Reklama

Reklama

Żużel. Okiem senatora Dowhana. Zakończenia kariery nie skonsultował z rodziną. Psy uciekały, gdy zakładał trampki (felieton)

- Andrzej Huszcza jest wzorem do naśladowania. Nawet, gdy był już zaawansowany wiekowo w ujęciu żużlowym, nigdy nie dawał sobie taryfy ulgowej. Jego psy uciekały na widok zakładanych trampków, bo ponoć jeden nie wytrzymywał morderczych biegów po lesie - pisze w nowym felietonie dla Interii były prezes Falubazu Zielona Góra Robert Dowhan.

Dziesiątego marca swoje urodziny obchodziła legenda Falubazu Zielona Góra. Niezniszczalny i niezatapialny Andrzej Huszcza. Napisano o nim już niemal wszystko. Do dzisiaj jest liderem wielu statystyk, otwiera listy wyników, czy zestawień. To jeden z nielicznych ludzi w Polsce, któremu za życia postawiono pomnik. Przebudowywana główna droga łącząca Zieloną Górę z trasą S3, na której powstało duże rondo nosi nazwę Andrzeja Huszczy.

Mimo upływającego czasu Andrzej cieszy się niespotykaną sympatią całego środowiska żużlowego i nie tylko. Miałem okazję współpracować z nim w trakcie mojej prezesury. Będąc młodym chłopakiem oklaskiwałem go z trybun. Nie przypuszczałem wtedy nawet w najpiękniejszym śnie, że nasze drogi zawodowe się przetną. Ta kooperacja zawsze odznaczała się stoickim spokojem. Negocjacje kontraktu, czy inne tematy klubowe były nadzwyczaj bezstresowe. 

Reklama

Doskonale pamiętam sytuację, gdy jechaliśmy na jedną z prezentacji Falubazu i Andrzej wypalił nagle w samochodzie, że za parę minut zamierza poinformować wszystkich o zakończeniu kariery. Swojej decyzji nie konsultował nawet z rodziną.

Pamiętam, kiedy po usilnych staraniach udało mi się dograć nazwę drużyny, która od pokoleń była w sercach kibiców. Do teraz mam ciarki na ciele, kiedy sobie przypomnę jak wykrzyczeliśmy na scenie amfiteatru gromkie FALUBAZ!

Pamiętam medialne i kibicowskie spekulacje, że jeśli Andrzej zostanie odsunięty od składu, pogniewa się na amen. Tymczasem było zupełnie na odwrót. To Maciej Kuciapa nie uniósł ciężaru zastępstwa, wykręcając symbol znany z flagi olimpijskiej. Dostał pięć biegów i w żadnym nie zdobył punktów. 

Andrzej jest wzorem do naśladowania. Nawet, gdy był już zaawansowany wiekowo w ujęciu żużlowym, nigdy nie dawał sobie taryfy ulgowej. Jego psy uciekały na widok zakładanych trampków, bo ponoć jeden nie wytrzymywał morderczych biegów po lesie.

O Andrzejku można by było pisać i pisać. Choć zabawnych zdarzeń z jego udziałem było sporo, nigdy nikomu nie zdarzyła się krzywda. Życzę wszystkim, abyśmy podobnych Andrzejów, z takim podejściem do sportu i życia spotkali jak najwięcej. Sto lat w zdrowiu i pogodzie ducha!

Z poważaniem Robert Dowhan

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje