Reklama

Reklama

Żużel. Na kibiców możemy czekać do lipca. Dlatego przekładanie PGE Ekstraligi nie ma sensu

Start PGE Ekstraligi zaplanowano na 3 kwietnia. Być może trzeba będzie jechać przy pustych trybunach. Większości klubów na to nie stać, bo podpisały wielomilionowe zobowiązania, licząc na znaczące dochody z dnia meczu. Prezesi już przebąkują o przekładaniu, Ekstraliga twardo obstaje przy swoim. I ma rację, bo przełożenie inauguracji nie jest żadnym rozwiązaniem, a rodzi wiele problemów.

Przekładanie PGE Ekstraligi nie ma sensu przede wszystkim z tego względu, że dziś nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, kiedy wrócą kibice na stadiony. Szef Orła Łódź Witold Skrzydlewski uważa, że stanie się to dopiero w lipcu. Taki wariant trzeba brać poważnie pod uwagę, bo rok temu, przy stosunkowo niewielkiej liczbie zakażeń, sezon ruszył w czerwcu z trybunami zapełnionymi w 25 procentach, co po jednej kolejce zostało zamienione na 50 i tak już było do końca sezonu.

Reklama

Zresztą to nie jest tak, że Ekstraliga pstryknie palcem i zmieni termin inauguracji. Każde przełożenie oznacza skrócenie sezonu i pociąga za sobą zmiany w umowach z głównymi partnerami - telewizją i sponsorami. Te strony są umówione na konkretne świadczenia rozłożone od kwietnia do września, a nie od maja, czy od czerwca do września. Wiadomo, że rok temu też tak nie było, a rozgrywki zostały skrócone. Jednak ubiegły rok był wyjątkowy ze względu na początek epidemii koronawirusa (element zaskoczenia), a teraz wszyscy musieli liczyć się z tym, że liga ruszy bez kibiców.

Ciężko będzie przekonać telewizję i sponsorów, że musimy przełożyć inaugurację z powodów ekonomicznych (każda ze stron może powiedzieć: wiedzieliście, jaka jest sytuacja ekonomiczna, a podpisaliście wirtualne kontrakty). Telewizja daje średnio 2,3 miliona na klub, wpływy sponsorskie klubów przekraczają 2 miliony. To są partnerzy, których należy traktować poważnie. Telewizję także z tego względu, że PGE Ekstraliga jest w przededniu podpisania nowego kontraktu na dużą kwotę. Nie można teraz pokazywać partnerom, że przekładamy ligę, bo prezesi źle policzyli budżety. Umowy ze sponsorami to także zobowiązania dotyczące choćby czasu trwania ekspozycji, ale nie tylko.

Właściwie jedynym argumentem przemawiającym za przełożeniem jest obawa utraty kibica, który z każdym tygodniem obowiązywania obostrzeń może stać się bardziej wygodny i na stałe zamienić krzesełko na stadionie na kanapę przed telewizorem. Już w tamtym roku ciężko było znaleźć widzów, którzy zajęliby 50 procent miejsc na stadionie. Może teraz cała PGE Ekstraliga powinna wziąć przykład z Betard Sparty i zawalczyć o to, żeby w razie ograniczeń powstały sektory dla zaszczepionych. Raz, że w ten sposób można zachęcić do akcji szczepień, dwa, że to oznacza jakiś przypływ gotówki do klubu. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje