Reklama

Reklama

Żużel. Obostrzenia, jak w Niemczech. Będą musieli je nosić dla własnego dobra? Byle dobrze

Wiadomo, że liga pojedzie w tym roku w zaostrzonym reżimie sanitarnym. Szczegóły nie są jeszcze znane. Przewodniczący GKSŻ rozważa wprowadzenie nakazu noszenia masek z filtrem. Jeden z klubowych lekarzy mówi nam, że to dobry pomysł. Byle tylko żużlowy nosili maski prawidłowo, a nie jak dotąd, na brodzie lub pod nosem.

W Bawarii w Niemczech wprowadzono nakaz noszenia maseczek z filtrem co najmniej FPP2. Na meczach żużlowych maski z filtrem też mogą zastąpić dotychczasowe, bawełniane. Piotr Szymański, przewodniczący GKSŻ, zastanawia się nad wprowadzeniem takiej regulacji do reżimu sanitarnego ligi.

Reklama

- Raz, że lepiej się w nich oddycha, a dwa, że jednak zabezpieczają w o wiele lepszy sposób niż maski dotąd stosowane. W większości przypadków był to właściwie kawałek materiału, który zawodnicy zakładali na twarz. Tymczasem mamy już nowe odmiany wirusa, więc chyba dobrze będzie pomyśleć o poważniejszych rozwiązaniach - komentuje Szymański dla polskizuzel.pl.

Od jednego z lekarzy klubowych słyszymy, że to bardzo dobry pomysł. Pod warunkiem, że zawodnicy i ich teamy będą prawidłowo nosili maski. - W sezonie 2020, to było tak, że w ciągu trzech godzin spędzanych na stadionie żużlowiec miał maseczkę na nosie i ustach najwyżej przez godzinę. Przez resztę czasu trzymał ją pod nosem, albo nawet na brodzie. Jeszcze na początku ligi mocno pilnowano prawidłowego noszenia masek, ale w miarę upływu czasu luz był coraz większy. Jeśli w tym roku się to powtórzy, to żadna maska nie pomoże - słyszymy.

W ubiegłym roku było tak, że na samym finiszu doszło do wysypu zakażeń. Krąży taka obiegowa opinia, że do wielu z nich doszło na podium. To możliwe, choć mało prawdopodobne, bo to jednak była otwarta przestrzeń, sama ceremonia nie trwała długo, a poza tym część zawodników pilnowała jednak przestrzegania reguł. Zatem wysyp zakażeń na finiszu ligi był raczej efektem tego, o czym mówił nam lekarz, czyli poluzowania. Gdyby tego nie było, to nawet te bawełniane maseczki by wystarczyły.

Swoją drogą, to najlepiej dla PGE Ekstraligi byłoby załatwić sprawę, kupując szczepionki dla tych około 600 osób biorących udział w zawodach. Pod warunkiem, że za chwilę będą one dostępne na rynku komercyjnym. Taka szybka akcja szczepienia rozwiązałaby problem, choć z drugiej strony nie wiadomo, czy nie spotkałaby się z oporem niektórych. Część zawodników nie chce się szczepić. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Dowiedz się więcej na temat: żużel | PGE Ekstraliga | eWinner 1. Liga | Piotr Szymański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje