Reklama

Reklama

Żużel. Nie ma kibiców, nie ma imprezy. Koronawirus obnażył słabość Grand Prix

BSI, promotor cyklu Grand Prix, odwołał już trzy tegoroczne turnieje, a to wcale nie musi być koniec. Angielska firma nie ma przychodów w postaci dobrego kontraktu telewizyjnego, nie ma też sponsora wykładającego wielką kasę. Wiele ważnych imprez odbywa się bez udziału kibiców, ale BSI nie może sobie na to pozwolić, bo musiałoby dołożyć do interesu. Z żużlowymi mistrzostwami świata jest tak, że nie ma kibiców, to nie ma imprezy.

Reklama

W piątek odwołano GP w Cardiff. To już trzecie anulowane zawody mistrzostw świata. Coraz bardziej realną wizją staje się zatem zmiana zasad wyłonienia mistrza. Być może ponownie wszystko uratuje Polska (rok temu nasze miasta zrobiły sześć na osiem turniejów), ale nie chodzi jednak o to, by Grand Prix po prostu rozegrać. Mowa o mistrzostwach świata, czyli oknie wystawowym żużla. Najważniejsze zmagania stworzone "po macoszemu" tylko udowodnią zaściankowość dyscypliny, która chciałaby przecież równać do najlepszych.

Reklama

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Istotnym elementem są pieniądze, a raczej ich brak, przez co niektórzy rezygnują z organizacji turniejów. Spora w tym zasługa pustych trybun. To pokazuje jednak, jak dyscyplina zależna jest od wpływów z biletów. Fani to zawsze ważna część budżetów, ale jeśli stanowią oni główne źródło zarobku, to mamy do czynienia z pewnego rodzaju patologią.

PGE Ekstraliga ma z telewizji miliony

W tym przypadku rekompensaty nie przynoszą sponsorzy i telewizja. Wprawdzie co roku przy żużlowcach walczących o MŚ widnieje Monster Energy. Można jednak wysnuć wniosek, że nie jest on szczególnie hojny. Brak też innych tak dużych partnerów. BSI nie ma też kontraktu telewizyjnego, choć taka PGE Ekstraliga jechała między innymi dzięki tej umowie. Każdy klub dostaje średnio ponad 2 miliony złotych ze sprzedaży praw do pokazywania spotkań. Roczna umowa opiewa na 20 milionów. Grand Prix nie ma nic.

Skoro inni potrafią, a żużel nie, to widać tu słabość dyscypliny. 2021 rok nie przyniósł innym wielkich rewolucji. Piłkarska Liga Mistrzów odbywa się w normalnym systemie. Na horyzoncie pojawiają się mistrzostwa Europy i igrzyska olimpijskie. Inne dyscypliny również radzą sobie nieźle - Liga Mistrzów w siatkówkę i piłkę ręczną trwają w najlepsze, turnieje tenisowe są regularnie rozgrywane, a gale sportów walki organizowane.

Trudno zatem myśleć, że to koronawirus stanowi największe zmartwienie. Zachowanie wzmożonej ostrożności jest istotne, niemniej w innych dyscyplinach prowadzi się międzynarodową rywalizację. Pandemia daje żużlowi sprytną zasłonę, gdyż na wierzch wychodzą poważne braki. Nikt raczej nie wyciągnie z tego stosownych wniosków, dlatego pozostaje ślepo wierzyć, że w 2022 roku Discovery przeprowadzi rewolucję, która popchnie do przodu Grand Prix i cały speedway.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: Grand Prix | Cardiff | żużel | sport | mistrzostwa świata

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje