Reklama

Reklama

Żużel. Nikołaj Kokin: Nie zrobiliśmy z zawodnika niewolnika. Liga polska potrzebuje więcej zagranicznych drużyn (wywiad)

Długa rozmowa z trenerem Lokomotivu Daugavpils - Nikołajem Kokinem, w której wyjaśnia m.in., dlaczego klub nie pozwolił na odejście jednej ze swoich największych gwiazd. Szkoleniowiec wyjaśnia ponadto, dlaczego jest wielkim orędownikiem międzynarodowego zaciągu drużyn do ligi polskiej oraz, kto w jego zespole wywrócił życie do góry nogami.


Reklama

Kamil Hynek, Interia: Bardzo przeżył pan spadek do 2. Ligi Żużlowej?

Nikołaj Kokin, trener Lokomotivu Daugavpils: Z radości nie skakaliśmy, ale też nie odebraliśmy go, jak wielkiej tragedii. Ktoś musiał zostać zdegradowany i padło na nas. Nie byliśmy jednak autsajderem w eWinner 1. Lidze, walczyliśmy do końca i napsuliśmy rywalom sporo krwi. Odkąd nasz zespół ma okazje do występów w lidze polskiej miewał już mnóstwo wzlotów i upadków. Udawało się wygrywać rozgrywki, zajmowaliśmy miejsca na podium, ale zdarzały się i momenty gorsze. Taki jest sport, nie poddajemy się i naszym celem jest błyskawiczny powrót na zaplecze PGE Ekstraligi.

Występy w 2. LŻ gdzie są zdecydowanie mniejsze stawki, pozwolą wam złapać trochę oddechu finansowego?

Za nami nie stoi żaden sponsor tytularny, tak jak w wielu polskich drużynach. Mamy grono kilku mniejszych, lecz wiernych partnerów. Szacujemy też, że po spadku nasz budżet zmaleje. Jedną z przyczyn jest pandemia koronawirusa. W tej sytuacji degradacja może nam faktycznie wyjść na na dobre. Będziemy jednak dążyć do tego, żeby nasza przygoda z 2. LŻ trwała tylko sezon. Wolałbym się tutaj nie rozgaszczać.

Wasz budżet nie jest oszałamiający, ale jeśli zawodnik szuka rzetelnego płatnika, z ręką na sercu można mu polecić klub z Daugavpils.

Funkcjonujemy skromnie, ale na przejrzystych zasadach. Tak budujemy atrakcyjność Lokomotivu. Nasza polityka jest prosta. Najpierw kasa, a potem szukanie zawodników. Budżet zliczamy wcześniej, nie operujemy wirtualnym cyferkami, nie oferujemy kontraktów z kosmosu. Mamy określane ramy, w których się poruszamy, dajemy to na co nas stać i kropka. Pozwala nam to uniknąć tworzenia zatorów finansowych, szybko rozliczamy się z zawodnikami, tak aby po ostatnim spotkaniu być czystym jak łza.

Ma pan stały kontakt ze swoimi zawodnikami. Jak wygląda ich sytuacja zdrowotna i wszystkich osób pracujących w klubie. Uniknęliście zakażeń?

Odpukać, nic złego się nie dzieje i nikt nie chorował. W tej chwili jest na Łotwie przepis, że ćwiczenia na sali są zabronione, natomiast, gdy tylko aura nam sprzyja, chłopaki wychodzą trenować na świeżym powietrzu. W ruch idą wtedy najczęściej crossówki.

Trudno było zatrzymać Olega Michajłowa, chciał odejść?

Może i chciał, ale trzymał go ważny kontrakt więc za dużo dyskusji nie było. U nas to normalna praktyka, że podpisujemy z wychowankami umowy, które ich obowiązują jeszcze rok po zakończeniu wieku juniora.

Zawodnik nie stroił fochów?

Dogadaliśmy się, nasze relacje nie ucierpiały. Nie zrobiliśmy z pracownika niewolnika, wytłumaczyliśmy mu, że będzie nam potrzebny. Oleg jest bardzo ambitnym, młodym człowiekiem więc nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, że pragnął spróbować się w innym otoczeniu, wyższej lidze, zawodnikami z wyższej półki i jeszcze gdzie lepiej płacą. 

Najgłośniej mówiło się o podchodach Zdunek Wybrzeża Gdańsk, które chciało go wpasować pod nowy przepis U24. Ale nie tylko o nich, ponieważ przez wzgląd na nową regulację Michajłow mógł przebierać w propozycjach.

Oj z gdańskimi działaczami to wisieliśmy na słuchawce non-stop. Warunki przez nich przedstawione były jednak nie do zaakceptowania. Mocno się rozmijaliśmy w oczekiwaniach.

O co konkretnie poszło?

O konstrukcję jednego przepisu. W Gdańsku Oleg mógłby ścigać się na U24, a u nas na tej samej zasadzie w roli gościa już nie. To był gwóźdź, uznaliśmy transakcję za niekorzystną.

Podobno kością niezgody były ewentualne pokrywające się terminy meczów Zdunek Wybrzeża i Lokomotivu?

Tu ostatecznie udałoby się dojść do kompromisu. Prezes z Gdańska poszedł na to, że pierwszeństwo do Olega ma Lokomotiv. Sęk w tym, że my potrzebowaliśmy Michajłowa na U24. A w tym przypadku regulacja była nie do przeskoczenia.

Czyli za rok Michajłow będzie wolny jak ptak?

Wtedy Michajłow będzie swobodnie mógł decydować o swojej karierze. No, ale jeśli będziemy zadowoleni ze współpracy, to chętnie usiądziemy do stołu, aby pogadać o jej przedłużeniu. Proszę nas nie skreślać za szybko.

Skąd pomysł na doświadczony, skandynawski zaciąg w pana zespole Hans Andersen - Tomas Jonasson?

Uważam, że Hans będzie olbrzymim wzmocnieniem. Liczymy na jego ogromne doświadczenie, że w parku maszyn będzie autorytetem, zwłaszcza dla naszej zdolnej młodzieży. Jonasson miał przerwę od żużla, ale to ciągle wartościowy zawodnik, z przeszłością w cyklu Grand Prix. Wywrócił do góry nogami swoje życie, wziął się za siebie. Sylwetką wreszcie przypomina sportowca (śmiech). Nie jest to informacja bezpośrednio od Tomasa, ale udało mi się dowiedzieć, że zainwestował dużo środków w sprzęt.

Czemu Linus Sundstroem się u was nie sprawdził. Tor nie pasował, a może to pochodna poważnej kontuzji odniesionej pod koniec sezonu 2019?

Uraz to jedno, ale kiedy Linus przyjechał do nas na wiosnę, na pierwsze treningi, nie wyglądał na kogoś, kto odpowiednio przepracował zimę. Ponadto zapewniał nas, że nie szczędził pieniędzy na silniki, lecz przyznam szczerze nie za bardzo było to widać.

Czy Francis Gusts jest materiałem na kolejnego Maksima Bogdanowa, albo Olega Michajłowa. W poprzednim sezonie pokazał w kilku spotkaniach nieprzeciętny talent.

Za nim dopiero pierwszy, pełny rok startów na "pięćsetkach". Praktycznie z marszu przesiadł się z motocykli 250cc, co tylko potwierdza, że papiery na pewno ma. Podoba mi się, że nie jest typowym jeźdźcem bez głowy. Musi jednak nabrać jeszcze torowej ogłady. Będziemy z nim dużo pracować, bo te aspekty są do wyuczenia.

W 2021 roku w lidzie polskiej zadebiutuj następny klub z Niemiec - Landshut Devils. Towarzystwo robi nam się coraz bardziej międzynarodowe. Pana zdaniem, to dobry kierunek, żeby 2. LŻ i eWinner 1. Liga były szerzej otwarte na zagraniczne ekipy?

Chwalę ten pomysł obiema rękami i nogami. Marzy mi się jeszcze, aby wkrótce zgłosili się Węgrzy, Czesi i np. Ukraińcy. Kiedyś zapytano mnie, czy nie przerażają nas odległości, tygodnie poza domem. My pokonywanie kilometrów mamy we krwi. Wprawy nabraliśmy już dawno, gdy ruszaliśmy na eskapady do Togliatti, Saławatu, czy Władywostoku.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!








Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje