodnikami, w związku z tym jeszcze nie za bardzo jest za co ich chwalić. Myślę jednak, że niedługo zdecydują się na konkretnego zawodnika i wyjdzie im to na dobre. 

Wracając do moich podopiecznych, chciałbym podkreślić postawę juniorów. Punktowo może nie było szału, ale swoją jazdą pokazali, że na trudniejszym torze mogą sobie radzić. Wygranie biegu młodzieżowego 3:2 okazało się kluczem do jednopunktowego wyjazdowego zwycięstwa. 

W czym tkwi tajemnica odbudowania formy Brady'ego Kurtza? 

Tajemnica nadal tkwi w ekspertach, o których wspomniał pan wcześniej. W zeszłym roku mówili, że jedzie piach, a w tym uważają, że jedzie bardzo dobrze. 

Po tonie wypowiedzi Witolda Skrzydlewskiego nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ma on żal do Rohana Tungate'a. Pan również żałuje, że w okresie transferowym wasze drogi się rozeszły? 

Zawsze jest co żałować, kiedy nie idzie się porozumieć z najlepszym zawodnikiem w zespole. Na pewno nie był to dla nas łatwy okres i żałujemy. Jak to mówią - odchodzi jeden, przychodzi drugi i pojawia się szansa dla innych. Myślę, że Rohan w naszym klubie szansę miał, na końcu okazało się, że zaprezentował dobrą dysypozycję. Dostał inne propozycje, wybrał inną drogę. Być może teraz ktoś inny dzięki temu wejdzie w jego buty i inaczej pokieruje swoją karierę. 

Nie zamyka pan drzwi przed Aleksandrem Grygolcem? Ostatnio doznał kontuzji. Jak wygląda jego sytuacja? 

Właśnie jest po operacji. Niedługo będzie miał wyciągane szwy, czeka go rehabilitacja oraz przygotowania do powrotu na tor. Jeszcze dokładnie nie wiemy, kiedy to nastąpi. Czekamy na Olka, jesteśmy pełni nadziei. Wierzymy w tego chłopaka. Co prawda nie miał łatwej jesieni, ani zimy, m.in. przez kontuzję. Szkoda, bo w młodym wieku ma to znaczenie. Miejmy nadzieję, że starczy mu zapału i jeszcze będziemy słuchać o Grygolcu w bardziej sportowych wymiarach niż do tej pory.  

Pierwsze mecze pokazały, że z łódzkimi juniorami wcale nie jest tak źle. Mówię szczególnie o Mateuszu Dulu. 

Mateusz - jak wielu teraz zawodników - z przygodami rozpoczął swoją karierę żużlową. Myślę, że te przykłady powinny dać nam trochę do myślenia, czy nie idzie obrać troszeczkę innej drogi. W dużej mierze żal jest zawodników, którzy krótko goszczą w tej dyscyplinie sportu. Dopóki jeszcze mówimy, że w Polsce jest najlepsza liga świata, to musimy się nad takimi rzeczami zastanowić. Za chwilę może zabraknąć uzdolnionej młodzieży lub młodzieży chętnej do pracy. I takiej i takiej nam potrzeba. 

Strasznego pecha macie z wyjazdowym meczem w Gnieźnie. Jak nie koronawirus w szeregach gospodarzy, to wypadek komunikacyjny, a teraz jeszcze kapryśna aura. Żartobliwie zapytam czy pojedziecie w końcu ten mecz? 

No nie wiem, najpierw mówiono że to wina klubu z Gniezna, potem że nasza. Pewnie już chodzi tylko o to, żeby było o czym gadać. Nie mamy szczęścia, a szczęście w sporcie jest najważniejsze. A być może właśnie mieliśmy szczęście, że wtorkowe zawody nie doszły do skutku. Oglądając mecz z Cellfast Wilkami Krosno można było mieć pewne znaki zapytania, czy ten tor spisałby się lepiej oraz czy zawodnicy poradziliby sobie na nim lepiej. Ja myślę, że dobrze się stało. W końcu w normalnych warunkach damy kibicom prawdziwą żużlową ucztę. 

"To człowiek orkiestra". Cytuję słowa Marcina Nowaka wypowiedziane po poprzednim sezonie na pana temat. Jest pan lubiany przez zawodników, ma pan wiedzę na temat sprzętu oraz przygotowania toru. To efekt tych dobrych wyników? 

Nie wiem czego to efekt, ale cieszę się, że chociaż u kogoś moja osoba wywołuje takie zdanie. Mam nadzieję, że tych ludzi kiedyś będzie więcej. Oczywiście, o ile dalej będę wykonywał swoją pracę, tak jak wykonuję. 

Nie tak dawno był pan trenerem Unii Leszno oraz Falubazu Zielona Góra. Trafi pan do PGE Ekstraligi z Orłem Łódź? Prezes nie wyklucza startów w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale musi pojawić się ktoś, kto wyłoży trochę kasy na funkcjonowanie klubu. 

Na razie koncentrujmy się na tym sezonie, niech klub dobrze funkcjonuje w eWinner 1. Lidze. Jeżeli poczynimy sensowne kroki, to dlaczego nie? Jeśli będziemy na to gotowi, to taka szansa się pojawi. 

Wraca pan do ścigania po kilkuletniej przerwie, ale na długim torze. Skąd taki pomysł?  

Od małego dziecka zawsze chciałem jeździć na motocyklach i nadal chcę to robić. Ostatnimi czasy z różnych względów mniej na tym motocyklu siadziałem, ale nadal mam ochotę na rywalizację i chciałbym się ścigać. Jest to dodatkowa mobilizacja do tego, żeby rano wstać i wziąć udział w treningu. Skoro lubię sport motocyklowy, mam chęci i nie najgorsze predyspozycje, to dlaczego nie?  

Witold Skrzydlewski musiał wyrazić na to zgodę? Jaki właśnie jest główny sponsor łódzkiego klubu? 

Trenerów chyba to nie obowiązuje. Dzisiaj pracujemy, a jutro możemy nie pracować. Zawsze klub ma tę możliwość. Witold Skrzydlewski to bardzo konkretna osoba.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama