Reklama

Reklama

Żużel. Możliwe manipulacje testami na koronawirusa? Prezesi śmiali się Cegielskiemu w twarz

W piątek okazało się, że Przemysław Pawlicki z GKM-u Grudziądz jest zakażony koronawirusem. W niedzielę klub poinformował o zakażeniu dwóch juniorów GKM-u, a PGE Ekstraliga o przełożeniu meczu tej drużyny ze Spartą. Kilka godzin po tej wiadomości, Krzysztof Cegielski mówił w Magazynie PGE Ekstraligi o możliwości manipulowania wynikami testów na COVID-19.

Jeszcze w niedzielę rano kibice GKM-u martwili się, jak ich zespół poradzi sobie z Betard Spartą bez przebywającego na izolacji Przemysława Pawlickiego. I wtedy okazało się, że zakażeni są również juniorzy Mateusz Bartkowiak i Kacper Łobodziński. To dlatego mecz, zgodnie z przepisami, został odwołany. Dla Krzysztofa Cegielskiego, szefa stowarzyszenia zawodników, był to pretekst do wywołania dyskusji o możliwym manipulowaniu wynikami testów.

- Nie oskarżam GKM-u, choć nie ukrywam, że tego rodzaju przykłady w przyszłości mogą rodzić spekulacje - komentuje Cegielski. - I właśnie po to, żeby ich uniknąć trzeba nam przepisu o możliwości dodatkowej kontroli przez Ekstraligę Żużlową. Przyznam, że kiedy rok temu Ekstraliga robiła badania, to ja byłem spokojniejszy.

Reklama

Będę chciał dodatnie, to będą dodatnie

- A sam temat możliwej manipulacji testami podniosłem w Magazynie PGE Ekstraligi w nSport+, bo w ostatnich dniach dwóch prezesów mówiło mi coś na temat testów. Od jednego usłyszałem, że on nie będzie miał dodatnich testów. Od drugiego, że jak będzie chciał dodatnie, to będą dodatnie, a jak ujemne, to będą ujemne. Myślę, że dla prezesa Ekstraligi Żużlowej to powinien być dzwonek ostrzegawczy, a moim obowiązkiem było nagłośnić sprawę. Rok temu mówiłem, że będą kombinacje z torami i tak było, a Ekstraliga wraca teraz do torowych obostrzeń. Tak samo było z przepisem o gościu, który według mnie już wtedy powinien dotyczyć chorych na COVID-19, a nie wszystkich. Teraz zostało to wprowadzone. Z testami lepiej zareagować przed, zanim wyjdą jakieś większe problemy - komentuje Cegielski.

A jak do słów Cegielskiego odnoszą się w Grudziądzu, bo to na nich padł cień. - Krzysztof powinien najpierw zorientować się, na czym polegają takie badania - mówi Zdzisław CIchoracki z rady nadzorczej GKM-u. - Jeśli uważa, że coś było nie tak, to powinien to zgłosić do prokuratury.

Nie ma możliwości fałszowania wyników

Cichoracki zapewnia, że nie ma takiej możliwości, by sfałszowano wyniki testów. - My mamy umowę ze szpitalem w Grudziądzu, który jest numerem jeden w regionie. My nawet byśmy nie wpadli na to, że coś mogłoby zostać zrobione nie tak, jak należy. Dzień przed testami wysłaliśmy listy i specjalne oświadczenia. W trakcie testów pani wyczytywała zawodników z listy, każdy osobno szedł na pobranie próbki i podpisywał kolejne oświadczenie.

W GKM tłumaczą nam, że w przypadku zakażeń w ich drużynie nie było żadnego drugiego dna. Wyniki juniorów pojawiły się w niedzielę, bo w sobotę robiono testy całej drużyny przed sparingiem w Częstochowie. W ich trakcie aż pięć osób miało wyniki dodatnie, w tym dwóch juniorów. Zakażenie Pawlickiego, o którym informowano w piątek, było z kolei efektem testu, który zawodnik robił wcześniej w związku ze złym samopoczuciem. W klubie zapewniają, że Pawlicki nie trenował z drużyną ani w czwartek, ani w piątek.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje