Reklama

Reklama

Żużel. Okiem senatora Dowhana. Aby wejść do parlamentu nie wystarczy obwiesić się plakatami z zawodnikami (felieton)

- Ciekawostką dla żużlowej braci był skład Senatu w poprzedniej kadencji, w którym zasiadało aż trzech prezesów reprezentujących czarny sport, a z których dwóch rozmawiało tylko ze sobą, bo z jednym nikomu nie było pod rękę. To chyba najsilniejsze lobby żużlowe, jakie miał kiedykolwiek polski Senat. Ale kto wie, co będzie w przyszłości, ponieważ w moje ślady mogą pójść kolejni - pisze w swoim nowym felietonie dla Interii Robert Dowhan.


Reklama

Obiecałem, że napiszę kiedyś, czy łatwo z pozycji prezesa klubu dostać się do parlamentu. Temat czasami powraca jak bumerang zwłaszcza teraz. W Gorzowie gdzie prezes Marek Grzyb sam stwierdził, że ostatnie zamieszanie o pieniądze na Stal ma podłoże polityczne w związku z jego prawdopodobnym startem w najbliższych wyborach do Senatu RP. 

Jeżeli już dzisiaj o tym myśli, to dobrze, bo czym prędzej tym lepiej. Szczególnie, że drużyna z Gorzowa jest na fali. Ale sukcesy w sporcie i klubie a nawet wielkie nazwiska nie wciągną nikogo z automatu do parlamentu. Potrzeba czegoś więcej niż tylko promocja przez sport. Przekonał się o tym nie jeden szef klubu myślący ze jak obwiesi się plakatami z zawodnikami, to sukces ma murowany.

Przyznam szczerze, że, gdy zaczynałem swoją przygodę w Falubazie nigdy nie chodziło mi po głowie kandydować do parlamentu. Ale z biegiem czasu, kiedy poznajesz na swojej drodze dużo ludzi, w tym polityków, którzy nierzadko pomagają ci otworzyć drzwi do urzędów, to takie pytania padają.

W moim przypadku tak dokładnie było. Prawie dziesięć lat temu zaproszono mnie na rozmowę i zaproponowano start w wyborach do Senatu. Nie była to łatwa decyzja, bo w przypadku wygranej trzeba zmienić całe swoje dotychczasowe życie. No i nie wskoczyłem do polityki z dnia na dzień.  Wcześniej przez prawie dwie kadencje zasiadałem w Radzie Miasta Zielona Góra. Ten okres był bardzo cenną lekcją. Pozwolił mi nabyć niezbędnego doświadczenia i nauki.

Ale sam start do Rady, a do Parlamentu to dwie różne bajki. W uzyskaniu mandatu na pewno pomogła mi owocna praca w klubie, a szczególnie sukcesy, które Falubaz po osiemnastu latach posuchy zaczął osiągać. Do tego doszła coraz większa rozpoznawalność i pozytywny odbiór. Pozycja senatora i zdobyte w Warszawie kontakty otworzyły klubowi wiele furtek. Dlatego teraz mądrzejszy o tę wiedzę, wiem, iż warto było zaryzykować.

W trakcie pierwszej mojej kadencji tworzyliśmy bardzo silne lobby sportowe. W Sejmie znalazł się m in Robert Wardzała, Leszek Blanik, Paweł Papke, Jagna Marczułajtis, Iwona Guzowska, Maciej Zieliński, Janek Tomaszewski, Cezary Kucharski, Szymon Ziółkowski, Romek Kosecki czy Adam Korol. Komisje, grupy robocze, spotkania i wymiana poglądów były częste i urodzajne. 

Z żużlowych spraw, udało nam się załatwić zmianę przepisów podatkowych dotyczących zawodników. Gdybyśmy do tego nie doprowadzili groziło nam wiele bankructw. Ale, żeby zwolnić z akcyzy za metanol, czy zmniejszyć stawkę VAT za bilety dla kibiców, ministra już nie zdołaliśmy przekonać. Z ciekawostek marketingowych, każdy na pewno pamięta przelot wojskowych samolotów F16 podczas prezentacji przed derbami Ziemi Lubuskiej. To było show jakiego do tej pory nie było nawet na Euro 2012, czy innych imprez międzynarodowych. 

Ciekawostką dla żużlowej braci był skład Senatu w poprzedniej kadencji, w którym zasiadało aż trzech prezesów reprezentujących czarny sport, a z których dwóch rozmawiało tylko ze sobą, bo z jednym nikomu nie było pod rękę. To chyba najmocniejsze lobby żużlowe, jakie miał kiedykolwiek polski Senat. Ale kto wie, co będzie w przyszłości, ponieważ w moje ślady mogą pójść kolejni. Tak czy inaczej, póki co, na razie bliżej nam do sezonu niż wyborów parlamentarnych, chociaż w obozie rządzącym coraz więcej zgrzytów i znaków zapytania.

Robert Dowhan

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje