Reklama

Reklama

​Żużel. Mówi, że nie jest "polskim Mourinho", ani "polskim Kloppem". Piotr Baron wszystkie sukcesy przypisuje zawodnikom

Piotr Baron to "polski Mourinho czy "polski Klopp"? Utytułowany szkoleniowiec nie lubi takich porównań. W rozmowie z Marcinem Majewskim z nSport+ wymienił trenerów, którym najwięcej zawdzięcza. Wszystkie osiągnięte sukcesy z Fogo Unią Leszno przypisał zawodnikom, a sam usunął się w cień. Co za skromność.

Piotr Baron był kolejnym gościem Marcina Majewskiego w programie "Trzeci wiraż" na nSport+. Sukcesów z Fogo Unią Leszno zdobył co niemiara. Do którego z piłkarskich trenerów by się porównał? Bardziej do Jose Mourinho czy Juergena Kloppa? - Myślę, że do żadnego. To są wielkie osobowości. Nie sposób mi się równać z tak wybitnymi ludźmi. Najbliżej mi do żużlowych trenerów - rozpoczął rozmowę z szefem żużla w Canal+.

O kogo zatem chodzi? - Mam na myśli Jana Ząbika, który bardzo dużo żużla mnie nauczył, Marka Cieślaka, Ryszarda Nieścieruka. Od tych ludzi najwięcej można było się nauczyć. Moim pierwszym trenerem był Jan Ząbik i z całą pewnością jemu bardzo dużo zawdzięczam. Przede wszystkim pokazywał mi technikę jazdy czy jak wykorzystywać motor. Dzięki niemu czasami potrafię pewne rzeczy przekazać swoim zawodnikom. Oczywiście tym młodszym, bo starszym niewiele potrzeba. W większości wiedzą co robić na torze, są doświadczonymi ludźmi z wielkimi tytułami. Kogo tam uczyć - dodał. 

Reklama

Skromne słowa jak na czterokrotnego Drużynowego Mistrza Polski z Fogo Unią Leszno z rzędu. - Nie chodzi o skromność. Trafiłem na bardzo dobry czas w klubie, mam bardzo dobry zespół - ci zawodnicy świetnie jadą. Ja mam rolę, żeby nie przeszkadzać zawodnikom i nawzajem się uzupełniamy. Jestem od przygotowania toru, a oni od jeżdżenia. Czego mogę nauczyć Emila Sajfutdinowa, Piotrka Pawlickiego czy Janka Kołodzieja? Jedynie trzeba zrobić tor lub czasami dopasować pary. Teraz pozmieniała się tabela, więc tak dużo nie trzeba kombinować. Wcześniej było trudniej. Muszę też zadbać o to, by drużyna nie wojowała w parkingu. To są role, które mam do spełnienia - wyjaśnił szkoleniowiec. 

Marek Cieślak uważa, że park maszyn nie jest najlepszym miejscem dla prezesów. Zdaniem tego trenera w trakcie meczu powinni pić drinki ze sponsorami. - Jedni lubią pić drinki ze sponsorami, inni nie. Mogę śmiało powiedzieć, że Piotr Rusiecki przez cztery lata nigdy się nie wtrącił odnośnie ustawienia skladu, nie dawał też innych wytycznych. Myślę, że stojąc w parkingu czuje się spokojniej. Obserwuje co się dzieje, patrzy jak działamy. Zupełnie nam nie przeszkadza, to nie jest człowiek, który ingeruje w żużel. Daje nam dużo spokoju, przy nim zawodnicy się nie stresują. Spełnia swoją rolę w 100 procentach - zaznaczył Baron. 

Pojawiło się także pytanie o relacje Piotra Rusieckiego z Józefem Dworakowskim. - Myślę, że są dobre, przyjacielskie. To ludzie, którzy bardzo dbają o ten żużel. Tak to widzę, choć mają odrobinę inne charaktery. Z całą pewnością się dogadują, doskonale prowadzą klub. Powiem szczerze, że przez pierwsze dwa lata z prezesem Dworakowskim trudno było mi rozmawiać z tego względu, że ma inną osobowość niż prezes Rusiecki. Teraz możemy chwalić sobie relacje, jakie mamy i możemy wspólnie siadać, pić kawkę i rozmawiać o żużlu - wyznał. 

Barona rozczarowało odejście Dominika Kubery oraz Bartosza Smektały. - To osobisty policzek. Przez cztery lata bardzo dużo pracowaliśmy. Myślałem, że idziemy w dobrą stronę i nie czują potrzeby odejścia, ale wybrali inaczej. Dla mnie to delikatny policzek. Czy byłem wściekły? Na pewno byłem zaskoczony. O definitywnym odejściu Bartka dowiedziałem się 5 lub 6 listopada. Z Dominikiem trochę wcześniej to się wyjaśniło - podsumował trener mistrzów Polski.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama