Reklama

Reklama

Żużel. Nicolai Klindt: PGE Ekstraliga nieźle mnie urządziła, ale w tym roku nie będę dorabiał w Tesco (wywiad)

Nicolai Klindt uderza w polskich działaczy. Duńczyk nie gryzie się w język i uważa, że nowy przepis U24 skutecznie zablokował mu drogę do regularnych startów w PGE Ekstralidze. - Poziom spadnie, a produkt będzie gorszy. Zawodnicy będą kończyć kariery - uważa. Zawodnik Arged Malesy TŻ Ostrovii opowiedział też, czy znów wybiera się przed sezonem do pracy oraz, jak jego ojczyzna walczy w koronawirusem.

Kamil Hynek, Interia: Co Nicolai Klindt znalazł pod choinką?

Reklama

Nicolai Klindt, zawodnik Arged Malesy TŻ Ostrovii: Parę drobiazgów. Dostałem nową koszulkę mojej ulubionej drużyny piłkarskiej - Liverpool FC oraz filiżankę do kawy, którą własnoręcznie wymalowały mi ukochane córki.

Po kapitalnym sezonie w eWinner 1. Lidze, mimo wielu ofert z PGE Ekstraligi przedłużył pan kontrakt w Ostrowie. Dlaczego?

- Jestem w tym klubie od trzech lat. Wielokrotnie powtarzałem, że czuję się w Ostrovii jak w domu. Dla mnie bardzo ważne jest zaufanie, świetnie dogaduję się z menedżerem Mariuszem Staszewskim. Mam świadomość, że będę się ścigał w każdym spotkaniu.

Kusiło spróbowania PGE Ekstraligi na dystansie całego sezonu, a nie tylko w roli gościa?

- Byłem zainteresowany jazdą w PGE Ekstralidze, ale przepis U24 mnie zablokował. Czekanie na szansę, walka o skład na treningach nie wchodziła w grę. Siedzenie w domu na kanapie i oglądanie telewizji nie jest wcale lepsze.

Po wprowadzeniu regulacji i U24 był pan zły i rozczarowany.

- Uważam, że to fatalna decyzja władz Speedway Ekstraligi. Nie rozumiem czemu i komu ma on służyć. Nie mówię tak tylko, dlatego, że jestem rozgoryczony, ponieważ uciekła mi okazja na starty w najwyższej klasie rozgrywkowej. To nie ma znaczenia, nie zmieniłbym zdania, nawet gdyby we mnie ten regulamin nie uderzył.

To o co chodzi?

- Nie ma wystarczająco dobrych zawodników U24, aby wypełnić miejsca w drużynach. Poziom ligi spadnie, a produkt będzie gorszy. Zgadzam się z tym, co usłyszałem od Petera Ljunga. Na niższych poziomach wylądują żużlowcy, którzy za niedługo będą zmuszeni rzucić jazdę, bo za chwilę nie dostaną nowych kontraktów.

Tym jednym meczem w barwach Moje Bermudy Stali Gorzów przeciwko swojemu pierwszemu polskiemu klubowi - Betard Sparcie Wrocław udowodnił pan sobie, że PGE Ekstraliga, to nie jest poprzeczka nie do przeskoczenia?

- Byłem umiarkowanie zadowolony. Znam swoją wartość więc wiem, że stać mnie na więcej. Dawno jednak nie miałem sposobności do ścigania się w PGE Ekstralidze i odrobinę zjadły mnie nerwy. Wyciągnę wnioski i następnym razem będę lepiej przygotowany.

Czemu lub komu zawdzięcza pan to, że pańska kariera nabrała rozpędu?

- Składowych jest mnóstwo. Stoi za mną zgrany zespół ludzi. Poza tym byłem bardzo zorganizowany, wszystko miałem dopięte na ostatni guzik. Wyniosłem treningi oraz dietę na zupełnie inny poziom. Kiedy czujesz się ze swoim ciałem i organizmem dobrze, w sposób naturalny nabierasz pewności siebie. Zaczynasz mocniej wierzyć, że to co robisz jest słuszne.

Przed sezonem, który z powodu pandemii się opóźnił, postanowił pan pójść do pracy. Zatrudnił się pan w Tesco. Siadał pan za kółko i rozwoził paczki. Teraz też rozsyła pan CV?

- Oj nie, nigdzie się nie wybieram. Skupię się wyłącznie na jeździe motocyklem. Wierzę, że w tym roku sezon ruszy z kopyta zgodnie z planem, a to już za dwa miesiące. Wtedy zmusiła mnie do tego sytuacja, start ligi stał pod znakiem zapytania, a ja nie miałem stałego dochodu. Nie mogłem sobie pozwolić na bezczynne czekanie do lipca. W marcu chcę już wyjechać na tor.

Umie pan sobie wyobrazić drugi sezon z rzędu w reżimie sanitarnym i praktycznie bez kibiców na trybunach?

- Nie sądzę, żeby było to możliwe. Nie wiem, czy damy radę tak długo pociągnąć. Ale jeżeli już tak się stanie, jestem przekonany, że zarządzający ligami mają gotowych kilka scenariuszy na te niesprzyjające okoliczności. W Polsce udało się wpuścić na stadiony nawet pięćdziesiąt procent fanów. Lepsze to niż nic, ale trzymam kciuki, żeby wszystko jak najszybciej wróciło do normy.

Ostatnie wiadomości płynące z pana ojczyzny są niepokojące. Jak wygląda aktualnie walka Danii z koronawirusem. Pytam o obostrzenia, no i czy panu oraz pana rodzinie udaje się szczęśliwie uniknąć zarazy?

- Lockdown objął cały kraj. Notujemy duży przyrost zakażeń. Otwarte są tylko supermarkety, apteki oraz restauracje i kawiarnie, które oferują jedzenie na wynos. Niektóre szkoły za chwilę też zostaną zamknięte. W mojej rodzinie nikt nikt nie był zakażony, a trochę podróżowałem. Byłem w ubiegłym roku w sześciu różnych państwach, testowano mnie mnóstwo razy i zawsze wychodził negatywny wynik. Każdy człowiek jest różny i ma inne podejście do tematu COVID-19, więc jedyne, co powiem, to, że mam nadzieję, iż wkrótce sytuacja unormuje się na tyle, że kraje zaczną się ponownie odmrażać, tak jak to miało miejsce latem. I raczej wcześniej niż później.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje