Reklama

Reklama

Żużel. Nikt nie chce Iversena! To będzie upadek totalny?

​Gdy po sezonie 2019 Niels Kristian Iversen przenosił się z Torunia do Gorzowa, jego transfer oceniono jako hit. Doświadczony Duńczyk od lat był cenionym ligowcem, uczestnikiem cyklu Grand Prix. Nic nie zapowiadało tego, że ledwie w dwa lata jego kariera całkowicie się załamie. 39-latek chce ścigać się dalej, ale znaleźć klub w Polsce może mu być bardzo trudno.

Wszystko przez kontuzje. Iversen nie zdążył jeszcze nawet zadebiutować w barwach Moje Bermudy Stali Gorzów, a już nabawił się urazu. Na treningu, w wyniku kraksy z Bartoszem Zmarzlikiem, uszkodził bark. Po raz kolejny zresztą, bo ta kontuzja w ostatnich sezonach stała się u niego normą.

Trzy "dzwony"

Gdy Duńczyk uporał się z barkiem i zaczął powoli odzyskiwać formę, to w sierpniu w meczu domowym z Motorem Lublin niefortunnie wszedł w jeden z wiraży, obróciło go, a upadając na tor doznał urazu ręki. Szczegółowe badania wykazały, że złamał kość łódeczkowatą.

Reklama

Weteran zdołał się pozbierać. Wrócił do składu Stali na dwa ostatnie spotkania fazy zasadniczej, ale rewanżowy półfinał play-off z Betard Spartą Wrocław nie zakończył się dla niego szczęśliwie. W 10. biegu spotkania w Gorzowie jadąc na trzecim miejscu zaliczył uślizg i wjechał w niego rozpędzony Tai Woffinden. U Duńczyka stwierdzono złamanie żebra i musiał przedwcześnie zakończyć sezon.

Ostatecznie Iversenowi w całym sezonie udało się wystąpić tylko w 12 z 18 meczów Stali. Wykręcił w nich fatalną średnią 1,172 pkt/bieg. Żaden z ekstraligowych klubów nawet nie podjął z nim rozmów o kontrakcie.

Najnowsze informacje z Igrzysk Olimpijskich - Sprawdź 

Fatum trwa!

Po 15 latach Duńczyk musiał zejść ligę niżej. Wybrał Unią Tarnów i tam miał udowodnić, że wciąż jest żużlowcem światowego formatu. Niewiele jednak z tego wyszło. Już na inaugurację sezonu, w spotkaniu ze Zdunek Wybrzeżem Gdańsk, sczepił się motocyklem z Jakubem Jamrogiem i groźnie upadł. Doszło do pęknięcia łopatki.

Po wyleczeniu Iversen wrócił na tor, ale długo nie nacieszył się jazdą. 11 czerwca w Rybniku znów brał udział w fatalnie wyglądającej kraksie. Uderzył w końcówkę dmuchanej bandy, po tym jak na wyjściu z wirażu nie zostawił mu miejsca zawodnik ROW-u, Wiktor Trofimow. Duńczyka natychmiast odwieziono do szpitala, gdzie stwierdzono odmę płucną i pęknięcia paru kręgów.

Kto go będzie chciał?

Obecnie 39-latek powoli wraca do zdrowia. Nawet jeśli całkowicie się wyleczy, to w Tarnowie pewnie już w tym sezonie nie wystartuje, bo zdegradowana Unia nie chce już generować dodatkowych kosztów finansowych i najpewniej ostatnie mecze odjedzie w krajowym składzie.

Bogusław Nowak, były żużlowiec Stali Gorzów i paru innych ekspertów radziłoby Iversenowi zakończenie kariery. Ten jednak ma zamiar ścigać się dalej. Pytanie tylko czy znajdzie się klub, który zakontraktuje tak podatnego na urazy żużlowca.

Po wprowadzeniu przepisu o zawodniku do lat 24, w składach polskich drużyn są tylko dwa miejsca dla zawodników zagranicznych. Kontraktuje się więc na nie pewniaków, gwarantujących dwucyfrowe wyniki w każdych zawodach. Tymczasem Iversen gwarancji nie daje żadnych. Słychać głosy, że nawet w eWinner 1.LŻ nie znajdzie się zespół, gotowy mu zaufać.

Jeśli zatem zdecyduje się kontynuować karierę w Polsce, to będzie musiał poszukać klubu w II lidze. Dla brązowego medalisty cyklu Grand Prix z 2013 roku i czterokrotnego drużynowego mistrza świata, byłby to upadek totalny!

Arkadiusz Adamczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje